Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

BIG BALL - Hotter Than Hell [2010]
Wydawca: AFM Records

  1. Double Demon
  2. Porna Lisa
  3. Big Ball Crew
  4. Killdozer
  5. Free Fire Zone
  6. Hell Whores & High Heels
  7. Hotter Than Hell
  8. Shooter
  9. Plugged In
  10. Wrecking Ball
  11. Groove Monster Machine
  12. Rock N Roll Stomper
  13. Riding With The Devil
Hotter Than Hell

Skład: The Blood God - śpiew, gitary; The Killdozer - gitary; The Groove Monster Machine - gitara basowa; The Rock 'N' Roll Stomper - perkusja
Gościnnie: Tom Naumann - partie gitary prowadzacej; Dennis Ward - gitara basowa, chórki; Chris - perkusja

Produkcja: The Blood God i Dennis Ward

Na początek powiem, że o zespole Big Ball wystarczyłoby napisać, że jest tylko i wyłącznie kolejnym klonem AC/DC. A jak wiemy, tychże klonów już trochę jest. Jednak tak sobie myślę, że dla tego, niemieckiego, żeby było ciekawiej, zespołu, nazywanie ich tylko i wyłącznie kalką elektryków jest krzywdzące. Choć trzeba też zaznaczyć, że jeśli macie dość tego rodzaju grania, to nie ma sensu, żebyście sięgali po ten wypiek. Nawet jeśli ten krążek jest nieco inny niż albumy pozostałych epigonów.

Jaka jest różnica? Dwie. Pierwsza to wokalista. Pan Thomas Gurrath (ex- Debauchery) z jednej strony bardzo przypomina Udo Dirkschneidera (ex- Accept), a z drugiej brzmi niemal dokładnie tak jak Brian Johnson na pierwszych płytach AC/DC. O Hotter Than Hell nie da się powiedzieć, że "zamykamy oczy i mamy kolejną płytę z Bonem na wokalu". Powiem także: nareszcie. Bo ileż można było słuchać właściwie tego samego non stop? W tym konkretnym przypadku z erą Scotta ten zespół łączy tylko nazwa, zaczerpnięta z jednego z utworów z płyty Dirty Deeds Done Dirt Cheap. Nie zrozumcie mnie źle. Ja uwielbiam ten zespół. Czekałem jednak na coś, co będzie przypominało krążki z Johnsonem na wokalu. Oczywiście pewne elementy "AC/DC z Brianem na wokalu" znalazły się na wypiekach niemieckiego TT Quick. Jednakże to było troszkę za mało. Tak więc czekałem. I doczekałem się. Dostałem do rąk płytę będącą niczym innym jak swobodnym nawiązaniem do twórczości AC/DC w latach 1980 - 1991, a nawet lat późniejszych. Double Demon brzmi tak, jakby znaleźć się miał na Flick Of The Switch. Gdzieś tam w tle echa Guns For Hire i Deep In The Hole. To wystarczy. Porna Lisa to z kolei swobodne nawiązanie do Back In Black, choć refren tego kawałka osobiście kojarzy mi się nieodparcie z Rising Power. No niemal słyszę tu chóralny refren tej kompozycji. Zespół chyba sporo nasłuchał się tego LP, bo Big Ball Crew brzmi niemal jak kalka This House Is On Fire. Inaczej poprowadzono tylko refren. Killdozer to takie radosne i łobuzerskie nagranie w stylu Landslide. Free Fire Zone to już takie bardziej heavy metalowe AC/DC, przypominające trochę Go Zone z Blow Up Your Video. Hell Whores & High Heels to oczywiście nic innego jak wesoła interpretacja Hell Or High Water. Tytułowe Hotter Than Hell ma w sobie coś z utworów elektryków z roku 1988. Utwór zdecydowanie łagodniejszy, choć to ciągle AC/DC. Shooter to powrót do tego bardziej surowego grania z początku płyty, mające kontynuację w Plugged In, które jest niczym innym jak kalką Badlands. Po okresie radosnej jazdy bez trzymanki dostajemy Wrecking Ball, chyba najmroczniejszy utwór, z wokalnymi mruczankami a'la Brian. Gdzieś w tle przelatuje sobie coś z Got You By The Balls. Kto chce, w Groove Monster Machine, może poszukać sobie czegoś z Goodbye And Good Riddance To Bad Luck czy Some Sin For Nuthin'. Rock N Roll Stomper swoim początkiem może przypominać Stiff Upper Lip, cały numer swobodnie mógłby się znaleźć na tym właśnie krążku. Na koniec zostawiono Riding With The Devil. Znowu wracamy do wczesnych lat osiemdziesiątych, znów jesteśmy w rejonach Flick Of The Switch, tudzież Fly On The Wall, szkoda tylko, że z tak skromnym finałem.

Fajna płyta, której doskonale się słucha. Wreszcie doczekaliśmy się bardzo dobrej odpowiedzi na "zaginione płyty AC/DC z Bonem na wokalu". Cudowna powtarzalność znów powróciła w kolejnej odsłonie. Wprost nawiązująca do ery Briana za sitkiem. Oczywiście nie zabrakło pijackiej i erotycznej tematyki potraktowanej równie dosadnie (jeśli nie bardziej) jak w tekstach elektryków. Bardzo dobra propozycja dla fanów tego zespołu. Warto dodać, że solówki zagrał nie kto inny jak sam skądinąd znany Tom Naumann. Tak więc do rąk dostajemy "zaginioną płytę AC/DC z Johnsonem na wokalu". I aż chce się na koniec zacytować pacynkarzy z KISS: God Gave Rock 'N Roll To You. Gorąco polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.bigballrocks.com
Oficjalny profil na MySpace: www.myspace.com/bigballrocks

Vincent
sierpień 2010