Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

ARACHNES - Primary Fear [2003]
Wydawca: Scarlet Records / Rock Empire / Marquee Inc.

  1. Osonzes
  2. Battle To The Victory
  3. Primary Fear
  4. The Warning
  5. Still Waters
  6. Thriller
  7. To Escape Death
  8. Not Fair (Prelude)
  9. Not Fair
  10. Tota Pulchra
  11. My Old Refuge
  12. My Son And I
  13. Running In The Labyrinth
  14. Eruption
  15. Scherzo In E Minor
  16. The Final Bang [bonus w reedycji]
Primary Fear

Skład: Frank Caruso - gitary, chórki, gitara basowa; Enzo Caruso: śpiew, chórki, instrumenty klawiszowe, pianino, organy Hammonda; Gabriele Baroni - gitara basowa, chórki; Stefano Caironi - perkusja i instrumenty perkusyjne

Produkcja: Firehouse Multimedia Prod.

Tą płytą zainteresowałem się tylko z powodu wielgachnego, włochatego i obrzydliwego pająka na okładce. Dziwne to, biorąc pod uwagę moją awersję to tych stworzeń, no ale niech będzie. Najwyraźniej panowie bardzo lubią pajączki, skoro nazwali zespół Arachnes i mają je na okładkach. Co kto lubi. No ale do rzeczy.

Tak więc mamy okładkę niczym kadr z filmu "Atak Pająków". Jakoś to przełknąłem, ale i zaciekawiło mnie to. Postanowiłem sprawdzić, co też się pod nią kryje. Według źródeł wszelakich miał to być sprawnie zagrany Power Metal. No i fajnie. Zaciekawia już samo intro, Osonzes, które w sposób adekwatny wprowadza słuchacza w odpowiedni nastrój. Prawdziwie bitewny i epicki. To bardzo dobrze, bo dalej mamy Battle To The Victory, numer utrzymany w stylu panów z Rhapsody. Ale uwaga - to nie jest zarzut. Wszelkie proporcje zostały właściwie utrzymane i nie ma tu tego kompozycyjnego, orkiestrowego rozmachu. I bardzo dobrze. Zamiast tego mamy galopujący utwór z ciekawymi zmianami tempa. Dodajmy - bardzo dobry utwór. Pozytywne wrażenie podtrzymuje tytułowy Primary Fear. I absolutnie nie przeszkadza mi to, że nadal słychać tu echa Rhapsody. Dużo bardziej interesują i przede wszystkim cieszą mnie gitarowo-klawiszowe pojedynki i pościgi w wykonaniu braci Franka i Enzo Caruso. To co robią ci panowie, naprawdę może się podobać. Równie dobrze jest w iście epickim The Warning. Bardzo sprawnie zagrany i interesujący kawałek, głównie z powodu wspomnianych już przeze mnie gitarowo-parapetowych pojedynków. Może podobać się także mocny, gitarowy riff. Still Waters to pierwszy z całej plejady, instrumentalny utwór na Primary Fear. Wolny, mroczny i niepokojący. Następny w kolejce Thriller to nie jest cover skądinąd znanego Majkela, spokojnie. Rozczarowani? Trudno. Zamiast tego mamy kolejną, instrumentalną kompozycję ze wspaniałymi melodiami i neoklasyczno-progowymi podjazdami. Niektóre momenty mogą kojarzyć się z dokonaniami panów z Symphony X. To wrażenie podtrzymuje To Escape Death. Bardzo dobry, mocny gitarowy riff i interesujące melodie. No i śpiew wokalisty przypominający nieco manierę LaBrie. Chciałbym po raz kolejny podkreślić umiejętności muzyków. Z całą pewnością nie są to jacyś podrzędni grajkowie ale ludzie, którzy wiedzą do czego służą instrumenty i w jaki sposób można je wykorzystać. Not Fair (Prelude) to kolejny utwór instrumentalny. Który to już? Trzeci, prawda? Pomimo faktu, że dużo ich na tej płycie to absolutnie nie przeszkadzają one w odbiorze całości. Not Fair to powrót do klimatów przypominających troszeczkę dokonania wspomnianych panów z Rhapsody. I znów nie ma tu niepotrzebnego udziwniania i rozmachu kompozycyjnego. Prosty, pędzący kawałek, to wystarczy. Tota Pulchra to jakby mogło się wydawać popis grania na kościelnych organach, jeśli wiecie co chcę powiedzieć... I w sam raz nadawałaby się ta ścieżka do jakiegoś starego horroru o pająkach. My Old Refuge ma w sobie wszystko to, co zdążyłem już wymienić, jeśli chodzi, o te "pełnoprawne" kawałki z wokalem. Choć będę się upierał, że nie należy traktować tych instrumentalnych jak zapychaczy. Wszystkie razem tworzą jedną spójną całość. Zaskakuje za to ale i cieszy obecność ballady My Son And I. Delikatny, rozmarzony utwór, który nijak nie pasuje do zawartości tego krążka. Do tego fajny tekst, ładnie "opakowany" w muzykę. Przyznam, że to mój faworyt na tej płycie. Bo takie utwory pisać trzeba umieć, na kolanie nie da się tego zrobić. A wokalnie znów nieco w stylu LaBrie. I na koniec szum morza. Z kolei takich utworów jak Running In The Labyrinth nie powstydziłby się sam Król i Mistrz neoklasycznego grania, pan Yngwie Malmsteen, tyle że on dałby tu kilkuminutowy popis gry solowej. W przypadku tego utworu solowych wygibasów brak. I bardzo dobrze. Do tego interesująca zmiana tempa i krótka solówka przypominająca popisy Adriana Smitha. Płytę kończą dwa utwory instrumentalne. Pierwszy z nich to Eruption. Nie, to nie jest cover Van Halen. Raczej bardzo udana próba powerowo-neoklasyczno-progowego wymiatania w stylu Deep Purple. Można się zdziwić takim miksem, nie? Próba bardzo udana i jest to jeden z najjaśniejszych momentów tego wydawnictwa. Scherzo In E Minor to taka neoklasyczna muzyczna miniatura. Może być, mi na niezbyt się podoba, ale zespołowi do gustu przypadła i nic mi do tego. Na zamknięcie albumu była w sam raz.

Jak podsumować ten krążek? Chyba krótkim - nareszcie coś, czego da się słuchać. Nie zrozumcie mnie źle. Większość płyt z taką muzyką jest nużąca i wtórna do bólu. Tu też można powiedzieć, że to wszystko już było, ale zespół znalazł sposób na zainteresowanie słuchacza umiejętnym mieszaniem stylów i muzycznych wpływów. Udało się zachować równowagę. Są galopady, są zwolnienia, progowe wymiatanie, killerskie wymiany solówek i jest nieodzowna ballada. Czego chcieć więcej? Jestem bardzo zadowolony, że ta płyta znalazła się w mojej kolekcji. Na pewno będę do niej często wracać. Polecam, nikt nie powinien być zawiedziony.

Oficjalna strona zespołu: www.arachnes.it

Vincent
lipiec 2010