|
Skład: Simo Silvan - śpiew; Timo Niemistö - gitara, chórki; Antti Hakulinen - instrumenty klawiszowe; Klaus Wirzenius - gitara basowa; Jari Kuokkanen - perkusja
Produkcja: Timo Niemistö
Muszę wyznać, że mam jakiś dziwny sentyment do wydawnictw wypuszczanych przez wytwórnię Lion Music. Niemal wszystkie krążki z tej kuźni podobają mi się, a sporą część z nich uważam za dzieła ponadprzeciętne. Do grona szanowanych przeze mnie grup wydawanych przez tę wytwórnię dołącza neoklasyczno-symfoniczno-progmetalowa formacja Anthriel.
Zespół pochodzący z Finlandii powstał już w 2004 r. z inicjatywy trzech muzyków - gitarzysty i głównego kompozytora Timo Niemistö (gdzieś już spotkałem się z tym nazwiskiem), klawiszowca Anttiego Hakulinena i perkusisty Jariego Kuokkanena. Jak widać po dacie wydania debiutu, od momentu uformowania się grupy do edycji pierwszego pełnometrażowego krążka minęło sześć długich lat (wcześniej w 2007 r. pojawiło się tylko trzyutworowe EP o tytule Visions Of Inner Light And Deeper Thoughts). Za moment przełomowy formacja uważa koniec roku 2008, kiedy to w jej szeregach pojawił się wokalista Simo Silvan, mający za sobą lekcje klasycznego śpiewu. Sama nazwa grupy już wydaje się ciekawa; jest to imię jednego z archaniołów odpowiadających za balans i harmonię. Na debiutanckim krążku o tytule The Pathway mamy serię opowieści tworzących jeden wspólny koncept. Tematyka tekstów zainspirowana została ponoć przez R.A. Salvatore i jego "Forgotten Realms: The Dark Elf Trilogy". Liryki opowiadają o pewnym człowieku, który nagle traci wiarę w swoją dotychczasową filozofię życia i rozpoczyna podróż mającą pomóc mu odnaleźć jego własną krainę obiecaną i wewnętrzną harmonię. Muzycznie zespół prezentuje mieszankę stylów Symphony X, Vindictiv i Yngwiego Malmsteena, sporadycznie nawiązując do swych rodaków ze Status Minor (chociaż akurat tamta kapela miała więcej ciągot do power metalu). Styl ten dobrze obrazuje pierwsze w zestawie Devil's Lullaby. Sporo tu nawiązań do Malmsteena z okresu mniej więcej Fire & Ice i do twórczości Symphony X, ba, mógłbym nawet wskazać konkretny kawałek tych ostatnich, z którego Finowie pożyczyli sobie kilka taktów i to w sposób niemal w stu procentach zgodny z oryginałem. Technicznie bez zarzutu, melodycznie wprawdzie mało oryginalnie, ale jak ktoś lubi takie klimaty, to łyknie utwór wzorem młodego pelikana. Dalej prawdziwa bomba, numer zatytułowany Mirror Games, którym grupa próbuje się promować na YouTube. Pokochałem go od pierwszego usłyszenia. Tu również ciężko o jakąś oryginalność, bo słyszałem już podobne patenty i u Francuzów z Adagio dwa lata temu, a w zeszłym roku nawet Saxon popełniło coś podobnego w utworze Battalions Of Steel. Mowa o specyficznie aranżowanych "dawnych" chórach i ich wpleceniu w struktury kawałka. Coś wspaniałego, to naprawdę dodaje kompozycji odpowiednio mrocznego klimatu. Mógłbym się tu długo rozwodzić nad tym, jakie to świetne nagranie, lecz dajmy szansę kolejnym pozycjom w zestawie. Początek trzeciej ścieżki też przywodzi na myśl zamki i lochy sprzed ponad połowy tysiąclecia. Dalej Guardian to już spokojniejsza i jakby wolniejsza kompozycja, momentami mogąca kojarzyć się z nieco balladowymi hymnami z gatunku power metalu, ale i skręcająca w mroczniejsze klimaty. Przy pierwszym odsłuchu nie wydała mi się tak porywająca, może w związku z syndromem wspaniałego poprzednika, jednak szybko ją pokochałem i teraz uważam za