Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

AXEL RUDI PELL - Eternal Prisoner [1992]
Wydawca: Steamhammer / SPV

  1. Streets Of Fire
  2. Long Time
  3. Eternal Prisoner
  4. Your Life (Not Close Enough To Paradise)
  5. Wheels Rolling On
  6. Sweet Lil' Suzie
  7. Dreams Of Passion
  8. Shoot Her To The Moon
  9. Ride The Bullet
Eternal Prisoner

Skład: Jeff Scott Soto - śpiew; Axel Rudi Pell - gitary; Volker Krawczak - gitara basowa; Jörg Michael - perkusja; Kai Raglewski - instrumenty klawiszowe

Produkcja: Axel Rudi Pell i Ulli Pösselt

W zasadzie moi koledzy napisali chyba wszystko, co można by powiedzieć o Axelu Rudim Pellu. Ten niemiecki gitarzysta z powodzeniem nagrywa bardzo wyrównane płyty z podobną zawartością, pod tym względem jest wręcz bezkompromisowy. Śledząc jego karierę można odnieść wrażenie, że chciałby być niemieckim Malmsteenem, na szczęście nie gra w stylu neoklasycznym. Ogólnie klasyfikowany przez wielu jako gitarzysta heavy metalowy, choć jego repertuar dotyka też power metalu i znakomita większość utworów to ostry, ale i melodyjny hard rock.

Streets Of Fire to bardzo udany początek krążka i na jego przykładzie łatwo byloby wskazać cechy charakteryctyczne gry Pella: szybkie numery bazujące na hard rockowych riffach z power metalowymi podkładami (centralki nagrane zostały jakby nieco ciszej od gitar i werbla, więc ich galopady nie są tak męczące, jak w większości power metalowych kompozycji). Z pewnością jest to znacznei ostrzejsze granie niż np. Bon Jovi, co pozwala gitarzyście być kojarzonym rownież ze światem metalu. Wręcz czysty hard rock to Long Time. Wszystko dośc schematyczne, ale słucha się tego znakomicie, zwłaszcza kiedy się takie schematy uwielbia. Dodam, że tutaj i w ogole na całym albumie głos Jeffa brzmi bardzo silnie i wręcz idealnie pasuje do tej muzyki. Ma to dla mnie o tyle znaczenie, że Soto do moich ulubionych wokalistów nigdy nie należał, nie przepadałem a nim w Talismanie, u Yngwiego zaledwie tolerowałem, zatem punkt dla niego. Słuszna stylistyka grania ciągnie się dalej w tytułowym Eternal Prisoner, aczkolwiek tempo zwolniło. Tym razem nie będzie galopad, Axel postawił raczej na siłę i mocne uderzenie. Uwagę przykłuwa ciekawe solo, w sumie dość oszczędne w pirotechnikę, ale pasujące do utworu i to się chwali. Wszystko poprawnie zagrane i słychać, że muzyk opanował swój warsztat kompozytorski na poziomie pozwalającym tworzyć mu hity. No i nadchodzi nieodzowny wręcz punkt hard rockowego wydanictwa - ballada. Tym razem padło na Your Life (Not Close Enough To Paradise), zresztą udany numer. Partie gitar są typowo niemieckie, co od razu rzuca się w uszy, bo podobne dźwięki wygrywały takie naczelne grupy z Niemiec jak Scorpions, Bonfire, czy Victory. Pell zdecydował się zachować tutaj elektryczną solówkę i wyszło to świetnie. W Wheels Rolling On, ponownie rockowym numerze, mamy z kolei trochę eksperymentów z pauzami - tak, pauza to tez dźwięk, jakby ktoś miał wątpliwości. Sekcja rytmiczna chyba nie chwyciła pomysłu Axela tak do końca, bo dograła do tego zupełnie proste motywy i trochę na tym piosenka straciła, choć nadal jest przednia. Przede wszystkim zważywszy na tytuł można było spodziewać się typowego kawałka dla motocyklistów, a tu taka miła niespodzianka dla poszukiwaczy smaczków na płytach. Eksperymenty trwają w Sweet Lil' Suzie, utworze zrobionym na wzór stylu Victory, nawet śpiew Soto i chórki zostały zaaranżowane pod Garcię i jego kapelę. W środku numeru przenieść się możemy do dżungli, cała wstawka brzmi jak wyjęta z zupełnie innej bajki, ale nie przeszkadza, a rzekłbym nawet, że wypada nieźle i pozwala na mały relaks i odpoczynek od tej rockowej machiny. Tak czy inaczej, mala slodka Suzie była niegrzeczna ;). Spokojny klawiszowy wstęp i oto instrumentalne Dreams Of Passion pokazuje nam, jak bardzo Pell lubłl słuchać Blackmore'a i jego Tęczę. Są tu zagryweczki gitarowe rodem jak ze słynnego Snowmana. Z reguły naśladownictwa nie są godne pochwały, ale jeśli ktoś naśladuje dobre wzorce, to też nie ma go za co ganić. Dalej następuje jeden z moch ulubionych kawałków z całej dyskografii Pella, mianowicie Shoot Her To The Moon. Abstrahując już od całkiem fajnego tekstu, od zawsze podobała mi się ta zagrywka z początku piosenki przy wykorzystaniu flażoletu i zwibrowania go szybkimi, wręcz agresywnymi ruchami ramienia tremolo. Niby patent oklepany przez tysiące gitarzystów, ale zawsze brzmi to atrakcyjnie i nie dam na to złego słowa powiedzieć. Płytę kończy Ride The Bullet, które brzmi bardzo wesoło, pomimo tego, że to dość ostry numer. Musze przyznać, ze Axel zadbal o różnorodność kompozycji wchodzących w skład tego zestawu i dzięki temu zyskał sobie moją sympatię. Co ciekawe, teraz po latach ten album podoba mi się o wiele bardziej, niż kiedy usłyszałem go wiele lat temu po raz pierwszy. Aż chciałoby się podsumowac - płyta jak wino, im starsza tym lepsza.

Pella cenie przede wszystkim za to, że ignorował wszystkie mody. W okolicznych garażach pobrzmiewal pewnie grunge lub charczal nu-metal, a Axel twardo grzmocił energetycznego hard rocka przez całe lata '90, podczas gdy tysiące kapel z poprzedniej hair metalowej dekady kuliło ogony i ustępowało pola szturmującej muzycznej miernocie. Omawiany krążek jest moim faworytem wśród wydawnictw Pella, gdyż w zasadzie podobają mi się tu wszystkie piosenki. Polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.axel-rudi-pell.de

Guitarrizer
marzec 2008