|
Dla tych, którym słoneczna Italia wciąż nie kojarzy się z prężną hard rockową sceną, ciętą ripostę w postaci kawałka porządnego gitarowego grania mają w zanadrzu muzycy debiutującej EP-ką Straight From Underground Beverly Killz. O ich płytowym debiucie, pasji grania, szaleństwach na trasie, czy wspólnym koncertowaniu z Adam Bomb mogliby zapewne opowiadać godzinami... To i jeszcze więcej - specjalnie dla czytelników naszego serwisu, oczywiście w imię rock'n'rolla - od Beverly Killz! O zespole opowiadają jego członkowie - Vince (wokal), Mak (gitara wiodąca i rytmiczna), Fabio (bębny), Andre (bas) i John (gitara rytmiczna).
HARD ROCK SERVICE: Cześć chłopaki! Wielkie dzięki za możliwość wywiadu, to prawdziwa przyjemność promować Beverly Killz. Zacznimy od rzeczy chyba najbardziej istotnej - Waszej nowowydanej EP-ki, pierwszej w karierze zespołu. Co możemy znaleźć na Straight From Underground?
VINCE: Cześć, Alex. Jesteśmy bardzo dumni z tej EP-ki, choć zapewne mając możliwość powtórki, wiele rzeczy mogliśmy zrobić inaczej... Właściwie ciężko jest powiedzieć, czy jest na Straight From Underground coś, czego nigdy na świecie nie słyszano... Sensem Straight From Underground jest sposób, w jaki tę płytę nagrywaliśmy; bez żadnych trików, podrasowań, komputerowych poprawek tu i tam... Powstawała ona w sposób, w jaki albumy nagrywało się kiedyś - w czasach, gdy komputery nic tak naprawdę nie znaczyły w muzycznym biznesie. Krótko mówiąc - to typowe brzmienie 'prosto w twarz', uchwycona w studio energia grania na żywo, wzbogacona różnorodnymi inspiracjami (od glamu, przez street rocka, aż po melodic heavy metal). Myślę, że to poważna różnica dzieląca Beverly Killz i inne współczesne kapele - te, które wpasowują się w falę hard rockowych brzmień rodem ze Szwecji.
FABIO: Cześć, Alex! Sądzę, że na naszej EP-ce możesz znaleźć przede wszystkim pasję, jaką żywimy do muzyki, plus odbicie naszych osobowości! Nie chcemy być marnymi, trzecioligowymi kopiami Guns N' Roses czy Mötley Crüe... inspirujemy się oczywiście legendami tego rodzaju brzmień, ale bez ślepego naśladownictwa.
MAK: Na tej płycie możesz znaleźć czyste rock'n'rollowe brzmienie, dochodzące prosto z podziemia! ;)
ANDRE: Krew, pot i łzy! (śmiech) Powiedziałbym, że szczególnie sporo potu... włożyliśmy sporo pasji i serca w te piosenki.
JOHN: To tylko rock'n'roll... ale my to lubimy!!
HARD ROCK SERVICE: Mówiąc o Waszej EP-ce, nie sposób pominąć tematu miksowania i masteringu, których dokonał znany artysta i producent, Alessandro Del Vecchio (znany z kilku projektów - choćby Edge of Forever, Axe czy Eden's Curse). Jak poznaliście słynnego producenta i jak wspominacie współpracę z nim?
VINCE: Brałem u niego lekcje śpiewu, by doszlifować swoje umiejętności... miałem więc okazję poznać go w innych okolicznościach. Nie jest on tylko wspaniałym wokalistą i nauczycielem śpiewu, ale także utalentowanym klawiszowcem i producentem... Ma on profesjonalne, ale zarazem bardzo luzackie i przyjacielskie podejście do każdego aspektu pracy nad nagraniem, włączając w to nagrywanie, miksowanie i edytowanie nagrań. W momencie, w którym zakończyliśmy nagrywanie demówek, zasugerowałem współpracę z nim reszcie chłopaków. Słysząc zmiksowane pięćdziesiąt sekund naszego kawałka Livin & Dyin', które brzmiało o wiele lepiej niż próbki pozostałych inżynierów dźwięku, z którymi rozważaliśmy współpracę - od razu zgodzili się na moją propozycję.
