Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

ASPERA - Ripples [2010]
Wydawca: InsideOut Music / 101 Distribution

  1. Intro
  2. Ripples
  3. Do I Dare?
  4. Remorse
  5. Between Black & White
  6. Catatonic Coma
  7. Torn Apart
  8. Traces Inside
  9. Reflections
  10. The Purpose
Ripples

Skład: Robin Ognedal - gitara, chórki; Nickolas Main Henriksen - instrumenty klawiszowe, chórki; Atle Pettersen - śpiew; Joachim Strøm Ekelund - perkusja, chórki; Rein Blomquist - gitara basowa, chórki
Gościnnie: Nils K. Rue - chórki

Produkcja: Aspera

Na brak rewelacyjnych wydawnictw w kategorii progresywnego metalu narzekać nie można, w dodatku od kilku lat jest niemal już tradycją, że na początku roku pojawia się jakiś zespół z ogromnym potencjałem twórczym. W początkach 2010 r. takim objawieniem jest debiutująca norweska formacja Aspera, która penetruje to co najlepsze w melodyjnym progresie.

Grupa pochodzi ze Skien w Norwegii i składa się z naprawdę młodych muzyków - cała piątka urodziła się pod koniec 1989 r. (cóż za znamienna dla melodyjnego grania data!). Młody wiek członków kwintetu może być mylący. Jak na takich żółtodziobów prezentują bardzo wysoki poziom techniczny i aranżacyjny, od razu słychać, że nie wciskają słuchaczom kitu, tylko prezentują nadzwyczaj kunsztowne kompozycje. Nazwę zapożyczono z łaciny - oznacza "ciernie" lub "trudy", ale z pewnością słuchając debiutanckiego krążka zespołu (przed nim wydane zostały 3 EP-ki jeszcze pod szyldem Illusion) żadnego bólu nie odczujemy. Wręcz przeciwnie, muzycy dbają o to, by słuchacz się nie nudził i wplatają w główny nurt kompozycji wiele smaczków. Stylistycznie grupę często porównuje się do Symphony X, Dream Theater, Pagan's Mind, wczesnego Evergrey, Magnitude 9, Sphere Of Souls, Circus Maximus, czy Twinspirits, chociaż moim zdaniem są to wszystko porównania z lekka naciągane. Przede wszystkim Aspera gra bardziej klimatycznie, przykłada większą wagę do melodyki i od większości wspomnianych kapel gra po prostu lżej, jeśli chodzi o sprawy brzmieniowe. Starym zwyczajem płytę rozpoczyna Intro. Delikatne i tajemnicze klawisze w tle, jakieś dziwne odgłosy, to dość dobry wstęp, ale trwa on tylko półtorej minuty i wchodzi Ripples. Tutaj z kolei "na dzień dobry" atakują nas klawisze z brzmieniem i melodyką, jakie od razu nasuwają mi na myśl ostatnią solową płytę Boba Katsionisa. Potem pojawia się seria zagrywek gitarowych na nutę słynnego "Images..." Dream Theater, lecz dalej wielka neispodzianka - całe fragmenty nagrania kojarzą się raz to z jakimś AOR-em, a raz to z metalem gotyckim. Sporo stojących akordów, mało riffów (to akurat zarzut), na szczęście wpleciono trochę gitarowych zagrywek i pochwalić należy też okolicę solówek (tutaj dla odmiany wstawki w stylu Symphony X, Silent Memorial i Pantommind). Uwielbiam takie granie. Dodam jeszcze, że linie wokalne swą łagodnością kontrastują z mocniejszymi fragmentami gitarowymi, ale powinny spodobać się fanom takich grup jak chociażby Seventh Wonder, a momentami nawet starego Jaded Heart. Do I Dare? ciąży w nieco innym kierunku, mamy mniej więcej coś na wzór Silent Memorial, ale z bardzo melodyjnymi wokalami, zupełnie jakby na wzór Seventh Wonder. Lubię obie te kapele, ale jakoś nigdy nie zastanawiałem się, co by było, gdyby ich muzykę ze sobą połączyć. Teraz mogę posłuchać, co z tego wyszło dzięki Aspera. Wciąż jest progresywnie, nadal z silnym naciskiem