Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

BLACKFOOT - After The Reign [1994]
Wydawca: Wildcat Records / Nail Records

  1. Sitting On Top Of The World
  2. Nobody Rides For Free
  3. Tupelo Honey
  4. Rainbow
  5. It's All Over Now
  6. The Road's My Middle Name
  7. Hang Time
  8. Tonight
  9. After The Reign
  10. Bandelaro
After The Reign

Skład: Rick Medlocke - śpiew, chórki, gitara prowadzaca, rytmiczna i akustyczna, gitary Bottleneck i National Steel, instrumenty perkusyjne; Mark Woerpel - gitara prowadząca, rytmiczna i akustyczna, gitarowy syntezator, chórki; Benny Rappa - perkusja i instrumenty perkusyjne, chórki; Tim Stunson - gitara basowa
Gościnnie: Zakk Wylde - drugie solo w [9]; Donna Davis - chórki; Neal Casal - gitary w [1, 4]; Michael Galloway - harmonijka w [6]; Bo Davis - organy Hammonda w [3]; Rob Robinson - pianino w [5, 7]

Produkcja: Rick Medlocke

Blackfoot, czyli po naszemu "Czarna stopa", amerykański zespół southern rockowy założony w 1970 roku w Jacksonville na Florydzie przez gitarzystę Ricka Medlocke'a, znanego przede wszystkim z gry w zapewne znanej wszystkim formacji Lynyrd Skynyrd i basistę Grega T. Walkera.