FABIO: Poznałem Alessandra cztery lata temu - jammowaliśmy razem, wspólnie z moim starym zespołem, biorąc na warsztat repertuar Deep Purple. Świetnie się razem bawiliśmy i od tej pory pozostajemy w kontakcie. Wiele razy miałem okazję oglądać go na żywo, zarówno podczas występów jego zespołu Edge of Forever, jak i tych wspólnie z Moonstone Project. Jest bardzo miłym człowiekiem i współpraca z nim była prawdziwą przyjemnością.
ANDRE: Był nauczycielem śpiewu Vince'a; tak właśnie go poznaliśmy. Współpraca z nim to dla nas wyróżnienie; szkoda, że nasz niski budżet nie pozwolił wykorzystać w studio całego jego doświadczenia oraz możliwości technicznych, jakimi dysponuje.
HARD ROCK SERVICE: Jaką promocję przewidujecie dla Straight From Underground?
VINCE: Jak najwięcej koncertów na żywo plus najlepsze, co możemy uzyskać promując się w internecie. Chodzi o to, by wieść o nas dosięgnęła jak największej liczby ludzi.
FABIO: Sądzę, że nie ma lepszego sposobu na promowanie naszej EP-ki ponad granie na żywo wszędzie tam, gdzie się da!
MAK: Tak, właściwie sami jesteśmy odpowiedzialni za promocję; koncertowa aktywność oraz działalność na MySpace i Facebooku.
HARD ROCK SERVICE: Teraz cofnijmy się do początków działalności zespołu - jak zaczęła się Wasza historia?
MAK: Na początku ja i John graliśmy w innym zespole, Jasmine Gun - po kilku perturbacjach w składzie dołączył do nas Andre. Postanowiliśmy na gruzach Jasmine Gun założyć nowy zespół i zaczęliśmy szukać muzyków, których ideały i podejście do grania pokrywałyby się z naszymi... wkrótce potem dołączył do nas Vince, a na końcu Fabio.
HARD ROCK SERVICE: Tak właśnie ustabilizował się wcześniej chwiejny skład Beverly Killz. Proszę, przybliżcie czytelnikom oryginalny skład grupy.
FABIO: Vince jest fantastycznym wokalistą, ale jest przy tym z niego prawdziwy "człowiek demolka" - gdziekolwiek się pojawi, zaraz wpada w tarapaty. Andre to znakomity basista i zarazem facet, który nieustannie prawi mi kazania podczas prób... Mak to przystojniejszy z naszych dwóch gitarzystów, drugi - John - wyróżnia się brakiem gęstej czupryny, ja zaś jestem krasnalem w zespole!
HARD ROCK SERVICE: Skąd pomysł na nazwę Waszej kapeli?
ANDRE: Szukaliśmy dla zespołu dobrej nazwy, która w naszym zamyśle miała nierozerwalnie wiązać się z rockową sceną Los Angeles w latach '80... Chyba się nam udało! To oczywiście gra słów z nazwą słynnej dzielnicy w LA - Beverly Hills, niemniej jednak - pomysł przyszedł mi do głowy, gdy czytałem o operowej divie Beverly Sills!
HARD ROCK SERVICE: Każdy z muzyków Beverly Killz ma już całkiem spore doświadczenie, pozyskane poprzez granie w najróżniejszych włoskich kapelach. Proszę, opowiedzcie nam o tym.