najlepszą wśród tutejszych ścieżek. Repression jest pewnego rodzaju miniaturką, która również musi kojarzyć się ze średniowieczem. Bardowski nastrój, jak z muzyki dworskiej, lub też z przygotowań do rycerskiego turnieju. Fani Blind Guardian, zapoznajcie się z tym nagraniem koniecznie. Następne w kolejności Haven Of Grace wydaje się zaczynać tam, gdzie kończył się poprzednik. Klimat nadal łagodny, chociaż pojawiają się ostrzejsze, bardziej dynamiczne momenty. Nawet podczas nich atmosferę łagodzi głos wokalisty. Tutaj coś dla siebie mogą znaleźć z kolei miłośnicy Dream Theater z czasów Images And Words, aczkolwiek od razu zaznaczę, że piosenka Anthriela nie jest aż tak bardzo rozbudowana jak utwory ze wspomnianego dzieła Nowojorczyków. Pora na coś szybszego i oto otrzymujemy Dark Divided Minds. Miałem jakieś dziwne przeczucie, że po całkiem niezłym wstępie nastąpi coś mniej ambitnego i faktycznie, więcej tu grania podchodzącego pod prosty power metal. No, może obyło się bez galopad na dwie centralki, ale ogólny klimat numeru z tym gatunkiem się kojarzy. Oczywiście ścieżki da się słuchać, niemniej jednak spodziewałem się czegoś lepszego i stąd moje kręcenie nosem. Moim oczekiwaniom zadośćuczynia natomiast bardziej progresywne, instrumentalne The Deliverance. Umiejętnie dodano tu nawiązania neoklasyczne i ozdobiono kawałek elementami ilustracyjnymi. Jedyny mankament, to długość utworu, jest on bowiem bardzo krótki. Controversial Euphoria wyróżnia się z setu swoją ciężkością gitar. Tu już bym się doszukiwał inspiracji dokonaniami Dream Theater z epoki Awake, albo jeszcze trafniej, ostatnią płytą szwajcarskiej ekipy Silent Memorial. Nie mam nic przeciwko temu, bo lubię takie granie. Light Divine to kompozycja poprawna, chociaż brakuje w niej czegoś porywającego, czegoś zapamiętywalnego. Rozumiem, że ciężko jest nagrać płytę złożoną z samych hitów, coś musiało być słabsze i padło akurat na tę ścieżkę. Jakiś poziom został zachowany, jednak nie obraziłbym się, gdyby tu kapela więcej pokombinowała z rytmem i powrzucała jakieś smaczki. Pozycja dla fanów tzw. melodic metalu. Dalej ilustracyjna miniatura o tytule Scent Of Dawn. Numer nadałby się do jakiegoś filmu, nawet dla takiego dla dzieci - coś pokroju "Króla Lwa" i tym podobnych produkcji. Co do Promised Land mam mieszane odczucia. Z jednej strony trochę w tym progresu na wzór Pantommind, co mnie się akurat podoba, ale z drugiej jest tutaj i coś z power metalu, którego w jego najczęściej spotykanej formie niezbyt trawię. Efekt taki, że raz to lubię, a raz nie. No nic, jest jeszcze zamykające album Chains Of The Past. Linie wokalne mogłyby być lepsze, ale ogólnie kompozycja się broni. Dla miłośników grania neoklasycznego umieszczono tutaj wstawkę, która powinna ich zadowolić. Brzmi ona jak wolniej zagrane ekscerpta z płyt wirtuoza gitary, Joe Stumpa. Druga część płyty wydaje mi się słabsza, lecz jak już wspomniałem, wszystkie nagrania trzymają odpowiedni poziom, więc nie ma co narzekać.
Tą płytą Anthriel pozyskał moje zaufanie i dołączył do grona kapel "obserwowanych". Będę czekał na kolejne wydawnictwo autorstwa tej ekipy i będę trzymał kciuki, by było ono jeszcze lepsze. Album polecam fanom Symphony X, Yngwiego Malmsteena, Vindictiv, Silent Memorial i Adagio, bo to zdecydowanie pozycja dla nich.
Oficjalna strona zespołu: www.anthriel.com
Oficjalny profil na MySpace: www.myspace.com/anthrielmusic
Guitarrizer październik 2010
|