|
Skład: Joe LeSte - śpiew; Mark Simpson - gitary; Lance Eric - gitara basowa; Timmy Russell - perkusja
Produkcja: Todd Anthony
Bang Tango to jeden z tych zespołów, gdzie za wszystkim stoi jeden człowiek. Joe LeSte wymienił po raz kolejny całą ekipę i nagrał sobie ot taki albumik.Słowo "albumik" nie jest wcale przesadzone, bowiem rzecz trwa nieco ponad 30 minut. Zatem do rzeczy.
Pierwszy numer It's All OK zaczyna się dosyć punkowo i tutaj od razu uwaga. Nie jest to jakieś typowe pukanie w stylu Green Day, a raczej mocne metalowe riffy podane w bardzo prosty sposób. Oczywiście pojawia się zgrabna solówka, ale największym zaskoczeniem dla mnie jest maniera
wokalna Joe. Jego zachrypnięty głos kojarzy mi się w tym akurat kawałku z Blitzem z Overkill. Zresztą opener ten pasowałby idealnie na płytę I Hear Black nowojorskich thrasherów. Mnie to pasuje. Ain't Nothin' Better zaczyna się świetnym metalowym riffem. Dalej kawałek ma najwięcej z Motörhead (głównie przez niesamowity wokal LeSte). Napewno nie ma w tym wirtuozerii, ale i takiego zamiaru nie było. Chłopaki grają sobie rocka i robią to cholernie dobrze. Go, Go, Go to klasyczny rock and roll, nieco jajcarsko zrobiony (w dobrym tego słowa znaczeniu). Oczywiście refren nawiązuje do słynnego Johnny B.Good i to jest właśnie ten styl. Carry Me Up rozpoczyna się balladowo i to w klimatach Dinosaur Jr. Wręcz identyczna meniera wokalna jak u Mascisa, wymęczona i jakby zrobiona dla jaj. I tak chyba to należy potraktować. Wygłupy definitywnie kończą się
przy Mother Mary. Tutaj pojawia się w końcu trochę starego Bang Tango. Jest to w zasadzie numer metalowy z niesamowitą wstawką gitary w refrenie, jak za dawnych lat. Pojawia się więcej dramatyzmu i napięcia. To jest to, co lubię najbardziej. Get Use To It ma rewelacyjną partię gitary, zatem rock and rollowo i klasycznie jak u AC/DC. Wokalista ponownie bawi się w Lemmy'ego, a zabawa to przednia, szkoda tylko że trwa zaledwie 2 minuty. W I'm The One grupa też próbuje przypomnieć o swoich funkowych korzeniach, ale niestety nie jest to zbyt przekonywujące, chociaż muszę przyznać, że sam kwawałek taki zły nie jest. Jednak gdyby pojawił się na Dancin' On Coals byłby tam zwykłym wypełniaczem. Simple, jak sama nazwa, wskazuje jest proste, w sumie tak zatytułowałbym ten album. Jest to najdłuższy numer na płycie (aż 4 minuty;)). Tym razem wokalista zagląda do ogródka... Manowar. Prawie melorecytowane zachrypniętym, złowrogim głosem sylaby do złudzenia przypominają mi Warriors Of The World United. Oczywiście cały utwór nie jest w stylu Manowar, raczej sporo tutaj z monumentalnych kompozycji AC/DC jak np Spellbound. Można też dopatrzeć się podobieństw do Aphrodisiac Jacket The Cult. Jak dla mnie zabieg udany. One More Spin ma nas zapewne zachęcić do tego, by dać płycie kolejną szansę (mnie specjalnie przekonywać nie trzeba, bo chętnie będę wracał do tego krążka). Muzycznie mamy tutaj do czynienia z próbą nawiązania do płyty Dancin' On Coals. Genralnie solówka i pewien motyw gitary bardzo by pasowały na tamten już klasyczny album. Tylko że tak, jak już wposmniałem odnośnie I'm The One, to raczej w roli wypełniacza mogłoby się tam znaleźć. Na koniec płyty delikatna ballada Angel Devil. Znowu mam skojarzenia z Dinosaur Jr, chociaż LeSte nie wygłupia się z fałszującym falsetem. Po prostu śpiewa tym swoim zachrypniętym głosem, a w tle słychać jedynie gitarę akustyczną.
I to wszystko. Pół godziny, 10 kawałków. Mnie wystarczy, ale czy wystarczy, by nazwać From The Hip arcydziełem? Napewno nie. Zdecydowanie
nie jest to wielka płyta, pod żadnym względem, jednak warto dać jej szansę, bo słucha się tego naprawdę nieźle. Jeśli mam już wybierać między tym albumem, a ostatnimi dokonaniami Motörhead, to zdecydowanie stawiam na ten krążek.
Oficjalna strona zespołu: www.bangtango.com
LSDisease marzec 2007
|