Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

ALICE COOPER - Along Came A Spider [2008]
Wydawca: Steamhammer / SPV

  1. Prologue / I Know Where You Live
  2. Vengeance Is Mine
  3. Wake The Dead
  4. Catch Me If You Can
  5. (In Touch With) Your Feminine Side
  6. Wrapped In Silk
  7. Killed By Love
  8. I'm Hungry
  9. The One That Got Away
  10. Salvation
  11. I Am The Spider / Epilogue
  12. Shadow Of Yourself [iTunes bonus track]
  13. I'll Still Be There [iTunes bonus track]
  14. Salvation (Acoustic) [iTunes bonus track]
Along Came A Spider

Skład: Alice Cooper - śpiew; Keri Kelli - gitary; Jason Hook - gitary; Chuck Garric - gitara basowa, chórki; Eric Singer - perkusja
Gościnnie: Slash - dodatkowe gitary w [2]; Ozzy Osbourne - harmonijka w [3]; Bernard Howler - chórki; Danny Saber - gitara basowa, E-Bow, guitara, instrumenty klawiszowe, chórki; David Piribauer - perkusja; Greg Hampton - gitara, instrumenty klawiszowe, chórki; Steffen Presley - instrumenty klawiszowe; Whitey Kirst - gitara

Produkcja: Greg Hampton, Danny Saber i Alice Cooper

O Alice Cooper w zasadzie zapomniałem po tym, jak wydany został album The Eyes Of Alice Cooper. Nie przypadł mi on jakoś do gustu i sprawił, że nie sięgałem już po kolejne płyty Alicji. Jednak kiedy przeczytałem, że Cooper szykuje kolejny krążek i że bedzie to album koncepcyjny, a pojawi się na nim znowu plejada gwiazd, ciekawość zaczęła mnie zżerać i po prostu musiałem sięgnąć po to dzieło. Kanwę opowieści stanowi historia seryjnego mordercy zwanego Spider, który zwabia swoje ofiary w specjalnie spreparowaną sieć, ucina im nogi chcąc skompletować swojego "pająka" i wysyła liściki do policji. Czyż taka zapowiedź krążka jednego z mistrzów muzycznego horroru nie brzmi apetycznie?