na chwytliwe melodie, wciąż na nadzwyczaj wysokim poziomie, aczkolwiek jako całość nagranie nie porywa mnie aż tak jak jego poprzednik. Do zwolenników grania bardziej rozwlekłego kierowane jest Remorse, ja akurat do tego grona nie należę i słuchanie takich rzeczy trochę mnie usypia. Ten stan trwa do solówki, bardzo zresztą udanej, której z chęcią słucham. Podobają mi się też te nastrojowe, atmosferyczne klimaty tuż za nią, generowane głównie przez klawisze, no i cała przyspieszona sekwencja następująca dalej. Tak więc to co najlepsze, zachowano tym razem na koniec kawałka. Between Black & White jest ciekawą miksturą progresywnego metalu (zwłaszcza na początku utworu), AOR-u (w tym klimacie pobrzmiewają zwrotki) i melodic metalu (a tak dla odmiany grupa prezentuje się w refrenach). Dość szeroki rozrzut stylistyczny, jak słychać, jednak miłośnicy tych gatunków powinni być usatysfakcjonowani, o ile oczywiście lubią wszystkie wspomniane odmiany muzyki rockowej/metalowej. Najlepsza moim zdaniem jest solówka plasująca się gdzieś pomiędzy starym Dream Theaterem a Savatage. W mroczniejsze zakamarki zdaje się podążać Catatonic Coma i akurat ten numer nie za bardzo trafia w mój gust. Rażą mnie głównie linie wokalne, bo momentami brzmią tak, jakby były przepuszczone "przez karton", pewną radość sprawia jendak fakt, że solówki zdecydowano się zaaranżować na wzór Dreamów z czasów Images And Words. Cały początek Torn Apart przywodzi mi na myśl takie zespoły jak Red Circuit, czyli progmetal na wzór europejski i nie mam nic przeciwko temu, choć to nie jest akurat granie, które powalałoby mnie na kolana. Tak samo nie do końca trafiają do mnie przewlekłe fragmenty zamieszczone w dalszej części nagrania. Ewidentnie słabsza pozycja od tych z początku wydawnictwa. Traces Inside to już stylistyka, jaką lubię. Jest bardziej dynamicznie, nieco drapieżniej, numer potrafi rozkołysać, ale przede wszystkim nie usypia. Znowu nieco Savatage się tu przewija, zwłaszcza w rytmice utworu (trafi on w gusta tych, którym podobało się Jesus Saves). Zresztą znajdą się i momenty zbliżone do dawnego DT i "jedynki" Silent Call. Czas na progresywną balladę i mamy Reflections. Nie przepadam za taką stylistyką ballad, chyba już wolę bardziej typowe, hair metalowe pościelówy, więc i ta usypiająca nieco kompozycja jakoś do mnie szczeólnie nie trafia i nie będę się nad nią szczególnie rozwodził. Lepiej jest w bardziej tradycyjnie progresywnym The Purpose, który płytę zamyka. Wprawdzie mam mieszane uczucia co do tego utworu, bo niektóre jego fragmenty wydają się być dorabiane na siłę, ale nie zmienia to faktu, że spora jego część jest jednak wysokich lotów. Po prostu fani progresu muszą się liczyć z tym, że ta muzyka jest specyficzna, partie przemyślane zazwyczaj łączą się z improwizacjami, a wszystko to po to, by muzykę urozmaicić i od czasu do czasu słuchacza zaskoczyć.

Biorąc pod uwagę bardzo młody wiek muzyków i fakt, że jest to ich debiutanckie dzieło, należy uznać Ripples za krążek nadzwyczaj udany. Zdarzają się potknięcia (zbyt rozwlekłe partie tu i ówdzie), pozostaje jednak mieć nadzieję, że w przyszłości grupa będzie ich unikać. Po album mogą sięgnąć miłośnicy Silent Memorial, Symphony X, Pantommind, Seventh Wonder, Savatage, Dream Theater i Pagan's Mind.

Oficjalna strona zespołu: www.asperaofficial.com
Oficjalna strona zespołu na MySpace: www.myspace.com/asperaofficial

Guitarrizer
marzec 2010