|
Skład: Ewa Domagała - śpiew; Henryk Kasperczak - lutnia, teorba, saz, r'bab, dudy, bladder pipe; Marek Domagała - gitary, gitara akustyczna; Łukasz Kulczak - gitary; Kacper Stachowiak - perkusja; Szymon Guzowski - gitara basowa
Gościnnie: Bartłomiej Stankowiak - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Piotr Jackowiak
Łączenie rocka progresywnego z muzyką dawną musi jawic się jako zjawisko interesujące i to nie tylko w Polsce, ale i w skali światowej. Na pomysł sprawdzenia, co wyjdzie z połączenia rockowych gitar, łacińskich pieśni i egzotycznych instrumentów, takich jak lutnia czy teorba, wpadł poznański zespół Amaryllis. Eksperyment ten okazał się nadzwyczaj udany - Inquietum Est Cor to jedyna w swym rodzaju, pobudzająca wyobraźnię, muzyczna podróż do czasów średniowiecza.
Pomysłu na powstanie grupy dostarczył przypadek, z ciekawości połączono pieśń z XII wieku z typowo rockową strukturą, czyli gitarami, instrumentami klawiszowymi i perkusją. Później do ekipy dołączył drugi gitarzysta oraz lutnista grający również na teorbie, co bardzo wzbogaciło brzmienie materiału. W 2005 r. Amaryllis zarejestrowało swoje pierwsze demo, w tym też czasie pojawiły się plany koncertowe - pierwsze koncerty zespół zaczął dawać w roku kolejnym, po tym jak ukształtował się jego bieżący skład. Jesienią roku 2006 formacja nagrała debiutancki singiel o tytule Prologos, który został bardzo przychylnie przyjęty i uzyskał wiele pozytywnych recenzji, dalsze prace zaowocowały nagrodami Grand Prix Spring Rock Festiwalu i Song of Song Music Festiwal. Debiutancki album o tytule Inquietum Est Cor finalnie ukazał się we wrześniu 2009 r. Styl prezentowany przez grupę to nowoczesny rock progresywny połączony z łaciną rodem z klasztornych chorałów. Efekt tego zabiegu jest taki, jakbyśmy wrzucili do jednego worka to, co kilka lat temu prezentowała formacja Era czy Gregorian i muzykę takich legend progresu jak Marillion i Rush. Płytę pod względem strukturalnym można podzielić na dwie części - pierwszą, składającą się z utworów oznaczonych numerami nieparzystymi, którą opiszę tylko pokrótce i drugą, czyli kompozycje właściwe. Tak więc pierwsza ze wspomnianych części to po prostu krótkie intra wprowadzające słuchacza w klimat przed ścieżkami parzystymi. Zazwyczaj są to różnego rodzaju odgłosy występujące w środowisku naturalnym, czy też w życiu codziennym, tak więc mamy odgłosy lejącej się wody, dźwięki wydobywane z uderzenia w kościelne dzwony itp., sporadycznie inne nuty generowane przez bogate, jak by nie było, instrumentarium. Pierwszym z utworów właściwych jest tytułowe nagranie Inquietum Est Cor (w wolnym tłumaczeniu "Niespokojne Serce"). Inspiracji dla warstwy lirycznej dostarczył tu św. Augustyn, który w swoich czasach z łaciną był na co dzień. Numer rozpoczyna się od bardzo łagodnego, niemal balladowego wstępu zagranego przy użyciu instrumentów dawnych, na tym tle pojawia się śpiew wokalistki, po czym mamy do czynienia z rasowym rockiem progresywnym, w dalszej części kompozycji za sprawą bardzo ciężkiego brzmienia gitar przechodzącym nawet w metal. Jak słychać, sporo się tu dzieje; najbardziej podoba mi się druga część kawałka, czyli cała sekwencja tego co przed i po solówce, wliczając również samo solo. Na pozycji czwartej znajduje się jeden z moich absolutnych faworytów wśród całego zestawu - Abyssus ("Otchłań"). Utwór mroczny, nasycony tajemniczością i duchem dawnych czasów, okraszony brzmieniem egzotycznym instrumentów, co sprawia, że całość wypada bardzo autentycznie (dodam, że tym razem słowa są autorstwa Marka Domagały). Numer jest bezbłędny, trafia do mnie absolutnie każda nuta i nie mógłbym się przyczepić do niczego, nawet gdybym chciał. Zupełnie inne rejony eksploruje Osculetur z tekstami sięgającymi "Pieśni nad pieśniami", wbrew pozorom mało religijnymi, a bardziej erotyczno-miłosnymi, no i przede wszystkim z muzyką nie przejawiającą już takiego niepokoju