Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

BLACKFIELD - Welcome To My DNA [2011]
Wydawca: KScope

  1. Glass House
  2. Go To Hell
  3. Rising Of The Tide
  4. Waving
  5. Faraway
  6. Dissolving With The Night
  7. Blood
  8. On The Plane
  9. Oxygen
  10. Zigota
  11. DNA
Welcome To My DNA

Skład: Steven Wilson - śpiew, gitara, instrumenty klawiszowe; Aviv Geffen - śpiew, gitara, instrumenty klawiszowe; Eran Mitelman - fortepian, instrumenty klawiszowe; Seffy Efrat - gitara basowa; Tomer Z - instrumenty perkusyjne

Produkcja: Steven Wilson, Aviv Geffen i Trevor Horn

Blackfield po raz trzeci. Dwa poprzednie albumy powołanego w 2001 roku projektu Aviva Geffena i Stevena Wilsona wywołały wśród fanów art rocka entuzjazm, uznanie i w konsekwencji oczekiwanie, które od premiery ostatniego albumu tej izraelsko-angielskiej współpracy rozciągnęło się na nieco ponad cztery lata. W odniesieniu do ostatniego wydawnictwa Blackfield w składzie grupy pojawił się Eran Mitelman, który w oprawie klawiszowej zastąpił Daniela Salomona. Przy pracach nad najnowszym dziełem Blackfield udział wzięli również znani z poprzednich nagrań zespołu basista Seffy Efrat i perkusista Tomer Z, a także gościnnie muzycy mniej znani szerszej publiczności Yankale Segal, Alex Slide, Ariel Tuchman, Trevor Horn oraz londyńska orkiestra w wydaniu smyczkowym. W tej konfiguracji powstał album Welcome To My DNA.

Teraz już wiem, że dobrze się stało, iż w 2007 roku muzycy Marillion odrzucili projekt okładki Carla Glovera, który cztery lata później ozdobił właśnie trzeci studyjny album Blackfield, wszak niebiański spokój uderzający z tej grafiki poniekąd oddaje klimat Welcome To My DNA. Już w pierwszym, wykonanym w bardzo wyważony sposób, utworze pt. Glass House można odczuć uspokojone, niemalże aksamitne partie gitarowe wsparte pojawiającymi się w tle smyczkami orkiestry oraz wybornym głosem Stevena Wilsona. Pomimo, że następujący po nim Go To Hell cechuje krótki i dosadny przekaz zbliżony charakterowi Aviva Geffena, to raczej nie odejmuje klimatu nakreślonego we wstępie. Przynajmniej do momentu intensywnego rozwinięcia Go To Hell, które skutecznie burzy ową "niebiańskość". To znamienna cecha krążka, bo choć jego główna warstwa wydaje się wygładzona, to liczne impulsy sporadycznie ją załamują. Pierwszy bardzo wyraźny dialog pomiędzy głównymi autorami Blackfield pojawił się w utworze zatytułowanym Rising Of The Tide. Nie jest to z pewnością mój faworyt na najnowszym krążku Blackfield, ale dla przepięknego wykończenia tego nagrania byłbym w stanie oddać wiele. Z tej idylli z pełną mocą wyrywa Waving, a więc typowo jeżozwierzowy utwór z akustycznym wstępem doprawionym kilkoma drobiazgami i przyspieszonym, magnetycznym rozwinięciem. Fani twórczości Stevena Wilsona pod szyldem Porcupine Tree powinni pokochać tę kompozycję! Natomiast wielbiciele ballad odnajdą się przy pierwszym bardzo balladowym, a zarazem najkrótszym utworze na Welcome To My DNA, a mianowicie przy Far Away. Istocie ballady też raczej nie nie zaprzecza Dissolving With The Night, ale różni się od poprzedniej ścieżki ilością klawiszy. Ba! Dissolving With The Night to utwór w całości poprowadzony przez wspaniałe partie pianina. Zarówno w tym nagraniu, jak i w następującym po nim Blood ponownie z dużym natężeniem rozmawiają ze sobą Aviv Geffen i Steven Wilson, a takich dialogów nie uświadczymy na płycie zbyt wielu. Niemniej Blood to jeden z bardziej ożywionych kawałków na Welcome To My DNA. Rzec można, że izraelski wokalista i multiinstrumentalista, podobnie jak przy Go To Hell, do błogiego nastroju dorzucił kolejną porcję impulsywnej, wyłamującej schemat krążka muzyki. O ile Waving był najbardziej wyraźnym utworem Stevena Wilsona, o tyle Blood należy do Aviva Geffena. Otwarcie kolejnej kompozycji ochrzczonej tytułem On The Plane przywołało we mnie skojarzenie z wykończeniem Rising Of The Tide. Po raz kolejny moja wrażliwość została okradziona przez głos Stevena Wilsona i niepozorny, ale głęboki dźwięk gitary. Kolejna zmiana klimatu nastąpiła przy jednym z bardziej chwytliwych utworów na płycie zatytułowanym Oxygen. Jego niepozorny, może nawet radiowy klimat wykazuje granicę, na której balansuje Blackfield. Umiejętność poruszania się pomiędzy nośnymi i jednocześnie apetycznymi utworami to zdecydowanie jeden z najmocniejszych atutów grupy. Do finału premierowego albumu Blackfield prowadzi najdłuższy numer na płycie pt. Zigota. Zdziwiłem się, że jest wokalnie zdominowany przez Stevena Wilsona, bo przecież jego geneza wiążę się z solowym krążkiem Aviva Geffena zatytułowanym Memento Mori, ale najwyraźniej naprzeciw schematom takie rozwiązanie zaplanowali sami twórcy. Przygodę z Welcome To My DNA wykańcza quasi balladowy i quasi tytułowy DNA. Utwór niezwykle przejmujący i poruszający. Jest to zarazem czwarty i ostatni numer współmiernie zaśpiewany przez głównych autorów Blackfield.

Gdybym napisał, że Welcome To My DNA jest albumem przeciętnym, musiałbym okłamać samego siebie, jak i wszystkich dookoła. Być może ten materiał nie obfituje w fajerwerki (być może niepotrzebnie ich oczekujemy we współczesnej muzyce?), ale jego klimat i wykonanie świadczą o dopracowanej w każdym szczególe produkcji. Myślę, że izraelsko-angielskie DNA jest strukturą o wiele bardziej złożoną, niż nam się wszystkim wydaje. Znakomity krążek. 9/10

Oficjalna strona zespołu: www.blackfield.org

Konrad Sebastian Morawski
kwiecień 2011