VINCE: Zacząłem brać lekcje gry na pianinie, gdy miałem około 7 lat. Pomimo faktu, że w tym wieku moi przyjaciele słuchali raczej mało ambitnej muzyki, ja od bardzo wczesnego wieku czułem się w jakiś sposób zwiazany z hard rockiem i heavy metalem. Po prostu to kochałem! Wkrótce potem zacząłem śpiewać; tak zaczęło się występowanie z moją pierwszą kapelą, brzmiącą jak mieszanka Helloween i Angry. Miałem wtedy osiemnaście lat; patrząc wstecz, uważam to za wspaniałe doświadczenie móc trenować codziennie swój głos. Nagraliśmy dwie demówki i mieliśmy nawet propozycje kontraktowe od kilku europejskich wytwórni. Nic jednak z tego nie wyszło; minęło trochę czasu i tak w 2000 roku dołączyłem do zespołu o nazwie Dies Ire. Wydaliśmy demówkę i album. Sporo rozgłosu zyskaliśmy w Japonii; dzięki konsekwentnej promocji w kraju Kwitnącej Wiśni i wieści o zespole przekazywanych po prostu pocztą pantoflową udało nam się sprzedać 5 tysięcy egzemplarzy płyty. Podczas pracy nad kolejną ujawniło się jednak sporo osobistych konflików i zdecydowałem się opuścić szeregi kapeli. Próbowałem dalej śpiewać z różnymi lokalnymi projektami, takimi jak tribute bandy Mr. Big czy Iron Maiden... nagrałem także kolejne demo, które jednak nigdy nie ujrzało światła dziennego. Później nastąpił etap współpracy z pop-rockowymi zespołami, które zdobywały sobie sporą przychylność publiki tu we Włoszech (choćby przez udział w show telewizyjnych czy występach w dużych halach koncertowych), ale szybko zdałem sobie sprawę, że to jednak nie moja bajka. Od zawsze chciałem grać głośną muzykę, zdzierać gardło ile sił w płucach, świetnie się bawić i - co także jest ważne - grać swój materiał. Nieważne, czy publiczność będzie sobie liczyć dziesięć, czy dziesięć tysięcy osób... Kilka lat później dołączyłem do rzymskiego glam rockowego zespołu o nazwie Bang Bang. Trochę eksperymentowaliśmy stylowo; z tej współpracy ostały się moje cztery teksty i ścieżki wokalne plus demo instrumentalne. Niestety, przez osobiste i zawodowe zobowiązania nie mogliśmy tego wydać, podobnie jak pełnowymiarowego nagrania, nad którym pracowaliśmy. Koniec końców, odłożyłem więc projekt na półkę i postanowiłem pójść do przodu. Gdy w 2006 roku przeprowadziłem się z Sycylii do Mediolanu, po kilku miesiącach biegania z przesłuchania na przesłuchanie dołączyłem do Jasmine Gun. Tam na gitarach grali John i Mak, a Andrea na basie... Później zmieniliśmy nazwę na Beverly Killz i reszta jest historią.
FABIO: Pierwszy zespół, w jakim grałem, to Ghost City Rockers - wykonywaliśmy skomercjalizowany melodic rock. Dość szybko porzuciłem tę kapelę, by założyć własną - Rainmakers z moim bratem na basie. Początkowo graliśmy klasyczny brzmieniowo metal, później - po zmianach w składzie - oldschoolowego hard rocka. Następnym etapem było granie z Amusią - pop-rockowym zespołem. Nagraliśmy pełnowymiarowy album i piosenkę, która stała się hymnem włoskiej drużyny piłki nożnej - było to wspaniałe doświadczenie i wciąż pozostaję w dobrych stosunkach z członkami tej kapeli, niemniej jednak o wiele większą radość sprawiają mi występy z Beverly Killz. To energia, brzmienie i styl jakiego zawsze poszukiwałem.
MAK: John i ja graliśmy razem poczynając od 2003/2004 roku; przed Beverly Killz graliśmy w dwóch innych kapelach. Wcześniej udzielałem się także w mniejszych projektach.
ANDRE: Choć gram od osiemnastu lat, przed Beverly Killz występowałem tylko z dwoma innymi zespołami. Grałem punka/rock alternatywny z Kebrą, gdy byłem jeszcze dzieciakiem; później założyłem Mr. JackFrost, które rozpadło się cztery lata temu. Wówczas dołączyłem do Maka i Johna w Jasmine Gun, które później przekształciło się w Beverly Killz.
HARD ROCK SERVICE: Jakie są Wasze główne inspiracje, które z zespołów wpłynęły na kształt brzmienia Beverly Killz?
VINCE: Zbyt wiele, by wymienić wszystkie... Zwłaszcza, jeśli chodzi o inspiracje wokalne - od klasycznego heavy metalowego brzmienia do hard rocka. Wystarczy wymienić choćby Iron Maiden, Helloween, Queensrÿche, Whitesnake, Steelheart, Slaughter, Guns N' Roses, Megadeth, Warrant, White Lion...
FABIO: Zespołów takich jak Deep Purple, Uriah Heep czy KISS zacząłem słuchać dzięki kolekcji winyli mojego ojca. Gdy miałem około 7-8 lat odkryłem Guns N' Roses i od tamtego momentu zacząłem słuchać hard rocka z lat '80 i klasycznego metalu.
