|
Skład: John Waite - śpiew; Neal Schon - gitara, chórki; Ricky Phillips - gitara basowa, chórki; Deen Castronovo - perkusja, chórki; Jonathan Cain - instrumenty klawiszowe, chórki
Gościnnie: Mark Spiro - chórki; Tommy Funderburk - chórki
Produkcja: Ron Nevison
Bad English należy uznać za istną supergrupę, gdyż działający na przełomie lat '80 i '90 zespół skupiał w sobie byłych członków Journey, wokalistę mającego już na koncie solowe sukcesy oraz perkusistę znanego z licznych występów z gitarowymi wirtuozami. Grupa wystartowała nieźle i ich debiutancki krążek wspiął się wysoko na listy przebojów w Stanach, ale pamiętajmy, że był rok 1989, wyśmienity dla takiego grania. Ich druga pełnometrażowa płyta Backlash, wydana w przeddzień inwazji grunge, siłą rzeczy nie miała szans powodzenia takiego jak debiut (chociaż wdrapała się do pierwszej setki notowań Billboardu), mimo że jest o wiele bardziej dopracowana i po prostu lepsza.
Zespół nie zmienił tutaj swojego stylu ani trochę, wciąż jest to AOR graniczący momentami z hard rockiem. Bardzo melodyjny i co najważniejsze perfekcyjny. W takiej muzyce perfeckja jest ważną cechą, kto wie, czy nie ona stanowi o ogólnym zarysie krążka. So This Is Eden zabiera nas do Kaliforni. Tak właśnie się to zaczyna. To wysmakowana muzyka, podczas słuchania której oczyma wyobraźni widzimy wypasione wille z ogromnymi tarasami (o tym
też jest w tekście) no i koniecznie jakąś stylowo ubraną i opaloną damę. Początek tego numeru przywodzi mi trochę na myśl stary kawałek Deep Purple Hush, ale to pewnie dlatego, że owe 'nananana' gra rolę takiego haczyka nakręcającego cały kawałek. Dalej rzecz jasna mamy do czynienia z żywym melodyjnym rockowym graniem w najlepszym stylu. Całe lata '80. Świetny refren i wszystko na miejscu. To nie mogło stać się popularne w 1991 roku, ale kogo to obchodzi? Zupełnie bezpretensjonalne podejście Johna Waite i kolegów. Grali po prostu muzykę, która im pasowała. Nie za ostro, nie za agresywnie, za to melodyjnie i napewno rockowo. Straight To Your Heart wybrano, by promować owe wydawnictwo. Nie dziwi mnie to specjalnie. To bardzo przebojowy numer, ze świetnym motywem gitary (kilkanaście lat później ukaże się płyta Sunstorm, gdzie w kawałku This Is My Heart skorzystano z tego patentu). Numeru słucha się po prostu dobrze i naprawdę nie zastanawia nad tym, kiedy to nagrano i jak nagrano, bo o to już zadbali muzycy i producent. Brzmi ponadczasowo. Dobre kawałki się bronią, niezależnie kiedy zostały nagrane. Time Stood Still to ballada. Powiem krótko, jest świetna. Myślę, że nie trzeba na siłę szukać rozwiązań pod publiczkę, kiedy można zrobić spokojny kawałek z pełnym zespołem, niekoniecznie kożystając jedynie z gitar akustycznych. W sumie przypomina mi to podejście Great White. Zabieg udany. To jest AOR i to cholernie dobry. Trochę mierzi mnie następny na płycie The Time Alone With You. Panowie chyba ciut przesłodzili, co gorsza to jest jeszcze spokojniejszy kawałek i trochę oddala mi się od rocka jako takiego. Na szczęście Dancing Off The Edge Of The World to już hard rock. Owszem typowe Bad English z jedynki, ale ma to swój urok. Numer prosty, chwytliwy melodyjny, podobnie jak Rebel Say A Prayer. Skąd panowie czerpali tyle pomysłów na te refreny? Przebojowych motywów tu więcej niż mieli KISS w latach '80. Swoją drogą Rebel Say A Prayer mógłby stać się hitem, gdyby dano mu szansę. Savage Blue mniej zwraca moją uwagę. Nie, nie jest to Bon Jovi, ale i też nie Death Angel ;). A bardziej poważnie...
spokojny raczej numer trochę rozmydla się i nie koi tak zmysłów jak choćby genialne Time Stood Still. Za to Pray For Rain bardzo mi odpowiada. Tu już więcej hard rocka, więcej dynamiki no i świetny refren. Jeden z najlepszych utworów Bad English wogóle. Make Love Last to trochę jak Van Halen... aczkolwiek mnie to bardziej pasuje niż kompozycje Eddiego i spółki. Podobnie jak Life At The Top, który wnosi więcej ożywienia. I tak kończy się ten album.
10 kompozycji, zero ściemy. Muzyka dla konkretnego słuchacza, aczkolwiek jeśli ktoś chce po prostu ładnych melodii i krystalicznej rockowej produkcji, też może po album sięgnąć. Dla mnie płyta jest doskonała i chociaż nie przepadam za AORem, to z dużą przyjemnością sięgam po ten krążek.Dobra muzyka zawsze się obroni. Na koniec ważna uwaga. Płyta dostępna w naszym kraju (ja nabyłem całkiem tanio). Polecam.
Oficjalna strona Neala Schona: www.schonmusic.com
LSDisease październik 2007
|