|
Skład: Kelly Keeling - śpiew; Lance Bulen - gitary, chórki; Tony Palmucci - gitary, chórki; Scott Bender - gitara basowa, chórki; Corky McClellan - perkusja i instrumenty perkusyjne, chórki
Produkcja: Jack Ponti i Vic Pepe
Już na samym wstępie nadmienię, że bardzo wysoko cenię sobie debiutancki krążek Baton Rouge. Na Shake Your Soul chłopaki wypracowali swój własny, przebojowy styl. Łatwo ich rozpoznać, łatwo jest ich zapamiętać. Niestety, przez długi okres czasu było to jedyne znane mi wydanictwo zespołu. Aż w końcu, ku mojej wielkiej radości, moją kolekcję płyt uzupełniło Lights Out On The Playground, czyli druga pozycja w historii zespołu.
Krążek został nagrany zaledwie rok po debiucie i dzięki temu ma z nim wiele cech wspólnych. Kompozycje są zbliżone do tego, co mieliśmy okazję już usłyszeć, a sama gra nie uległa poważnym zmianom. Muzyka nie jest jednak identyczna, powiedziałbym, że materiał zawarty na płycie jest bardziej wygładzony, bardziej wypolerowany, ale przez to mniej porywający. W okresie poprzedzającym wydanie Lights Out On The Playground dobiegła końca krótka kariera Davida Cremina w zespole. Najpierw dołączył on do zespołu zbyt późno, żeby brać udział w nagraniach do Shake Your Soul (choć jego nazwisko można znaleźć w oficjalnym składzie), a później zbyt szybko opuścił kapelę, żeby dodać coś od siebie na Light Out On The Playground. Do zespołu dołączył kolejny gitarzysta Tony Palmucci i wiązało się to z tym, że wokalista Kelly Keeling odłożył swoje wiosło na bok i zajął się przede wszystkim śpiewem. Slave To The Rythm zaczyna się dokładnie tak, jak to sobie wymarzyłem. Z głośników płynie przebojowa, dynamiczna muzyka w idealnie takim stylu w jakim Baton Rouge grało wcześniej. Ozdobą kawałka jest porywający, energiczny riff, a o tym, że zespół potrafi tworzyć dobre refreny, wspominać chyba nie trzeba. Trochę gorzej jest z dwoma kolejnymi kawałkami. Oba brzmią tak, jakby zabrakło dla nich miejsca na poprzedniej płycie zespołu. Jest to niby to samo Baton Rouge co dawniej, ale nie powala tak jak powinno. No cóż, każdej ekipie przytrafiają się wypełniacze i ta amerykańska formacja nie jest tutaj wyjątkiem. Podoba mi się z kolei Desparate. Trochę większa dawka dobrego bluesa nie jest czymś złym, a formacja dobrze operuje w takim repertuarze dodając od siebie swoje firmowe przebojowe chórki. W taki właśnie sposób powinno wyglądać dojrzewanie zespołów. Kapela gra tu z klasą i z niewiarygodną pewnością siebie, jest spokojnie ale czuć wyraźnie, że drzemie w nich siła. Lubiane przez wielu Tokyo Times jest piosenką typową dla zespołu. Muzycy powtarzają się odrobinę, ale dzięki temu fani otrzymują dokładnie to, czego oczekiwali. Z drugiej strony grupa jest na tyle młoda, że nie można jej zarzucać zjadania własnego ogona. Ten rodzaj muzyki jeszcze nie wyczerpał swoich możliwości, a o kanimabalizmie nie może być mowy. Trochę mniej porywające Vampire Kiss przechodzi w instrumentalny utwór nazwany The Midge II. Utwór ten w wersji numer jeden był umieszczony na poprzedniej płycie i oba kawałki są do siebie bardzo podobne. Są to zgrabnie zagrane akustyczne miniaturki, które można potraktować jako ozdobę płyty. Wersja numer 2 różni sie od poprzedniej tym, że jest niejako ukryta na płycie, to znaczy nie posiada ona swojego własnego numeru, ale jest tak jakby drugą częśćią Vampire Kiss. Chwilę później natrafiamy na bardzo dobre The Price Of Love. Numer kawałka jest co prawda oklepany, jak się tylko da, ale zespołowi udało się stworzyć coś niebanalnego. Zwrotki są bardzo nastrojowe i wprowadzają słuchacza w dobry nastrój. Refreny, jak się można było spodziewać, są typowe dla formacji i dzięki temu kawałek staje się bardziej melodyjny i przebojowy. Kolejną spotykaną na krążku ścieżką jest Dreamin' In Black And White. Powiedziałbym, że numer jest tylko dobry, gdyby nie to, że został zaopatrzony w świetne refreny i dla nich naprawdę warto jest go słuchać. Kapela postarała się i z łatwością wyczuwalne jest zaangażowanie muzyków. Nie przypadło mi go gustu Down By The Torchlight. Kawałek jest powolny, cięższy w swoim wyrazie i nietypowy jak dla Baton Rouge. Zazwyczaj go omijam. Zresztą cała końcówka płyty ma w sobie mniej życia, radości i przez jest mniej zachęcająca. Nienajgorzej wypada jeszcze Light At The End Of The Tunnel, pod warunkiem oczywiście, że ktoś lubi takie spokojniejsze kompozycje. Mniej różowo wygląda sprawa z powolnie sunącym Hotter Than Hell. Rzadko kiedy mam cierpliwość, żeby go wysłuchać do końca, na tej płycie jest kilka o wiele lepszych kawałków. Tear Down The Walls to piosenka nie do końca udana, składająca się z niezbyt pasujących (bo zbyt agresywnych) refrenów w stosunku do reszty utworu.
Jaki zatem powinien wypaść wyrok w sprawie oceny płyty jako całości? Myślę, że fanom zespołu wydawnictwa reklamować nie trzeba, reszcie jednak doradzałbym, aby z twórczością grupy zapoznawać się rozpoczynając od wydawnictwa Shake Your Soul. Na płycie Lights Out On The Playground jest po prostu zbyt wiele wypełniaczy i brzmi ona momentami, jakby składały się na nią odrzuty z poprzedniej sesji nagraniowej. Z drugiej jednak strony parę kawałków pomaga zapomnieć o wspomnianych niedociągnięciach i dzięki nim nie należy skreślać tego krążka. Podsumowując jest to przeciętna płyta, z którą mimo wszystko dobrze jest się zapoznać, ale dla której nie warto jest tracić fortuny.
Oficjalna strona Kelly Keelinga: www.kellykeeling.com
Guciomir lipiec 2008
|