MAK: Gdy byłem dzieciakiem strasznie mnie zafascynowało brzmienie gitar... oczywiście, wciąż mnie to fascynuje! Chwyciłem za instrument w wieku 11 lat i początkowo uczyłem się na klasyku, ale wkrótce wciągnął mnie blues i rock, które brzmiały dynamiczniej i bardziej dziko, niż inne gatunki muzyczne... W każdym razie, doceniam każdą muzykę, która jest prawdziwa, grana naprawdę. Osobiście uwielbiam Guns N' Roses, Skid Row, Aerosmith, AC/DC, Extreme, Backyard Babies - aczkolwiek ta lista ciągnie się w nieskończoność.
ANDRE: Zbyt wiele, by je wyliczyć! Jako zespół inspirujemy się Guns N' Roses, Skid Row, Aerosmith, AC/DC... najważniejszymi kapelami hard rocka. Niemniej jednak każdy z nas ma swoich własnych ulubieńców - skala moich rozciąga się od Springsteena do In Flames...
JOHN: Wszystko, co pochodzi z lat '80 i generalnie rzecz biorąc, rock'n'roll - szczególnie Queen, Guns N' Roses, Mötley Crüe, Aerosmith i wiele innych.
HARD ROCK SERVICE: Kiedy zagraliście pierwszy koncert w obecnym składzie? Jakie było przyjęcie ze strony publiczności?
VINCE: Około dwóch lat temu. Publika przyjęła nas gorąco, niemniej jednak my nie radziliśmy sobie jeszcze na scenie tak dobrze, jak obecnie. Mamy nadzieję, że będzie kiedyś szansa zagrać w Polsce, byś sama mogła to ocenić. To nauka przez zdobywanie doświadczeń - doskonalimy się każdego dnia.
FABIO: Dobrze pamiętam tamten występ. Odbył się on w klubie "Rock N' Roll" w Mediolanie - wspaniałe miejsce, wspaniała publiczność i nawet nasz występ całkiem niezły... Ale tak jak powiedział Vince - im więcej gramy, tym lepsi się stajemy! W każdym razie, to był dla mnie znakomity początek grania w zespole.
MAK: Tamtej nocy było pod sceną mnóstwo ludzi! To był 26 kwietnia 2008 roku... nakręciliśmy nawet wideoklip z tamtego koncertu, jest na naszym MySpace (chyba ;P)
ANDRE: Z tego, co pamiętam, to faktycznie działo się w klubie "Rock'n'Roll" w Mediolanie. To bardzo popularny lokal i był dosłownie wypakowanymi ludźmi chcącymi nas oglądać na żywo po dłuższej przerwie. Naprawdę wspaniały moment!
JOHN: Pierwsza noc koncertu Killzów miała miejsce w moim drugim domu - "Rock N'Roll" w Mediolanie. To najlepszy rockowy klub w mieście, lecz niestety zarazem jeden z niewielu...
HARD ROCK SERVICE: Mówiąc o Waszych koncertów, nie sposób pominąć faktu, że do setlisty zwykliście dołączać sporo hard rockowych klasyków. Wykonywanie których coverów sprawia Wam szczególną frajdę?
VINCE: Praktycznie większość debiutujących zespołów podąża tą ścieżką. Ludzie szaleją, gdy gramy Welcome To The Jungle, We Don't Celebrate Sundays, All She Wrote, Long Live Rock N'Roll, Kickstart My Heart... ale pomału zamierzamy odejść od coverów. Mamy sporo autorskich piosenek Beverly Killz do zagrania i chcemy promować naszą własną muzykę bardziej niż kiedykolwiek!
FABIO: Lubię grać takie numery, jak Everybody Loves Eileen (Steelheart) albo All She Wrote (Firehouse). Tu, we Włoszech, każdy zespół gra ten sam nudny zestaw klasyków z repertuaru AC/DC, Guns N' Roses, Deep Purple... ok, mówimy o przełomowych utworach w historii muzyki, ale my jako zespół chcemy się czymś odróżniać nawet w kwestii coverów. Dlatego też wolimy grać kawałki Steelheart, Firehouse or Faster Pussycat.
ANDRE: Wszystkich! To straszna mordęga wybierać, które piosenki zostawiamy, gdy jesteśmy obligowani krótkim setem...W każdym razie jednym z moich osobistych faworytów jest I Remember You Skid Row.