jak uprzednio. Tym razem nastrój jest bardziej subtelny, wiele fragmentów ścieżki przywodzi na myśl czasy średniowiecznej muzyki dworskiej, progresywnie robi się dopiero w okolicach gitarowej solówki, de facto zagranej na odpowiednim poziomie i co najważniejsze, pasującej do utworu. Inperayritz dla odmiany to kawał mięcha rzuconego na pożarcie maniakom progresu, znajdą oni bowiem tu dźwięki podobne do tego, co prezentowało Dream Theater i ich naśladowcy. Dużo ciężkich gitar, pokręcone riffy, nic prostego i łatwo strawnego, ale to nie jest muzyka do kotleta. Poza progresowacami piosenka powinna przyciągnąć też uwagę różnej maści filologów, a to z racji zapożyczonego tekstu z dwunastowiecznej El Libre Vermell. To już nie jest typowa, czysta łacina kościelna, tu mamy zalążki współczesnych języków narodowych (doszukałem się hiszpańskiego, portugalskiego i francuskiego). Udaną pozycją jest Quis Locus Est In Me, gdzie znów liryków dostarczył św. Augustyn, chociaż mnie bardziej interesuje warstwa muzyczna tego przedstawienia. Zresztą "przedstawienie" to bardzo dobre słowo, gdyż zespół sugestywnie niemal maluje dźwiękiem i aż prosi się, by nagranie trafiło jako podkład muzyczny pod jakąś sztukę teatralno-operową. Znakomity kawałek progresu, z wyróżniającą się tu i ówdzie linią basu, interesującymi aranżacjami pozostałych instrumentów (w tym i klawiszy), oczywiście wszystko podbarwione typowym dla zespołu archaicznym klimatem i wznosząco-opadającym głosem Ewy. Pavane silnie nawiązuje do klasyków progresu jak Marillion, Rush i Pendragon, więc powinno trafić w gusta głównie fanów tychze formacji. I znów na tym się nie kończy, bo znajdziemy wstawki przypominające muzykę hiszpańską (niekoniecznie akurat flamenco, raczej znów coś ze średniowiecznych klimatów dworskich) oraz ciekawostki filologiczne (anonimowy tekst z XVI wieku już bliższy francuskiemu niż łacinie). Ilustracyjny, wolny Lux Umbra Dei spodoba się osobom preferującym spokojne, nastrojowe kompozycje. Gdzieniegdzie ubarwiono utwór klawiszami przywodzącymi na myśl coś a'la Jarre (chwilowo przenosi to słuchacza w inny wymiar), z tym że jako całość ścieżka więcej wspólnego ma z progresywnymi balladami. Jak na standardy tego wydawnictwa dość prostym nagraniem jest Magnificat, ale ów wywód tyczy się tylko samej struktury kawałka i jego podkładów. Za to ujmuje mnie ciąg solówek zagranych za połową scieżki, naprawdę świetny i zaaranżowany z pomysłem ciąg gitar akustycznych i elektrycznych, gdzie nie obyło się bez wirtuozerii. W mój gust celuje psalmowe De Profundis, pojawia się w nim ta nutka niepokoju i wahania nastrojów, raz jeszcze głos wokalistki łagodzi ciężkość gitar, a instrumenty klawiszowe przenoszą piosenkę w inny wymiar (czasem nawet bliżej Eltona Johna). Po raz kolejny muszę wspomnieć o solówce, pod względem technicznym nie odbiegającej od najlepszych "zachodnich" wzorców. Ciekawą mieszankę stylistyczną ukazuje ostatni w zestawie i adekwatnie do tego zatytułowany Epilog. Z jednej strony sporo tu momentów nastrojowych, wpływających na słuchacza relaksacyjnie, z drugiej nie brak i elementów pewnego niepokoju i zadumy. Kompozycja rozwijająca się progresywnie, z kulminacyjnym punktem gdzieś w środku nagrania (okolice "hiszpańskich" gitar dworskich), całkowicie instrumentalna, co w niczym jej nie ujmuje, a nawet dodaje pewnego uroku.
Inquietum Est Cor to płyta nadzwyczaj udana, słychać, że muzycy ambitnie podeszli do sprawy i użyczyli materiałowi nie tylko swoich nieprzeciętnych umiejętności, ale i sporo serca. Zresztą w składzie zespołu i wśród ludzi z nim współpracujących znajdują się absolwenci szkół muzycznych, dyrygenci, wykładowcy uniwersyteccy oraz pasjonaci z profesjonalnym podejściem do tematu. Efektem finalnym ich pracy jest album będący udanym połączeniem talentu, doświadczenia i ciężkiej pracy. Krążek gorąco polecam.
Oficjalna strona zespołu: www.amaryllis.pl
Guitarrizer listopad 2009
|