|
Skład: Lawrence Mackrory - śpiew; Johan Reinholdz - gitara; Gert Daun - gitara basowa; Martin Hedin - instrumenty klawiszowe; Thomas Lejon - perkusja
Produkcja: Daniel Bergstrand
Każdego roku wychodzi tysiące płyt i w takim natłoku wydawnictw łatwo jest coś przeoczyć. W 2001 r. zadebiutowała szwedzka załoga Andromeda albumem Extension Of The Wish, który należy do takich krążków przeze mnie przegapionych. Płytę odkryłem dopiero około roku temu i mogę ją polecić fanom melodyjnego progmetalu.
Sama formacja powstała w 1999 r. i dość szybko podpisała kontrakt z wytwórnią WAR Music. Istniał tylko jeden problem - brakowało odpowiedniego wokalisty i wydawca materiału na debiutancki krążek zaproponował sesyjnego gardłowego, Lawrence'a Mackrory'ego, wcześniej śpiewającego w death metalowej kapeli Darkane. Jak się on spisał w zupełnie odmiennym repertuarze, nie wiem. W moje ręce wpadła ponownie wydana wersja płyty, która została zremiksowana i zawiera podmienione linie wokalne na te pochodzące od nowego wokalisty - Davida Fremberga. Barwa jego głosu i sposób śpiewania przypomina mi trochę Mike'a Anderssona z Cloudscape i Silent Memorial, może to i nic szczególnego, ale tutejszej wspaniałej muzyki w żaden sposób nie kaleczy. Stylistycznie zespół jest czymś pomiędzy wczesnym Dream Theater a Pain Of Salvation, z tym że grupa dysponuje też dużą dozą własnej rozpoznawalności. Jest ona oparta na sporej roli klawiszy i charakterystycznym sposobie gry gitarzysty Johana Reinholdza - klimat nagrań przywodzi na myśl morza i kosmos, idealnie kojarząc się z okładką do pierwszego wydania płyty. Urzeka już numer otwierający wydawnictwo, zatytułowany The Words Unspoken. Wspaniała gitarowa zagrywka na wstep, za nią specyficzne dla progmetalu rytmy, wreszcie krótkie ale treściwe gitarowe solo i bardzo ciekawa praca sekcji rytmicznej. W pewnym momencie utwór przyspiesza plasując się bliżej zespołów heavy/power metalowych jak choćby Stratovarius. Mnie odpowiadają zdecydowanie bardziej te progmetalowe fragmenty, powtarzany główny motyw i solówki klawiszowo-gitarowe, ale i tak całe nagranie najlepiej do mnie trafiło z całej twórczości Andromedy. Zawsze słucham go kilka razy z rzędu - taką ma siłę przyciągania. Na pierwszym daniu muzyczna uczta się nie kończy. Drugie w zestawie Crescendo Of Thoughts jest jeszcze bardziej progresywne i do samego początku serwuje wiele ciekawych zagrywek i aranżacji. Podobaja mi się tu wszystkie partie instrumentów, a przyczepiłbym się jedynie do linii wokalnych, które jednak można by zaaranżować ciekawiej. Tak czy inaczej, doskonały popis umiejętności instrumentalistów, jak by nie było liczących sobie w momencie wydania płyty nieco ponad 20 lat na osobę. W solówce tym razem przebłyskują gdzieś motywy neoklasyczne, ale nie są one aż tak natarczywe jak u większości kapel umoczonych po uszy w takiej stylistyce grania. Klimat zmienia się znacznie wraz z In The Deepest Of Waters, które jest nagraniem mroczniejszym, z większą dozą niepokoju. Momentami można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z chaosem, lecz jest to wszystko bardzo przemyślane. Trochę w tym ze stylistyki Symphony X, może i nieco z pierwszego, niemal instrumentalnego debiutu Malmsteena, wciąż jednak wszystko osadzone jest w progmetalu, nawet w jakimś stopniu nawiązującego do późniejszego oblicza Dream Theater. Ten kawałek też jest dobry, ale że znam wiele podobnych, już nie robi na mnie takiego wrażenia jak jego poprzednicy. Star Shooter Supreme w skrócie, jest ciężki, ostry, dynamiczny i dość skoczny. Drastycznie zmieniają się tu linie wokalne na jakby bardziej charcząco-pijackie, zupełnie jak gdyby śpiewał tu jakiś Rob Zombie. I tak dobrze się tego słucha, chociaż gdzieś zanika ta magia znana z początku albumu. W dobrze znane rejony grupa powraca wraz z Chameleon Carneval. Większy nacisk na melodykę i eksplorowanie skal da się zaobserwować w tej całkowicie instrumentalnej kompozycji. Muzycy popisują się swoimi umiejętnościami, ale i wykazują niesamowitą wyobraźnię, jeśli chodzi o rozmaite rozwiązania rytmiczne i melodyczne. Tytułowe Extension Of The Wish w pewnej części brzmi bardzo ilustracyjnie i może przypominać płyty gitarowych wirtuozów. Mankamentem z mojego punktu widzenia są dziwnie wypadające wokale, chwilami bardzo nieczytelne i jakby wzięte z zupełnie innego gatunku muzycznego (z industrialu?). Mimo iż wiele tu ciekawych melodii, jakoś ścieżka nie do końca mnie do siebie przekonuje (powinna jednak spodobać się fanom bardziej klasycznego rocka progresywnego). Za to podoba mi się kolejne Arch Angel, kompozycja zbliżona do tego, co później będzie robił również szwedzki zespół Seventh Wonder. W połowie utworu nieco niepotrzebnego tym razem "malmsteenowania", ale nie psuje to odbioru całości. Naprawdę dobry numer. Tu kończył się album w jego pierwotnej postaci, remiksowana reedycja o tytule Extension Of The Wish - Final Extension zawiera jeszcze dwa dodatkowe nagrania. Journey Of Polyspheric Experience jest pewną formą przejściową między progresywnym rockiem a metalem, jeszcze jedną ścieżką dość łagodną w brzmieniu i zarazem osobliwie skomplikowaną w odbiorze. Coś jakby Marillion skrzyżować z wczesnym Dream Theater. Końcowe gitarowe solo, chyba w dużej mierze improwizowane, też może się podobać. Ostatnia pozycja z zestawu, czyli Eclipse, to również coś dla fanów łagodniejszego i mniej dynamicznego grania. W pewnym sensie można ją uznać w jakimś stopniu za balladę. Klimatyczna, nastrojowa, momentami nieco ponura, zupełnie jakby grał tu kompletnie inny zespół (najprawdopodobniej takie Candlemass by nie pogardziło niektórymi partiami gitar).
Największą siłą krążka jest to, że każdy z muzyków zna tu swoje miejsce. Poszczególne partie są przemyślane, członkowie grupy dzielą się wypełniając swoją grą ich struktury. Ba, nawet gdy się "pojedynkują", wszystko zdaje się być dopięte na ostatni guzik. Biorąc pod uwagę fakt, że większość kapel z gatunku to tylko klony Dream Theater, Andromeda jawi się jako zjawisko dość innowacyjne. Polecam.
Oficjalna strona zespołu: www.andromedaonline.com
Guitarrizer styczeń 2011
|