|
Skład: Randy Black - perkusja i instrumenty perkusyjne; Jeff Waters - gitara, gitara basowa, śpiew
Produkcja: Jeff Waters
Nadszedł wielkimi krokami, zniszczył co się dało i poszedł dalej. Kto taki? Annihilator. Tym razem w osobie samego Jeffa Watersa, który prawie sam zagrał na tej płycie, napisał teksty i zaśpiewał. Pomogli mu perkusista Randy Black oraz... Aaron Randal. Swoją drogą, Waters albo ma pecha do współpracowników, albo jest zbyt wymagającym szefem. Wypróbowując kolejnych muzyków, szef Annihilator doszedł do wniosku, że będzie najlepiej, gdy samotnie zabierze się do dzieła.
Jak pomyślał tak zrobił, a efektem tej pracy jest album King Of The Kill. Płyta, która jest raczej propozycją bardziej dla fanów tradycyjnego heavy metalu niż dla zwolenników thrashu, ale jedni i drudzy nie mogą przejść obok tego wydawnictwa obojętnie. Watersowi udało się bardzo zgrabnie połączyć różne gatunki metalu w bardzo dobrą całość. Miejscami może niespójną, ale w żadnym wypadku nieciekawą, bo zaciekawia już początek płyty. The Box - wolny, wręcz walcowaty utwór, traktujący o zgubnym wpływie pudła zwanego potocznie telewizorem i przemysłu telewizyjnego... czy jak to tam nazwać. Mocno pachnący klimatami industrialnymi (nie bijcie), mocno odmienny od tego, co robił Waters do tej pory. I może właśnie dlatego ten numer trafił na początek płyty. Dalej już jest zupełnie inaczej, bo oto król lew zaryczał. King Of The Kill z dumnym i mocarnym tekstem, w którym nasz bohater nie krępuje się i oznajmia wszem i wobec, że teraz on tu rządzi. I słuchając tego kawałka trudno się z tym nie zgodzić. Niektórzy twierdzą, że to najlepsza kompozycja, jaką Watersowi kiedykolwiek udało się napisać. Trudno się z tym sprzeczać i polemizować, choć ja jestem zdania, że dopiero kolejny utwór, zatytułowany po prostu Annihilator, jest tym najlepszym. Absolutnie niszczący wszelkie obiekty numer ze złowieszczym tekstem, który jest tu podparty doskonałym podkładem muzycznym. Doprawiony niesamowitym refrenem. No, kto się nie ugnie pod siłą takiego argumentu? Jest w tym nagraniu coś niepokojącego, wręcz hipnotyzującego, taka hmmm, czysta, mechaniczna moc. Niewątpliwie przebłysk niesamowitej klasy Watersa, niektórzy nawet mówią, że geniuszu. Doskonały, kroczący rytm mocarnych gitar, gdy się wsłuchać, można niemal usłyszeć bitewny zgiełk, wybuchy i wrzask wyrzynanych w pień mężów. Po prostu Annihilator. Radosny, łobuzerski Bad Child oraz następujący po nim 21 mają zdecydowanie rozrywkowy charakter, choć ten pierwszy znawcom może kojarzyć się z AC/DC. I nie ma się czemu dziwić - Waters nigdy nie ukrywał swojej sympatii do do tej brytyjsko-australijskiej grupy i często na koncertach grał z zespołem swoją, notabene bardzo udaną wersję Live Wire, czy też Riff Raff. Bliss to taka gitarowa miniatura, nic więcej niż chwila oddechu i ozdobnik płyty. Second To None to utwór o stricte antynarkotykowej wymowie. No cóż, Jeff może nie był tak wytrawnym smakoszem i znawcą jak jego rudy kolega po fachu z Megaśmierci, ale niewątpliwie miał w tej materii co nieco do powiedzenia. Hell Is A War to takie watersowskie One. Zmiennonastrojowy z niepokojącym tekstem i świetnie opakowany muzycznie. Kwestia utworu Speed. Jest to wyraz fascynacji Watersa wyścigami samochodowymi serii Nascar. Jak głosi fama, Jeff był/jest wielkim fanem tych wyścigów i ponoć nawet brał w nich udział. Podobno często, gdy nie jest zajęty w swoim domowym studio i nie jest akurat w trasie, można go spotkać na torze wyścigowym w Vancouver, podczas gdy odbywają się na nim wspomniane zawody. Catch The Wind to bardzo ciekawy, instrumentalny utwór, jakiego próżno szukać na innych albumach Annihilator. Razem z Bliss można zaliczyć go do takich trochę zapełniaczy, choć należy pamiętać, że nasza Zosia-samosia lubi się popisywać swoimi gitarowymi umiejętnościami. Zamykający album Fiasco poprzedzony, ekhem, odgłosami z kibla rodem, to taki radosny i pozytywny utwór w sam raz na koniec krążka.
Tak kończy się podstawowa część płyty. Na niektórych wydaniach jako bonus pojawiła się jeszcze rozmarzona i miłosna ballada Only Be Lonely. Potem następuje cisza i można znów odpalić pudło. Naprawdę warto zapoznać się z tym dziełem. Hmmm, a nawet trzeba. Polecam.
Oficjalna strona zespołu: www.annihilatormetal.com
Vincent listopad 2009
|