Dla mnie jeszcze apetyczniej brzmiały sample, z których jawnie wynikało, że Alice jest w dobrej kondycji i wokalnie jego nowe wynurzenie nie odbiega zbytnio od bardzo lubianego przeze mnie albumu Hey Stoopid. Jest nadzieja na dobry krążek, pomyślałem. A jak to wygląda ostatecznie? Prologue / I Know Where You Live rozpoczyna opowieść i zgodnie z tytułem stanowi bardzo dobry prolog. Spider obserwuje swoją ofiarę z samochodu i po takim rekonesansie wie już o niej niemal wszystko. Pod względem tekstowym majstersztyk, wokalnie bardzo dobre sportretowanie sposobu myślenia zabójcy. Coś podobnego kiedyś zrobił King Diamond na swej płycie The Graveyard. Muzycznie już trochę gorzej, prztnajmniej z mojego punktu widzenia, bo bliżej tu do dokonań Alicji z lat '70 (kto preferuje jednak właśnie tamte wydawnictwa, będzie wręcz oczarowany). Te zapożyczenia z lat '70 są dziwnie modne ostatnio, jeśli wspomnieć chociażby niedawne dziecko Def Leppard, ale nie popadajmy w dygresję. Vengence Is Mine ma w sobie ten magiczny urok, że poodoba się od razu, a z każdym kolejnym przesłuchaniem jeszcze bardziej. Nic dziwnego, że kawałek został wybrany do promowania całej płyty. Mamy tutaj taki muzyczny miks tego, co Cooper prezentował we wczesnych latach '90 z czymś w klimatach Osbourne'owego Black Rain (sam Ozzy pojawi się zresztą w następnym numerze grając na harmonijce, ale szkoda że w tej piosence nie użyczył swego głosu), ze szczyptą co wolniejszych kompozycji Black Label Society (gitary brzmią wylde'owsko) i chaotycznymi solówkami jak w Velvet Revolver - wiosłuje tu Slash, więc nie ma się czemu dziwić. Chyba najlepszy numer w zestawie. Ciekawie jest w kolejnym Wake The Dead, gdzie, jak już wspomniałem, harmonijkę obsługuje Ozzy, ale nie jest on tu jedyną atrakcją. Wokalnie błyszczy sam Coooper i śpiewa inaczej niż zazwyczaj. Interesująco wypadają melodie i gitary, znów miks, tym razem brzmienia rodem jakby z Iron Butterfly In A Gadda Da Vida, do tego rytmy trochę zapożyczone z T. Rex i od Kravitza. Alice bardzo pozytywnie mnie zaskakuje, zwłaszcza że następne Catch Me If You Can to bardzo udana kontynuacja poprzednika. Teraz trochę bardziej dynamicznie, szybciej i przebojowo, refren niemal hair metalowy, choć wiadomo, że to już nie te czasy, ponownie nasuwają się skojarzenia z Leppardami A.D. 2008. Dodatkowy plus za wspaniałą aranżację w środku utworu, wręcz uwielbiam wyszukiwać na płytach takie smaczki. Wygląda na to, że Cooper się wreszcie odnalazł i jest to dla mnie dobry pretekst, by posłuchać też jego dwóch wcześniejszych krążków. (In Touch With) Your Feminine Side to już typowy hard rock późnych lat '70, o dziwo, też mi się ten numer podoba. Kawałek strukturalnie bardzo prosty i jak ktoś szuka jakiejś wirtuozerii, to jej nie znajdzie. Bliżej temu do takich niegdysiejszych gwiazd jak Slade czy wczesne Nazareth. Dobra piosenka, choć pozostaje w cieniu uprzednich. Wrapped In Silk wiele zyskuje w moich oczach, bo przypomina swym początkowym riffem tegoroczny przebój Satrianiego, ale to nie jedyny powód do radości. Fajny jest tutaj refren, słychać, że Alice na tym krążku bardziej się przyłożył i zadbał o wpadające w ucho linie wokalne. Jeden z najchętniej słuchanych przeze mnie numerów z zestawu. I znów Cooper mnie zaskakuje. Killed By Love to cholernie dobra ballada, bardzo nietypowa jak na tego artystę, nie jest to nic w klimatach ballad lat '80, więcej wspólnego ma ona z latami '70, może nawet z The Beatles. Intrygują chórki, inne niż zwykle wokale, no i tematyka jak na koncept tego albumu też zaskakująca - zabójca zakochuje się w swojej ofierze. Technicznie bez fajerwerków, ale w tym wypadku to akurat zaleta. I'm Hungry jest z kolei mieszanką starego dobrego Coopera z klasycznym KISS, a doprawiono owo danie niemałą szczyptą T. Rex (partie perkusji to typowe lata '70), choć wstępny riff zajechał mi nieco "Różową Panterą". Solówka najprawdopodobniej zaimprowizowana. Pojawiające się w piosence "Gimme, gimme, gimme" to chyba nabijanie się z Abby (jak by nie było, też lata '70) ;). The One That Got Away jest ukłonem w stronę miłośników sleaze rocka, Alice pokazuje juniorom, jak powinno się wykonywać ten gatunek. Zaprawdę powiadam wam, wolę w tej roli słuchać Coopera niż wynurzeń tych wszystkich pseudopunków. Jasnym punktem płyty jest też Salvation, pół-ballada. Alice ponownie śpiewa w nietypowy dla siebie sposób i chyba nie przesadzę zbytnio, jeśli porównam to do wczesnego Queen (ale i tak z domieszką Slade). Zazwyczaj Alicja śpiewa bardziej nosowo, tutaj pojawia się jakby gardłowa chrypka a'la Rod Stewart (czy ten gość też aby nie świętował największych triumfów w latach '70?). No i nadchodzi prawdziwie zabójcze zakończenie w postaci I Am The Spider / Epilogue. Niemal industrialne eksperymenty, dużo odgłosów jak z jakiegoś przemysłowego miejsca, zgrzyty, skrzypy, perkusja gdzieś nieco z tyłu, a na tym tle wręcz błyszczy głos Coopera. Nie jestem jakimś szczególnym znawcą industrialu, nie słucham go na co dzień, ale jak na mój gust, to Alice utarł nosa rownież wykonawcom z tego gatunku. Doskonałe zaknięcie krążka.

Jak na muzyczną opowieść, to naprawdę nie można się nudzić. Kto spisał starego Coopera na straty, musi teraz zweryfikować swoje podejście, bo Cooper wraca w cholernie dobrej formie. Zdecydowanie jeden z najlepszych albumów bieżącego roku. Jeszcze kilka takich i uznam 2008 za rok fenomenalny. Co się tyczy samego Coopera, to ten krążek można rownież śmiało uznać za jeden z najlepszych w jego dyskografii. "You trap, you kill, you eat...".

Oficjalna strona artysty: www.alicecooper.com

Guitarrizer
lipiec 2008