JOHN: Fakt, strasznie ciężko jest się zdecydować... ponieważ kocham wszystkie piosenki, które Killz grają. Jednym z coverów, które szczególnie lubię grać, jest Stand Up ze ścieżki dźwiękowej filmu "Rock Star".
HARD ROCK SERVICE: Jak idzie obecna trasa koncertowa? Jak oceniacie atmosferę na koncertach Beverly Killz?
VINCE: Nasze występy na żywo idą bardzo dobrze i nie możemy się już doczekać, by zagrać gdzieś poza Włochami. Dopiero podczas naszych koncertów możesz poczuć rytm naszej muzyki, wpisujący się w bicie twojego serca... to musi poruszać! Gwarantujemy, że skopiemy każdy tyłek - gramy ze sporą dawką mocy, dzikości i szaleństwa. Wkładamy w to mnóstwo energii i choć życie na trasie bywa męczące, nigdy nie mamy dość!
FABIO: Wszystko idzie świetnie - granie na żywo to najwspanialsza rzecz na świecie dla nas wszystkich, nawet jeśli wracamy do domu o 4.00 rano, by wstać na 7.00 do pracy... Ale to się nie liczy - liczy się rock'n'roll! Ludzie również świetnie się bawią w trakcie naszych występów, nie jesteśmy w końcu jednym z tych słynnych zespołów, który gra "gapiąc się na własne buty na scenie"... Podczas koncertów lubimy nawiązywac kontakt z publiką, więc wierz mi - niemożliwym jest nudzić się na koncercie Beverly Killz!
HARD ROCK SERVICE: Dotychczas jednym z lepszych momentów w karierze Beverly Killz było supportowanie amerykańskiego gitarzysty i wokalisty - Adama Bomba. Jak wspominacie te doświadczenia?
VINCE: Adam wciąż gra mnóstwo koncertów i na każdym z nich daje z siebie pełne sto procent talentu. Bardzo niedoceniony gitarzysta... Zasługuje na o wiele więcej sławy, niż ma. Jestem pewien, że prędzej czy później jeszcze pokaże wszystkim, na co go stać.
FABIO : Uwielbiam Adama! Wciąż pamiętam, gdy widziałem go pierwszy raz na żywo we Włoszech w 2004 roku; byłem strasznie podekscytowany, ponieważ dla mnie to żyjąca legenda... Granie z nim paru koncertów było więc dla mnie niesamowitym doświadczeniem. Bardzo go szanuję, i przesiadując z nim za kulisami niemal bałem się odezwać choćby słowem... Myślałem "To w końcu Adam, nie mogę wydać mu się nudziarzem - to przecież Adam Bomb!" Jest on jednak przy tym bardzo miłym facetem i zarazem bardzo niedocenionym artystą... ma wielki talent i mnóstwo pasji do grania... czujesz tę pasję, gdy gra na scenie! Również chłopaki z jego zespołu są fantastycznymi ludźmi. Dzielenie z nimi sceny było niczym więcej poza ogromną przyjemnością.
ANDRE: Ha, to prawdziwy mistrz! Gdy graliśmy z nim pierwszy raz, byliśmy naprawdę zachwyceni jego techniką i energią, którą wkłada w koncerty. Choć nasz pierwszy występ nie do końca się wtedy udał - z powodu pewnych problemów na scenie - sądzę, że był z nas zadowolony, jako że wybrał nas również na swój support podczas kolejnej trasy w 2009 roku.
HARD ROCK SERVICE: Jak oceniacie współczesną europejską scenę muzyczną? Czy we Włoszech jest inaczej, niż w innych częściach kontynentu? Czy nie jest ciężko grać hard rocka w dzisiejszych czasach, w świecie nagminnego ściągania muzyki, hip-hopu i techno?
VINCE: Hard rockowa scena jest żywa i wciąż gotowa, by skopać parę tyłków! Czuć to zwłaszcza w dużych miastach - gdy dobry rockowy band przybywa, żeby grać, po prostu czujesz to w powietrzu, w atmosferze. Ludzie wciąż żądają rock'n'rolla i myślę, że z lepszą promocją i większych wysiłkiem ze strony agencji koncertowych i kierownictwa klubów muzycznych mogłaby się tu rozwinąć wspaniała rockowa scena. Jeśli chodzi o ściąganie muzyki - nam to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, widzimy w tym pewną szansę.
