Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

ANYONE'S DAUGHTER - Adonis [1979]
Wydawca: Wintrup Music / 101 Distribution / Zoom / Tempus Fugit

  1. Adonis
    Part I: Come Away
    Part II: The Disguise
    Part III: Adonis
    Part IV: The Epitaph
  2. Blue House
  3. Sally
  4. Anyone´s Daughter
Adonis

Skład: Harald Bareth - śpiew, gitara basowa; Uwe Karpa - gitary akustyczne 6 i 12 strunowe, gitary elektryczne; Kono Konopik - perkusja Haymana; Matthias Ulmer - instrumenty klawiszowe (fortepian, fender rhodes, ARP Omni, mini moog, organy Hammonda), chórki

Produkcja: Anyone's Daughter

Anyone's Daughter to niemiecka neoprogresywna formacja, założona w latach '70 ubiegłego wieku. Debiutancki album Adonis nagrywano jesienią 1978 roku, a na wiosnę roku następnego był już w sprzedaży. Najsłynniejszy neoprogresywny zespół Marillion dopiero co został założony i musiało upłynąć ładnych parę lat zanim wydali debiut. Co ciekawe, wiele momentów na tym krążku przypomina twórczość wczesnego Marillionu, co spowodowane jest być może podobnymi inspiracjami, bądź po prostu Fish i spółka odkryli Anyone's Daughter, kiedy ci koncertowali u boku Alexisa Kornera. Tak czy owak wydaje mi się, że gdyby grupa pochodziła z Anglii, osiągłębały większy sukces. Adonis to jedna z dwóch anglojęzycznych płyt, jaką Niemcy nagrali i od razu widać start z wysokiego pułapu.

Album otwiera tytułowa suita Adonis, która na 24 minuty przenosi nas w mitologiczne rejony starożytnej Grecji. Utwór podzielono na 4 tematy i pierwszym z nich jest Come Away. Piękne, gitarowe brzmienia do złudzenia przypominają to, co zaprezentowała parę lat później grupa Marillion. Niemal identyczne melodie pojawią się na Misplaced Childhood. W tym pierwszym fragmencie mamy także trochę nietercjowych partii wokalnych kojarzących się z muzyką dawną (ars nova) oraz fragment kojarzący się z wyczynami Pink Floyd (Dogs). Swoją drogą, grupa Voivod wiele lat później też sobie na ten temat pofolgowała na płycie Angel Rat. Druga część, The Disguise zaczyna się od partii niczym żywcem wyjętej z Tarkusa Emerson Lake & Palmer (niemal identyczne pochody na syntezatorze), dalej mamy zastosowane unisono bębnów z gitarą, coś a'la wczesne Genesis, ale Iron Maiden też w ten sposób grali w latach '80, tyle że ostrzej. Część trzecia, Adonis to również coś podchodzącego pod twórczość Genesis. Mamy tutaj do czynienia z ciekawą solówką na keyboardzie, a w dalszej części grupa zbliża się do muzykowania bardziej awangardowego w stylu Van Der Graaf Generator, czy też po części Jethro Tull (okres, kiedy nagrywali długie progresywne suity). Czwartym i ostatnim tematem tego epickiego utworu jest The Epitaph, bardzo podniośle i wzruszajaco, jak później prezentowała się twórczość grup Pendragon oraz Marillion. Nie zabrakło świetnych solówek na koniec i tym zwieńczone dzieło pretenduje do miana progresywnego majstersztyku, nie ustępując najlepszym kompozycjom w tym gatunku. Płytę uzupełniają jeszcze trzy mniej znaczące nagrania. Pierwsze z nich to ciekawy utwór instrumentalny, będący jakby przedłużeniem impresji tytułowej, aczkolwiek nie porywa już w taki sam sposób jak suita. Intro do tego numeru stanowi fajne solo na klawiszach, dalej jednak mamy do czynienia raczej ze spokojnym, bardzo stonowanym graniem. Sally to z kolei utwór ze skoczną partią fortepianu oraz saksofonowym solem, nieco przypominający dokonania Genesis, ale moim zdaniem jest całkiem średni i jakby niepoważny na tle reszty. Kompozycja Anyone's Daughter wieńczy krążek i jest dosyć długa, może za długa, bowiem nie jest skonstruowana tak, że trzyma w napięciu. Po delikatnym floydopodobnym intro mamy do czynienia z ciekawymi partiami organów Hammonda, ale Keith Emerson robił to z większą werwą. Po klasycznej, gitarowej nucie następuje solówka i szybki rytm, który sprawia, że krew krąży szybciej, ale i tak mam ochotę po prostu odpalić krążek od początku, zanim przestaje się kręcić. Bo Adonis to przede wszystkim tytułowa suita, która jak dla mnie jest dziełem wybitnym.

Szkoda, że grupa nie osiągnęła większego sukcesu i od trzeciej płyty widząc, że nie ma szans konkurować z brytyjskim rockiem, zaczęła nagrywać niemieckojęzyczne krążki. Jednak tej debiutanckiej płyty niczym nie zdołali pobić. Może mieli zwyczajnie wyjątkowy napływ weny, albo po prostu uznali w dalszym okresie, że wypadałoby poszukać własnego stylu, bo Adonis to po prostu zlepek tego wszystkiego, co w progresywnym roku zostało powiedziane w latach '70 ubiegłego wieku, wszystkiego co najlepsze. Płytę można postawić obok najwspanialszych krążków progresywnego rocka. Nie tylko z lat '70.

Oficjalna strona zespołu: www.anyonesdaughter.de

LSDisease
listopad 2010