|
Skład: Bruno Frenzel - gitara, śpiew; Bernd Koschmidder - gitara basowa; Bernd Noske - perkusja, śpiew; Reinhold Sobotta - organy
Produkcja: Didi Zill
Birth Control to grupa pochodząca z Niemiec, gdzie pod koniec lat '60 ubiegłego wieku ukształtowała się scena krautrockowa. Siłą rozpędu zaliczono do tego gatunku i Birth Control, ale prawda jest taka, że brzmienie zespołu zdominowały hard rockowe partie gitary i emersonowskie klawisze. Ot, po prostu klasyczny hard rock przemieszany z rockiem progresywnym. Podobne eksperymenty prezentowała też brytyjska formacja Uriah Heep, ale i Deep Purple, którego wpływy w muzyce Niemcow są widoczne.
Album dynamicznymi rytmami rozpoczyna kawałek Stop Little Lady. Jak na owsze czasy była to ostra muzyka i nawet organy Hammonda niewiele łagodzą brzmienie. O ile ich rodacy
z Eloy stawiali na bardziej eksperymentalne, psychodeliczne tematy, Birth Control Ameryki odkrywać nie chcieli. Po prostu mocna muzyka z mocnymi wokalami. Siłę takich
wokali najlepiej słychać w refrenie otwierającego krążek nagrania. Mimo że czasy utworów są raczej długie, grupa doskonale wie jak zagospodarować minuty. Popisuje się głównie Reinhold Sobotta robiąc wycieczki, których nie powstydziłby się sam Keith Emerson. Z drugiej jednak strony mamy też popisy gitarzysty, a nawet basisty, co raczej jest rzadko spotykane. Taki
właśnie popis bassmana jest w tym pierwszym numerze. Na pozycji numer dwa mój faworyt i jedna z najlepszych kompozycji lat '70 w moim mniemamniu. Just Before The Sun Will Rise oparte jest w dużej mierze na unisonach werbla z gitarą basową i niesamowitych, wręcz karkołomnych popisach klawiszowca. Muzyka dynamiczna i co ciekawe bardzo przebojowa jak na rock progresywny. Gdzieś na początku trzeciej minuty pojawia się fantastyczny motyw wygrywany na organach. Kompozycja nie jest specjalnie wesoła, ale i niezbyt ponura, choć niewątpliwie klimat jest tajemniczy. Reinhold Sobotta rządzi. To, co tutaj wyprawia, przechodzi ludzkie pojęcie, ale i jest to też dowód na potęgę rocka progresywnego, gdyż reszta zespołu po prostu trzyma się klasyczno hard rockowej konwencji. Gdyby wszystkie numery na płycie były jak ten, z pewnością uznałbym Operation za jedną z 10 najlepszych progresywnych płyt wszechczasów. W tekst się nawet nie wsłuchujcie, gdyż nie jest on zbyt wyrafinowany. The Work Is Done zostało wydane na singlu, gdzie stronę B stanowił inny utwór z tej płyty - Flesh And Blood. I to właśnie The Work Is Done przyczyniło się do sukcesu komercyjnego tego albumu. Na uwagę zasługuje wykorzystanie w tym kawałku motywu Etiudy 'Rewolucyjnej' Chopina. Całość jednak
skłania się w stronę typowego hard rocka owych czasów. Myślę, że to jednak Flesh And Blood powinno przykuć uwagę fanów melodyjnego, rockowego grania, gdyż jak na moje ucho to najbardziej hiciarska ścieżka tego wydawnictwa. Oczywiście nie ma tego rozmachu aranżacyjnego co w dwóch pierwszych utworach, ale coś takiego też tu pasuje. Pandemonuim to powrót
do ciężkiego progresu. Kawałek jest wyśmienity, znowu przede wszystkim dzięki klawiszowcowi. Tym razem jednak stara się on nie robić większych wycieczek podkreślając ostre rockowe riffy.
To chyba najcięższa kompozycja na albumie. Potęgują to także niemal wywrzeszczane wokale, jakie później pojawiły się na płytach Bachman Turner Overdrive. Na koniec płyty coś bliższego typowemu rockowi progresywnemu lat '70. Let Us Do It Now rozpoczyna spokojna partia fortepianu w ujęciu klasycznym. Ten numer jest tutaj całkowicie wyjątkowy, gdyż nie ma w nim hard rockowego pazura. Dla jednych więc będzie kompletną stratą czasu, dla innych ciekawym odstępstwem od głównego heavy progresywnego nurtu, w jaki wpisuje się muzyka Birth Control. Po prostu muzyka klasyczna, czy też klasyczny progres (ten, jak wiadomo, miał wiele wspólnego z klasyką). Ja lubię i takie granie, więc jest to generalnie miód na moje uszy. Recenzja tego albumu byłaby niekompletna, gdybym nie wspomniał o kontrowersyjnej okładce. Niemcy to chyba od zawsze potrzebowali szokować (pamiętacie słynne okładki Scorpionsów z lat '70?). No więc mamy co mamy, chyba nie wymaga to szczególnego komentarza, dodam tylko, że ciekawiej robi się po rozłożeniu całej okładki. Co tam widnieje, nie zdradzę Wam. Niech i to będzie zachętą do zapoznania się z tym wydawnictwem.
Jak dla mnie Operation to najlepsza płyta Birth Control i z całą pewnością ma na to wpływ drugi utwór na albumie, ale myślę, że i bez niego to najbardziej równy krążek, jaki zaserwowali nam wąsaci Niemcy. Komu polecić? Przede wszystkim fanom grup Deep Purple, Uriah Heep i Atomic Rooster, ale i wszystkim, którym pasuje hybryda klascznego hard rocka z rockiem progresywnym.
Oficjalna strona zespołu: www.birth-control.de
LSDisease maj 2009
|