|
Skład: Brett Bloomfield - gitara basowa, chórki; Greg Chaquico - gitara prowadzaca, rytmiczna i akustyczna, chórki; Rolf Hartley - śpiew, gitara akustyczna, instrumenty klawiszowe; Kenny Stavropoulos - perkusja, chórki
Produkcja: Big Bad Wolf
Któż nie zna bajki o Czerwonym Kapturku? Wielki, zły wilk jest właściwie ikoną światowej kultury i wbrew pozorom nie chodzi mi jedynie o wspomnianą bajeczkę. Zwierz pojawiał się w powieściach, malarstwie, rzeźbie, kinematografii. Zazwyczaj używano go jako antagonistę, ale znalazłoby się również kilka pozytywnych opisów wielkiego, złego wilka. Jak się okazuje potwór zawędrował również do świata muzyki, stając się szyldem grającej hair metal formacji.
Zespół składa się w dużej mierze z członków sławnej ekipy Starship. Panowie siedzieli w biznesie od lat, znali się więc na rzeczy i mieli dość odwagi, aby grać to, co w 1998 roku było ekstremalnie niepopularne. Hair metal w stylu Def Leppard, Firehouse, czy też Ratt nie spotykał się z jakimkolwiek zainteresowaniem mediów. Tak czy inaczej brawa za odwagę. Midnight Angel jest świetnym kawałkiem, w którym słyszę mnóstwo Ratt, jeżeli chodzi o grę gitar. Melodie są przednie, godne Leppardów i szkoda jedynie, że produkcja nie budzi tak wielkiego entuzjazmu. Osiem lat wcześniej byłoby zupełnie inaczej, kapela miałaby zapewne o wiele większe fundusze. Tak czy inaczej otwarcie płyty jest tak potężne, że aż chce słuchać się więcej. Dziwacznie zatytułowane Whereyawannago może wzruszyć niejednego hair metalowego fana, który nie mógł przeboleć śmierci ulubionego gatunku muzycznego. Tak właśnie kiedyś się grało, z taką pasją, z taką dawką czadu, z takimi samośpiewającymi się refrenami. Jak na płytę imitującą rok 1989 przystało, kawałek trzeci jest wzruszającą balladką, a zaczyna się tak, że nie powstydziłby się tego ani Steelheart ani Slaughter. Po pierwszej minucie przyspiesza, ale nieznacznie i wciąż tkwi w spokojnej, wzruszającej stylistyce. Łezka kręci się w oku. Aby tradycji stało się zadość czwórka przyspiesza, a siła numeru opiera się na innym, agrysywniejszym brzmieniu gitar. Kawałek kojarzy mi się trochę ze skandynawskim graniem, a śpiewanie Bloomfielda z Harnellem. Można rzec, że inspiracji ciąg dalszy, gdyż Crystal przypomina balladki Kuni, czy też Yngwie Malmsteena. Nie ma w niej wirtuozerii takiej jak u gitarowych mistrzów, jest jednak podobny klimat. Shot Down By Love jest ponownie głęboko osadzone w latach '80 i słuchając go mamy wrażenie, że cofnęliśmy się w czasie. Ehh, urodziłem się w złym miejscu, w złej epoce. Miano pierwszorzędnego killera przyznaję oficjalnie kawałkowi o nazwie Cutting Edge. Rozwala mnie on przy każdym przesłuchaniu i za każdym razem mam ochotę na więcej. Wszystko brzmi perfekcyjnie, a refreny układają się tak naturalnie, tak wzajemnie spójnie, że widzę przed sobą Vixen w najlepszej formie. Nawet nazwy obu kapel mają w sobie coś wspólnego, ale nie ma szans, aby było to zamierzone. Czysty przypadek. We Three Chords Of Steel zespół stawia na większy ciężar i dzięki temu urozmaica materiał na wydawnictwie. Ważne, że zadbano również o ten element. Light On For You jest kolejną typową dla epoki balladą, ale tym razem tak bardzo mnie nie zachwyca. Na takie wyciskacze łez trochę się już uodporniłem, choć przyznam, że kilka fragmentów fajnie w niej zagrano. Wstęp do Blame It On Rock jest humorystyczny, a numer określiłbym jako hołd złożony minionej epoce. Całość brzmi jak hymn i spodoba się z pewnością hair metalowym maniakom. W takiej muzyce można się z łatwością zapomnieć i stać się fanem gatunku. Tytuł Don't Say Goodbye doskonale wyraża moje uczucia. Nie chcę, aby zespół przestawał grać, chcę słuchać płyty jeszcze raz, ponownie. Jest to zarazem kolejna już ballada na cedeku i wyszła całkiem ciekawie, głównie za sprawą przebojowych chórków, gdyż reszta jest typowa.
Big Bad Wolf spróbowali reanimować umierający gatunek muzyczny i choć stworzyli bardzo dobry krążek, to ostatecznie polegli, a formacja uległa rozwiązaniu. Tym, co pozostało po wilku jest eponimicznie zatytułowane wydawnictwo, które od najlepszych hair metalowych płyt odróżnia głównie produkcja (choć zdania na ten temat są podzielone). Coś w sam raz dla archeologów takich jak my. Przyjemnie odkrywać takie starocie.
Brak oficjalnej strony zespołu
Guciomir styczeń 2010
|