Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

BANG TANGO - Psycho Cafe [1989]
Wydawca: Mechanic / MCA Records / Victor Japan

  1. Attack Of Life
  2. Someone Like You
  3. Wrap My Wings
  4. Breaking Up A Heart Of Stone
  5. Shotgun Man
  6. Don't Stop Now
  7. Love Injection
  8. Just For You
  9. Do What You're Told
  10. Sweet Little Razor
Psycho Cafe

Skład: Joe LeSte - śpiew; Tigg Ketler - perkusja; Kyle Kyle - gitara basowa, chórki; Mark Knight - gitary; Kyle Stevens - gitary, chórki

Produkcja: Howard Benson

Psycho Cafe mimo, że nie jest debiutanckim krążkiem Bang Tango należy jednak za taki uznać, gdyż to pierwsze studyjne wydawnictwo zespołu. Wcześniejsza EP-ka Live Injection zawiera co prawda dwa numery, które trafiły i na ten album, ale to była taka rozgrzewka przed podpisaniem kontraktu z poważną wytwórnią MCA. Joe LeSte tłumaczy na łamach Metal Forces Magazine, skąd pomysł na taką nazwę dla zespołu: "Chciałem znaleźć coś co by pasowało do naszej muzyki, Bang brzmi wystarczająco mocno. Tango to ta jaśniejsza bardziej rozkołysana strona. Zrobiłem taki miks, reszcie się spodobało". Myślę że trudno o trafniejszy opis muzyki Bang Tango.