FABIO: Oczywiście, w krajach takich jak Anglia, Niemcy czy Szwecja rock jest bardziej popularny niż we Włoszech - tu większą sławę zdobywają sobie tacy artyści jak, o zgrozo, Ramazotti czy Laura Pausini. Ale z drugiej strony sporo tu rockerów, sporo dobrych zespołów, małych wytwórni i operatywnych promotorów, którzy wkładają sporo wysiłku w promowanie rock'n'rolla na cały kraj! Jestem pewien, że wystarczy pasja i wytrwałość, by coś zmieniło się na lepsze. Jeśli chodzi o ściąganie plików muzycznych - to oczywiście świetna sprawa poznawać nowe kapele, słuchać czegoś nowego, czego oczywiście nie puszczają w radiu ani w telewizji... Ale jeśli naprawdę kochasz muzykę, musisz wspierać ją kupując płyty.
MAK: Oglądałaś kiedyś może festiwal w Sanremo?
JOHN: Myślę, że Włochy potrzebują zmian - powinno powstać więcej stacji radiowych, gdzie gra się prawdziwą muzykę; nie tylko rock'n'rolla, ale po prostu porządne granie. Dzisiejsi ludzie mają dostęp tylko do muzyki stworzonej dla pieniędzy, nie dla wyrażenia emocji.
HARD ROCK SERVICE: Czy w takim razie moglibyście polecić polskim słuchaczom szczególnie warte uwagi zespoły hard rockowe ze słonecznej Italii?
VINCE: Johnny Burning, Edge Of Forever, The Guestz - to zespoły, które chciałbym polecić Tobie i czytelnikom.
FABIO: Wbrew pozorom, mamy tu sporo dobrych zespołów... Mogę polecić Ci Fuoriuso, The Upperclass Bastards, Cathouse, The Guestz i Edge of Forever.
ANDRE: Faktycznie, porządnych kapel jest tu całkiem sporo. Jeśli miałbym jednak wybrać jeden, polecałbym zapoznać się z twórczością PlanetHard.
HARD ROCK SERVICE: Nie zapominajmy, że wszyscy, włącznie z czytelnikami Hard Rock Service, jesteśmy rock'n'rollowcami - jaka atmosfera panuje za kulisami koncertów Beverly Killz, co z tradycją dzikich imprez i niekoniecznie przyzwoitych historii z backstage'u zespołu? Mimo odejścia w przeszłość szalonych lat '80, czy grając współcześnie możecie powiedzieć, że impreza nigdy się nie kończy?
VINCE: Moje życie to rock'n'rollowa impreza - cały dzień i całą noc! Mamy próby 2-3 razy w tygodniu, a potem udajemy się wszyscy na drinka... trwa to do drugiej, czasem trzeciej w nocy! Rano wstajemy słuchając rock'n'rolla i zasypiamy wraz z nim. Żyjemy dla tej muzyki i jeśli podczas weekendu akurat nie występujemy, na pewno możesz nas znaleźć wśród publiczności na jakimś dobrym rock'n'rollowym koncercie. Gdy pojawiasz się na koncercie Beverly Killz, zawsze wyniknie z tego jakaś zabawna albo dzika historia.
FABIO: Cóż mogę powiedzieć o szalonych opowieściach zza kulis... przyjdź na koncert Beverly Killz, a odkryjesz osobiście co dzieje się przed i po występie za kulisami! Jesteśmy rock'n'rollowcami, nie grunge'em czy nudną alternatywą. Bądźcie więc pewni - frajdy jest sporo!
MAK: Impreza nigdy się nie kończy? Tak, jeśli tylko tego chcesz! Może i lata '80 odeszły już do przeszłości, ale jeśli masz rock'n'rolla we krwi, realizujesz swoją pasję każdego dnia, chodząc na koncerty, wspierając lokalną scenę i ćwicząc oraz występując z zespołem.
ANDRE: Czasem impreza musi się skończyć, jeśli klub jest tak mały, że... nawet nie ma mowy o czymś takim jak backstage! Albo jeśli musimy sami spakować wszystkie swoje instrumenty i rzeczy po koncercie, załadować się do samochodu, wrócić do sali prób w Mediolanie, rozładować samochód, iść spać i obudzić się o 8, by wstać do pracy... W każdym razie, by dowiedzieć się czegoś o szalonych historiach zza kulis Beverly Killz, musisz faktycznie doświadczyć tego sama!
