|
Skład: Björn Lodin - śpiew; Robban Bäck - perkusja; Björn Lundqvist - gitara basowa; Emanuel Hedberg - gitary; Örjan Fernkvist - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Björn Lodin
Quick Fix to nie licząc albumu z coverami dziewiąty studyjny krążek Baltimoore. Cóż, od debiutu zespołu minęło już 20 lat i to wydawnictwo nie ma nic wspólnego z AOR-owym There's No Danger On The Roof, za to można znaleźć podobieństwa do ostatnich płyt formacji. Tym razem Björn Lodin, niekwestionowany lider grupy, którą śmiało można nazwać jego projektem solowym, wymienił całą ekipę, jaka brała udział w poprzedniej sesji i zebrał całkiem nowych muzyków.
Album otwiera żwawy I'm All About Me. Zachrypnięty głos Lodina pasowałby do jakiegoś sleaze rocka, zwłaszcza że Szwedzi słyną z tego gatunku muzyki. Tymczasem mamy coś bliskiego stylistyce Whitesnake, tyle że zostało to podrasowane organami jak u Deep Purple. Ale ten pierwszy numer jest właśnie taki przebojowy i idealnie nadaje się na początek wydawnictwa. Produkcja nie tak dobra jak w Snake'ach, co może niektórych koleć w uszy, mimo wszystko słucha się tego dobrze. Drugi na krążku Haze Of Wonder to już zupełnie inne podejście. Kawałek rozpoczynają dźwięki organów kojarzące się z Deep Purple, czy nawet Birth Control. Całemu nagraniu bardzo blisko do tego, co zaprezentował Glenn Hughes na Soul Mover. Czyli trochę funkowo, trochę soulowo, ale z rockowym nerwem. I Am Who I Am When I Am Alone to lekko bluesujący numer, w którym brak może jakiegoś czadu, ale zły nie jest. Mógłbym przysiąc, że ten refren gdzieś już słyszałem. Niestety nie mogę sobie przypomnieć gdzie, w każdym razie brzmi znajomo. Podoba mi się ta solówka. Jest bardzo klimatyczna, a i nie brak w niej sztuczek technicznych. No i przyszedł czas na mojego faworyta z Quick Fix. Leniwa partia gitary zagrana techniką bootleneck rozpoczyna Make Good. Środek ciężkości w zwrotce zostaje przeniesiony na gitarę basową. W refrenie słyszę niemal identyczne zagrywki, z jakich słynie grupa Tesla. Myślę, że fani ostatniej płyty Tesli będą usatysfakcjonowani. No i solówka na poziomie jak u Hannona. Co ciekawe, parę dźwięków brzmi bardzo klasycznie (jak w muzyce klasycznej). Czyli Emanuel Hedberg był dobrym wyborem. How Can You Undo What's Become Undone to ballada. Trochę smętna, ale słucha się jej wyśmienicie. Myślę, że i tego kawałka nie powstydziłaby się Tesla. The Shame Lingers On to w moim mniemaniu jeden z lepszych utworów w tym zestawie. Zwraca uwagę odważne poczynanie sobie na klawiszach Örjana Fernkvista. Ścieżka jest klasycznie hard rockowa jak u Purpli, a ekspresja wokalna Lodina wyraźnie podchodzi pod Coverdale'a, który, nie zapominajmy, występował przecież z Blackmoorem i spółką. Solo na organach jest naprawdę doskonałe. I w zasadzie do tego momentu płyty cuda się nie dzieją. Kontrukcja Tell Me Who You Wanna Be Today jest co najmniej zaskakująca. Niby sam utwór oparty jest na wyraźnie wyodrębnionych zwrotkach i refrenach, ale po odśpiewaniu dwóch zwrotek i refrenów następuje pewien motyw, w którym pokręcone dźwięki gitary i dziwne wokalizy wprowadzają urozmaicenie do tego klasycznie skonstruowanego numeru. Somebody Look At Me to wręcz kawałek jakby wyjęty z którejś płyty Birth Control. Coś niepokojącego dzieje się w refrenie. Szybko i nerwowo powtarzane wersy sprawiają, że wszystko brzmi raczej mało optymistycznie. Cóż, jeśli ktoś oczekuje hamburgera muzycznego, jakim był pierwszy krążek, ten będzie rozczarowany. Ci, którzy są otwarci na różne eksperymenty i lubią klasyczny hard rock, powinni być zadowoleni. Shoot The Dark to chyba najbardziej pokręcona kompozycja na płycie. W sumie nie do końca rozumiem, o co w niej chodzi. Nic tutaj do siebie nie pasuje, a jednak jakimś cudem trzyma się to kupy. Najlepszym motywem są jazzujące partie organów. Sam kawałek strasznie dziwny. Na koniec jeszcze The Bet, w którym pojawiają się partie fletu. Brzmi to momentami jak Bouree Jethro Tull, tyle że bardziej hard rockowo. A więc końcówka płyty co najmniej zaskakująca.
Szczerze wątpię, by Baltimoore osięgnęło sukces tym krążkiem, gdyż nie osiągnęło go poprzednimi ośmioma. Album ma jedną podstawową wadę. Brzmi kiepsko. Chociaż rozumiem, że nie każdy ma 13 milionów dolarów na produkcję i nie każdy majstruje przy płytach 14 lat, to można było popracować nad brzmieniem. Same kawałki są dobre. Brak jakichś wpadek i słucha się tego nieźle. Gdyby bardziej zadbano o selektywne i potężniejsze brzmienie, byłby to hard rockowy dynamit roku, a tak to jest najwyżej mały fajerwerk ;). Tak czy owak, album godny polecenia szczególnie fanom klasycznego hard rocka.
Oficjalna strona zespołu: www.baltimoore.net
LSDisease czerwiec 2009
|