Album rozpoczyna utwór o mocnym tytule Attack Of Life. Doskonały groove basu wprowadza klimat idealnie pasujący do spieczonych słońcem kalifornijskich krajobrazów. Zadziorny prosty riff i agresywny wokal Joego. Bang Tango! Ciekawe jest to że ten niezwykle utalentowany wokalista, raz śpiewa z manierą, którą najprosciej określić, styl Axla Rose, innym zaś razem niżej jak Ian Astbury. Muzyka pasuje, by porównać z niektórymi dokonaniami The Cult, zwłaszcza z okresu Sonic Temple, ale jest tutaj też coś więcej. Grupa nie boi się funkowych zagrywek. Szczególnie gitara basowa ma takie tendencje. Someone Like You promował to wydawnictwo. Można śmiało powiedzieć, że to typowa kompozycja Bang Tango. Melodyjna zagrywka niczym z The Cult właśnie (np. Fire Woman) i ekspresyjny, różnorodny wokal. W solówce pojawia się harmonizer co spiętrza brzmienie(zabieg stosowany przez zespół z równym powodzeniem na kolejnym krążku). Wystarczyło by wylądować w pierwszej setce zestawienia Billboardu (konkretnie na 58 miejscu). Dwa lata poźniej muzycy poszli za ciosem i zrobili według tego samego schematu numer Untied And True, choć równie udany niestety nie wyniósł zespołu na szczyt. Trzeci utwór na płycie to Wrap My Wings. Mój absolutny faworty, upiorny blues w hard rockowej oprawie. Zazwyczaj zespoły hard rockowe w latach '80 zajmowały się śpiewaniem o panienkach bądź jakichś rockowych zadymach, ale Bang Tango miało swoją wizję. "...sunę w powietrzu, ale to nie ma znaczenia, głos przyjaciół odbija się echem, wypadłem przez okno z 49 piętra, walnąłem w ziemię lecąc 55 na godzinę, cicha noc przerywa mój upadek kiedy przyjaciele krzyczą, chłopie nie żyjesz!...". Intonacja głosu jaką przyjał na tą okazję LeSte, robi ogromne wrażenie, muzyka ciężka, wolna z wyraźnymi bluesowymi inklinacjami. Doskonałe solo tego kawałka jest tak oryginalne, że naprawdę ciężko znaleźć porównanie. Jeden z najlepszych numerów jakie słyszałem. Breaking Up A Heart Of Stone trzyma wysoki poziom. Na początku słychać kobiecy głos w roli swoistego intro, dalej na rytmicznym podkładzie gitary basowej wokalista niskim głosem oznajmia, że jednak tematy damsko męskie nie mogą zostać pominięte. Utwór jest dość przebojowy, aczkolwiek zminimalizowano rolę refrenu. Za to w tzw. moście, wszystko co najważniejsze, się rozgrywa. Czuć pewne tendencje by zagrać melodyjniej, tak też jest podczas solówki (bardzo techniczna nota bene). W sumie kawałek skrojony na przebój. Mnie to pasuje, bo przeboje Bang Tango nie są jakimiś tandetnymi banałami. Na tym tle takie Shotgun Man wypada bezbarwnie. Kiedyś ten słaby moment musiał nastąpić i jest to przy utworze numer 5. Skrobanie po strunach i funkowe zagrywki basu nie wystarczą, jak się nie ma pomysłu, a dla mnie właśnie ten kawałek jest jakby zagrany bez jakiejkolwiek koncepcji. Bliźniaczo rozpoczyna się też następny na płycie Don't Stop Now, ale tym razem jest o wiele lepiej. Lubię sobie pomyśleć, że gdyby taki niezwykle popularny zespół jak Red Hot Chili Peppers postarał się o dobrego wokalistę i gitarzystę mógłby tak zagrać. Ten refren kojarzy mi się bardzo z Red Hot, zabrakło jeszcze dęciaków. Generalnie za takie numery m.in. uwielbiam Bang Tango. Love Injection pojawił się już na koncertowej EP-ce. Jest to już bardzo funkowy kawałek. Gitara pobrzmiewia lekko, mało hard rockowo, w refrenie mamy coś na kształt Hanoi Rocks (jedna z inspiracji Joego LeSte). Taki sleaze, jak dla mnie bez większego uniesienia, ale nie jest najgorzej. No i przyszedł czas na programową balladę. Just For You mogłoby się znaleźć na płycie LA Guns, Guns 'N Roses czy Mötley Crüe. I to powinno wystarczyć za komentarz. Dodam jeszcze tylko, że wolę Bang Tango w bardziej oryginalnym repertuarze. Dwa zamykające płytę kawałki to klasa sama w sobie. Najpierw znany z Live Injection - Do What You're Told... Tak, tak, ekstatyczny funk, zagrany z odpowiednim czadem i ten haczyk w refrenie już tak typowy dla Bang Tango. Świetny energetyczny numer i kolejne doskonałe hard rockowe solo. Oczywiście ten numer mógłby zostać przebojem, gdyby zdecydowano się zrobić do niego teledysk. Szkoda że nikomu nie przyszło to do głowy. Na koniec typowy 80's hard rock (czegoś takiego nie mogło zabraknąć i na tym krążku). Sweet Little Razor zaczyna się jednak od plemiennych bębnów, żeby dopiero po ok minucie przerodzić się w rasowy hard rockowy numer. W sumie patent z tego kawałka będzie obrabiany w przyszłości i zaowocuje takimi doskonałymi kompozycjami jak Dressed Up Vamp czy choćby Dancin' On Coals. Ten dramatyzm w refrenie może nieco nawiązywać do utworu Wrap My Wings, co dla mnie stanowi duży plus.

Podsumowując, mimo dwóch lapsusów, krążek Pasycho Cafe to znakomita porcja, oryginalnego hard rockowego grania. Naprawdę nie znam drugiego takiego zespołu jak Bang Tango. Porównania z twórczoscią innych grup byłyby robione na siłę, choć starałem się przybliżyć pewne wzorce. Psycho Cafe świetnie sprawdza się po latach, będąc płytą brzmiącą świeżo i wciąż wspaniale.

Oficjalna strona zespołu: www.bangtango.com

LSD
lipiec 2007