|
Skład: Charlie Huhn - śpiew; Axel Rudi Pell - gitary; Volker Krawczak - gitara basowa; Jörg Deisinger - gitara basowa; Thomas Bodo Smuczynski - gitara basowa; Rüdiger König - perkusja; George Hahn - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Ulli Pösselt
Po odejściu ze Steelera gitarzysta Axel Rudi Pell rozpoczął działalność solową. Odłączenie się od macierzystej ekipy było spowodowane niezadowoleniem Niemca z kierunku, w jakim zaczęła zmierzać kapela. Po nagraniu trzyutworowej demówki (na którą złożyły się odpowiednio numery 4, 5 i 10 z późniejszego Wild Obsession) udało mu się podpisać kontrakt z SPV Records. W skład jego zespołu weszły takie osobistości jak Charlie Huhn - były wokalista Victory oraz kolega z dawnego Steelera w osobie Volkera Krawczaka. Skład ten nie utrzymał się zbyt długo, a tendencja do częstych roszad w składzie przez wiele lat była cechą charakterystyczną Pella. Jedyną niewymienialną osobą okazał się Krawczak, a dla Huhna Wild Obsession miało się okazać pierwszą i ostatnią płytą nagraną dla Niemca.
Jakie oblicze miała muzyka tworzona przez Pella w początkowym okresie jego solowej kariery? Bardziej hard rockowe i zdecydowanie mniej epickie. Wild Obsession było pierwszym solowym albumem tego gitarzysty i należy go uznać za bardzo solidny debiut. Na płycie brakuje typowych dla muzyka liryków na temat magii, wojowników, a tematy, które są poruszane, są typowe dla lat '80. Debiut jest pod tym wzwlędem dość wyjątkowy i jeżeli jakiś fan Pella lubi słuchać tekstów o panienkach i seksie, to jest to płyta dla niego obowiązkowa. Jedynka na krążku zaczyna się drapieżnym brzmieniem gitary, a następnie, za sprawą perkusji, przeradza się w galop. Odbrobinę power metalowy początek płyty to coś, do czego muzyk przyzwyczaił nas na większości wydawnictw, choć tutaj przejawia się to głównie szybszą perkusją. W kawałku tym Pell zagrał całkiem udaną solówkę gitarową i dzięki temu warto słuchać go do końca. Dwójeczka to ponownie "dzikość" w tytule i taki właśnie jest ten numer. Nieokiełznany. Jeżeli mam być jednak szczery, to prawdziwe oblicze Pella, a mam na myśli to, które może wzbudzać zachwyt, pojawia się dopiero później. Slave Of Love to kolejny solidny rocker, którego można uznać za typowego przedstawiciela muzyki granej przez Pella w tym okresie. Jest on, jak na Pella, bardzo zakorzeniony w stylistyce lat '80. Nieźle wypadają refreny, brzmienie również. Cold As Ice to jedna klasa wyżej. Pell, Huhn i spółka nie pokazali w nim co prawda nic nowego, a jednak na tle poprzednich kawałków wypada on lepiej. Tajemnica tkwii chyba w tym, że zespół po prostu zagrał lepiej to, co grał już wcześniej. Rewalacyjne wrażenie robi na mnie ballada Broken Heart. Pell był wtedy jeszcze młody i właśnie tę młodość można tutaj wyczuć. Melodia trochę mnie porusza, a kawałek ma klimat zachęcający do bujania się we wszystkie strony. Lubię takie wyciskacze łez, a gra Pella jest po prostu śliczna. Następny numer rozbawia mnie za każdym razem, gdy go słucham. Śmieszny tekst o dość wulgarnym zabarwieniu świadczy niezbicie, że płyta została nagrana u schyłku lat '80. Pell, tak jak wspominałem, będzie rzadko w przyszłości poruszać problematykę znaną jako "sex, drugs and rock&roll". Wraz ze Snake Eyes przyszła pora na prawdziwego killera. Utwór (dość oryginalny jak na twórczość Niemca) jest utrzymany w najwolniejszym jak do tej pory tempie (nie licząc oczywiście wcześniejszej ballady), jest ciężki w swoim wyrazie, a jego moc pochodzi od rewelacyjnych, chodzących za człowiekiem chórków umieszczonych w okolicach refrenu. Śpiewanie ich wraz z zespołem przypomina nałóg. Axel przyspiesza trochę tempo i uderza kolejnym, kto wie czy nie lepszym kawałkiem. Here You Calling Me, bo o nim mowa, to najbardziej przebojowy, najbardziej melodyjny numer, jaki do tej pory został zaprezentowany na płycie. Świetny refren i bardzo dobra praca Pella niewątpliwie przyczyniły się do tego sukcesu. Takie jak ten rockery są klasykami, jeżeli chodzi o grę Axla. Return Of The Calyph From The Apocalypse Of Babylon jest krótkim i zarazem bardzo dziwnym, oryginalnym i jednocześnie orientalnym intrem do ostatniego na płycie kawałka, czyli do (Don't Trust The) Promise, którego również można spokojnie zaklasyfikować do grupy najlepszych kawałków na płycie. Ciekawe aranżacje są świadectwem tego, że Pell miał jeszcze pomysły na to, jak tworzyć nowe kawałki. Nie wpadł jeszcze wtedy w manię naśladowania własnej twórczości i rzucał na prawo i na lewo pomysłami. Na sam koniec pozostaje pytanie, czy odejście Huhna z kapeli po wydaniu płyty należy uznać za dobrą czy za złą zmianę. Uważam, że patrząc na ogół jego twórczości, głos Charliego do niej nie pasuje, Wild Obsession jest jednak trochę inną płytą i na niej Huhn wypadł świetnie. Nie zamieniłbym go na tym wydawnictwie na żadnego innego śpiewaka.
Kariera Niemca jest wypełniona po brzegi podobnymi do siebie wydawnictwami. Na ich tle Wild Obsession wypada bardzo świeżo i dość oryginalnie. Znaleźć można na nim wiele hitów i niezłych melodyjnych numerów. Jest to jedna z lepszych płytek Pella i polecić ją można tym fanom Niemca, którym nie przeszkadza odrobinę inne teksty piosenek. Za krążek mogą chwycić również ci, którzy oczekują przebojowego materiału wypełnionego niezłymi partiami gitary.
Oficjalna strona zespołu: www.axel-rudi-pell.de
Guciomir kwiecień 2008
|