HARD ROCK SERVICE: Jakie są przyszłościowe plany dla Beverly Killz? Jak widzicie swoją karierę w ciągu 5-10 lat od chwili obecnej?
VINCE: Wydanie świetnego albumu, wyjście z nim do ludzi, mnóstwo frajdy, ja i publiczność kołyszący światem każdej nocy.
FABIO: Wydanie kopiącego tyłki, pełnowymiarowego albumu, granie gdziekolwiek się da, spotkanie mnóstwa ludzi zewsząd i mnóstwo świetnej zabawy!
MAK: Teraz zasadniczy plan to napisanie kilku nowych piosenek i ogranie ich na koncertach jak się tylko da... Haha, kto wie - może za 2, 3 lata staniemy się wielką, międzynarodową sensacją!
JOHN: Haha, na pewno zarobienie mnóstwa kasy!
HARD ROCK SERVICE: Czy planujecie rozszerzyć koncertowy zasięg na pozostałe części Europy w najbliższym czasie?
VINCE: Nie mogę się doczekać grania poza Włochami i jestem pewien, że to stanie się już wkrótce. Pracujemy nad tym.
FABIO: To jeden z naszych głównych celów - grać poza Włochami! To świetna zabawa zobaczyć nowe miejsca, różne miasta, poznać nowych ludzi... Mamy nadzieję przyjechać do Polski tak szybko, jak tylko będzie to możliwe!
MAK: Chcemy całego świata, ha! ;D
ANDRE: Niełatwo załatwić takie sprawy przez względy ekonomiczne... ale póki co, nawiązujemy właśnie kontakty z zespołami i klubami za granicą.
JOHN: Modlimy się o powodzenie tego przedsięwzięcia.
HARD ROCK SERVICE: Teraz ostatnie pytanie do Was, chłopaki - proszę Was o słówko lub dwa dla czytelników Hard Rock Service i wszystkich rock'n'rollowców w Polsce.
VINCE: Posłuchajcie próbek naszych nagrań na www.myspace.com/beverlykillz90210 i jeśli Wam się spodoba - kupcie naszą płytę. Później skontaktujcie się z Waszym ulubionym muzycznym klubem i spróbujcie załatwić dla Beverly Killz koncert lub dwa w Waszym mieście. Gwarantuję, że nie pożałujecie.
FABIO: Przede wszystkim - dziękuję Tobie i całej załodze Hard Rock Service za tę wspaniałą możliwość... Serwisom internetowym w dzisiejszych czasach zawdzięczamy mnóstwo, jeśli chodzi o wspieranie undergroundowej sceny, a Hard Rock Service odwala kawał świetnej roboty! Wszystkim czytelnikom i polskim rockowcom chcę powiedzieć jedno - dajcie nam szansę, wejdźcie na naszego MySpace'a, posłuchajcie piosenek i kupcie naszą EP-kę... może któregoś dnia przyjedziemy do Polski zagrać koncert! I róbcie wszystko, by rock'n'roll pozostał żywy!
MAK: Cześć wszystkim, mam nadzieję, że już niedługo wspólnie rozkręcimy tu niezłe szaleństwo! Świetna zabawa gwarantowana! \m/
ANDRE: Cześć (po polsku! - przyp. red.) wszystkim polskim rockerom! Wierzcie lub nie - Włosi potrafią naprawdę dawać czadu... Zapraszam na naszą stronę. Mamy wielką nadzieję już niedługo u Was zagrać!
JOHN: Mam nadzieję spotkać Was wszystkich już niedługo. Niech żyje rock'n'roll!
HARD ROCK SERVICE: Dzięki wielkie za wywiad. Powodzenia w karierze - i dawajcie czadu dalej!
FABIO: To my dziękujemy Tobie... i do zobaczenia wkrótce!
MAK: Wielkie dzięki!
ANDRE: Cała przyjemność po naszej stronie - dziękujemy!
JOHN: Dzięki również, rock on!
Oficialna strona zespołu: www.beverlykillz.com
Oficjalny profil na MySpace: www.myspace.com/beverlykillz90210
Twisted 02.05.2010
(Wszystkie fotografie pochodzą z oficjalnej strony zespołu i zostały użyte za jego pozwoleniem)
English version / wersja angielska
|