Tę płytę przywiózł mi z USA mój dobry kolega (hello Roman!), który spędził tam trochę czasu i wedle którego muzycy Blackfoot to rodowici Indianie. Zatem genezę nazwy jest już nam wiadoma. Ciekawe są losy tej, moim zdaniem bardzo interesującej, amerykańskiej grupy. Na pierwszych płytach znajduje się to, z czego zespół jest tak naprawdę znany, czyli bardzo dobra dawka southern rocka, tu i ówdzie zabarwiona bluesem. Jednak w roku 1983 na krążku Siogo dostajemy zawartość hard rockową, a by było ciekawiej na wydanym rok później Vertical Smiles można usłyszeć wpływy rocka progresywnego. Na tym zmiany jednak się nie skończyły. Na swoim ósmym, studyjnym krążku, zatytułowanym Rick Medlocke And Blackfoot zaserwowali dawkę pop-rocka z elementami AOR-u. Następna płyta Medicine Man kontynuowała ten trend (choć może nie aż tak do końca). Zwiastowała jednak zwyżkę formy i została przyjęta bardzo entuzjastycznie przyjęta. Naszym Indiańcom znudziły się jednak eksperymenty, które nie przysparzały im jednak zbyt wielkiej ilości fanów, i na wydanym w 1994 roku krążku After The Reign powrócili do swojego pierwotnego stylu grania. Niestety od tego czasu zespół właściwie milczy. Nie ma wiadomości o nowej płycie studyjnej i raczej się na to nie zanosi. Przyczyna jest bardzo prosta. Dwa lata po wydaniu recenzowanej dziś płyty, Rick wrócił do Lynyrd Skynyrd, a rok później formacja zawiesiła działalność, wznawiając ją w 2004 roku, lecz bez wokalisty i gitarzysty Medlocke'a. Do tego czasu ukazały się albumy koncertowe Live On The King Biscuit Flower Hour (1998) oraz Live (2000), a także składanki Rattlesnake Rock N' Roll: The Best Of Blackfoot (1994) i Greatest Hits (2002). Pewną wiadomością, że zespół funkcjonuje nadal, jest wydane w roku 2007 DVD, zatytułowane Train, Train: Southern Rock's Best - Live. Niemniej jak już wspomniałem na nowy wypiek nie ma co liczyć, tak więc pozostaje nam pozachwycać się tym co mamy. Dziś na warsztacie ostatnie dzieło Blackfoot - After The Reign. Dumnie zatytułowany utwór Sittin' On Top Of The World to bardzo fajne, bluesowe intro, które przeradza się w całkiem niezły, "południowy" kawałek. I ten tekst: "Rzuciła mnie, ale to nic, bo siedzę na szczycie świata". Skromnie, nie powiem. Zwraca uwagę doskonałe opanowanie instrumentów i niesamowity głos wokalisty. No i ten ładnie wpleciony damski chórek. Nobody Rides For Free podtrzymuje bardzo dobre wrażenia. Jest utrzymany w trochę innym nastroju i nieco bardziej stonowany, ale z pewnością może się podobać. Rzecz jasna mamy tu mieszankę southern rocka i bluesa. Blues powraca w bardzo ładnie rozpoczynającej się balladce Tupelo Honey. Na tapecie oczywiście rozterki miłosne, a jakże. Ale podoba mi się refren: "She's as sweet as tupelo honey...". A tak przy okazji, jest to kawałek Van Morrisona i znajduje się na jego piątym, solowym krążku. W podobnym tonie, choć już sporo weselszy jest utwór Rainbow, który opowiada o poszukiwaniu złota i pewnej, młodej dziewczynie. Ładny, dobrze zagrany i zaśpiewany. Na pewno może się podobać. Zwraca uwagę, tak jak na przeważającej ilości czasu tej płyty, użycie gitar akustycznych. Elektryczne są tu tylko dodatkiem, a i nie wszędzie. Kolejną balladą jest It's All Over Now. Tu już przelewek nie ma. Bardzo emocjonalnie naładowany tekst. Zła kobieta, czy nieszczęśliwie zakochany facet? Ocenę pozostawiam Wam, ale do mnie ten numer po prostu "mówi", jeśli wiecie, co mam na myśli... Posłuchajcie. Myślę, że każdy facet, który kiedyś się rozczarował, znajdzie w nim coś dla siebie. "...but it's too late baby, cause it's all over now". Następny w kolejce The Road's My Middle Name to, o ile mnie pamięć nie myli, nagranie śpiewane kiedyś tam przez Bonnie Raitt (tę samą, która towarzyszyła nieżyjącemu już Johnowi Lee Hookerowi na płycie The Healer). Czyli po prostu blues rządzi i dzieli. Trzeba przyznać, że wypadło bardzo dobrze. Hang Time to taki wesoły, uśmiechnięty utwór pochwalający życie rodzinne, grillowanie, piwkowanie i wszelkie inne przyjemne czynności, gdy wszystko gra i nie ma akurat nic pilnego do roboty. Znowu balladka, tym razem Tonight i po raz kolejny o miłości i po raz kolejny akustycznie. Dużo tych ballad, ale ich obecność wcale nie przeszkadza i przede wszystkim pasują one do zawartości krążka. No i da się ich słuchać. After The Reign, tytułowa ścieżka to rasowy hard rockowy numer. Ośmielę się postawić tezę, że niewiele jest takich kawałków na płytach ze wspomnianego gatunku, a także na płytach z gatunku AOR. No i mamy tu znakomitego gościa w osobie samego Zakka Wylde, który zagrał tutaj zawodową solówkę. A najlepsze jest to, że brzmi ona już w stylu, do jakiego ten wioślarz nas przyzwyczaił. Znakomite "osbourneowskie" brzmienie i przemykające nuty skądinąd znanych utworów. Mistrzowska robota! LP kończy instrumentalny Bandelaro, grany na dwie lub może nawet na trzy gitary akustyczne. No i ten duch Indian, to się po prostu musi podobać.

Świetny krążek, do którego lubię często wracać. Masa fajnych wspomnień i doskonała, idealnie trafiająca w moje gusta zawartość. Wierzę, że i nie tylko mnie się ona podoba, wierzę, że spodoba się także Wam. Ocena maksymalna.

Oficjalna strona zespołu: www.blackfootrocks.com

Vincent
sierpień 2010