|
Skład: Joe LeSte - śpiew; Alex Grossi - gitara prowadząca; Anthony Focx - gitary, chóki; Chris "Curtis" Roach - gitara basowa; Matt Starr - perkusja
Produkcja: James Book i Anthony Focx
Ready To Go to album nagrany przez Bang Tango po 10 letniej przerwie wydawniczej, jeśli chodzi o płyty studyjne. Po obiecującym Psycho Cafe, fenomenalnym Dancin' On Coals i chłodno przyjętnym, nowocześnie brzmiącym Love After Death, ekipa Joe LeSte zaproponowała powrót do pierwotnego brzmienia, dosyć surowego, aczkolwiek budzącego zdecydowanie lepsze reakcje niż wcześniejsze wydawnictwo.
Na wstępie Ready To Go okazuje się bardzo mocnym punktem choćby dlatego, że nawiązuje wprost do klasyki takiego grania (tak, oczywiście AC/DC ale i The Cult z okresu płyty Electric). Melodyjny mocny riff i śpiew Joe kojarzący się z wyczynami Bona Scotta - Rock and Roll. Jedziemy dalej. Na pozycji numer 2 mamy kawałek nie tak porywający ja tytułowy, ale nie rozczarowuje, choćby dlatego, że cały czas podporządkowane jest to określonej stylistyce - głośno, mocno, ale melodyjnie. Na tym tle dwa następne utwory mają chyba nieco uspokoić klimat. I tak pierwszy z nich It Ain't Easy bardzo dobrze się w tym sprawdza, niestety Rainy Day zalatuje za bardzo Guns 'N Roses (nawet podobna maniera wokalna LeSte), stąd niezbyt przypadł mi do gustu. The Other Side także nie budzi mojego zainteresowania, ot leniwe rock and rollowe granie, zupełnie nie mające tej energii co pierwsze dwa kawałki. Trochę lepiej jest już w She Knows Better. To zdecydowanie bardziej żywiołowy numer i też niezbyt długi,nie sprawia wrażenia zapychacza, po prostu pasuje w tym momencie krążka. Proste riffy Roll Me Over zwiastują kawałek w wiadomej stylistyce, jednak tutaj Bang Tango chce trochę dosłodzić. Wychodzi to całkiem nieźle, tym bardziej że tego typu kawałków było w karierze zespołu całkiem sporo. Rytmika następnego na płycie Save Myself For You przyspiesza, ale klimat poprzedniej kompozycji pozostaje. Po prostu wesołe rock and rollowe granie z tym charakterystycznym zachrypniętym wokalem. Refren bardzo dobry kojarzący się z latami największej chwały zespołu. Okazuje się, że w tej stylistyce zespół postanawia zostać na dłużej i Love The Life nie jest jakąś niespodzianką, chociaż to akurat dużo łagodniejsza i też znacznie gorsza kompozycja. Banalny refren i totalnie przesłodzone partie gitar. Oczywiście można na to spojrzeć zupełnie na luzie i tak to potraktować. Most Important Thing to już typowa ballada. Snuje się tak przez prawie 6 minut i nie przykłuwa specjalnie mojej uwagi. Brak pomysłów? Może, nie mniej jednak gitara w tle tworzy całkiem przyjemny klimat. Taki kawałek jak Tell Me mógłby na przykład stać się hitem rozgłośni radiowych. Nie wiem tylko, czy to jest dobra rekomendacja dla tej kompozycji. W sumie nie rozczarowuje bardzo, ale nie budzi zachwytu. Zbyt nowomodne jak dla mnie, chociaż jest tam całkiem fajna partia gitary. Na koniec trochę łagodnego grania. Carry On oczywiście powiela wcześniejsze schematy i pod tym kątem nie zaskakuje. Nie zaskakuje zresztą pod żadnym. Jeśli ktoś lubi wcześniejsze kawałki, to nie będzie tym rozczarowany. Ja tylko dodam, że w stosunku do początku płyty koniec wydaje się zupełnie bezbarwny i wymęczony. Zespół z kawałka na kawałek traci impet, a szkoda bo mogła to być naprawdę świetna płyta.
Oczywiście album broni się i na tle ostatnich dokonań hard rockowych gigantów sprzed lat sprawdza się całkiem nieźle. Rzecz jasna takiemu Tales From The Strip L.A. Guns nie dorówna, ale spokojnie bez żenady można posłuchać.
Oficjalna strona zespołu: www.bangtango.com
LSDisease czerwiec 2007
|