Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

ADAGIO - Archangels In Black [2009]
Wydawca: Listenable Records

  1. Vamphyri
  2. The Astral Pathway
  3. Fear Circus
  4. Undead
  5. Archangels In Black
  6. The Fifth Ankh
  7. Codex Oscura
  8. Twilight At Dawn
  9. Getsu Senshi
Archangels In Black

Skład: Stéphan Forté - gitary; Christian Palin - śpiew; Franck Hermanny - gitara basowa; Kevin Codfert - instrumenty klawiszowe; Eric Lébailly - perkusja

Produkcja: Stéphan Forté i Kevin Codfert

Adagio to francuska grupa z Montpellier skupiona wokół gitarzysty i kompozytora Stéphana Forté, która zadebiutowała w 2001 r. albumem Sanctus Ignis. Co ciekawe, przez jej skład przewinął się szerzej znany muzyk z Pink Cream 69 - wokalista David Readman, a zastapiony później przez brazylijskiego gardłowego Gusa Monsanto i wreszcie Fina Christiana Palina. Wydany w 2009 r. krążek o tytule Archangels In Black to już piąte dzieło formacji, jeśli wliczyć do dyskografii jedną płytę koncertową, za to pierwsze z Palinem za mikrofonem i zarazem moje pierwsze zetknięcie z twórczością tego zespołu.

Co też przyciagnęło mnie do tej kapeli, zwłaszcza że podobnie do niej grających są chyba setki? Zdecydowanie przypadek, ale nie żałuję, bo prezentowana przez chłopaków muzyka nawet trafia w moj gust. Ciężko jest okreslić w krótki sposób gatunek, w jakim grupa się porusza, a to ze względu na dość osobliwą mieszankę stylistyczną. Powiedzmy, że jest to neoklasyczny, symfoniczno-progresywny power metal ze wstawkami gotyckimi, thrashowymi i czasem podchodzącymi nawet pod death metal. Cóż, miłośników klasycznego hard 'n' heavy pewnie to odstraszy, ale ja czasem lubię takich eksperymentow posłuchać. Wyobraźmy sobie mieszankę Malmsteena (zwłaszcza z okresu War To End All Wars / Attack) z recenzowanym niedawno przeze mnie Hollow Haze, power metalowym Rhapsody i Pink Cream 69 (względnie Jaded Heart z krążka Sinister Mind), plus gdzieniegdzie nieco mocniejszego uderzenia. Ale po kolei. Otwierające wydawnictwo Vamphyri zaczyna się ostro i cholernie mocno, co może zmylić potencjalnego słuchacza. Thrashowy riff szybko przechodzący nawet w taką sieczkę, że nie powstydziliby się jej najbardziej wybredni death metalowcy, wkrótce opada nieco i dźwięki zaczynaja przypominać Malmsteena zagranego na manierę progresywną. Linie wokalne też jakby malmsteenowe, z barwą głosu przypominająca Johna Fahlberga obsługującego obecnie mikrofon w Jaded Heart i jeśli kogoś wspomniany wstęp nie zniechęci i wytrwa dalej, to całość może mu się spodobać. The Astral Pathway też dość ciężkie, ponownie sporo elementów progresywnych, słychać, że kapela stawia przede wszystkim na klimat, co potęgują jeszcze wplecione symfoniczne chóry. Podobać mogą się refreny, aranżowane trochę na modłę takich wykonawcow jak Pink Cream 69 czy Emerald Rain, chociaż pamiętać należy o tym, że Francuzi grają ciężej od wspomnianych. Fear Circus promuje wydawnictwo teledyskiem, choć nie jest to chyba najbardziej typowy numer dla tego krążka. Znów ciężki wstęp, w dalszej części więcej melodii, tym razem otrzymujemy miks PC69 z Last Tribe, tak więc kompozycja powinna trafic w gusta fanów tych dwóch zespołów. Mnie najbardziej zachwycają tu ścieżki perkusji i w ogóle sekcja rytmiczna, do reszty podchodzę już bez większego entuzjazmu. Za to pozycja dla mnie to następne w kolejce Undead. Trcohę chopinowski wstęp na fortepianie i dalej seria bardzo skocznych rytmicznie zagrywek, nie obyło się od wchodzących w growling wokali. Cos podobnego zrobił kiedyś George Lynch w swoich "Bestiach" na pierwszej solowej płycie, tam mi się to nie podobało, tutaj w pewien sposób dodaje kolorytu. Numer kojarzy mi się z Magnitude Nine i podobnie jak u tamtej załogi, tutaj także nie zabrakło świetnej solówki. Tytułowe Archangels In Black celuje wybitnie w publiczność metalową i to lubująca się w nastrojach symfoniczno-operowych. Wpleciono tu trochę rzeźni, ale i zadbano o bardzo melodyjne refreny. Nie wiem, czy takie zabiegi zyskają dla kapeli nowych fanów i jak cała płyta się sprzeda, ale ja nie mam nic przeciwko temu, te eksperymenty do mnie trafiają. Słabszym utworem jest The Fifth Ankh oscylujące w stylistyce Symphony X, poprawne wprawdzie, ale zbyt mało tu urozmaiceń. Za to wspomnę o robiącej wrażenie solówce, gdzie Forté, jak na własne naziwsko przystało, spisał się naprawde dzielnie. Codex Oscura to taki gotyk symfoniczny, rzecz kierowana do miłośników Within Temptation i tym podobnych brzmień. Jak się okazuje, męski wokal potrafi sie spisywać lepiej w tym gatunku niż damskie śpiewy, ale oczywiście jest to sprawa gustu. Zaskakuje bluesujące solo, którego w takim kawałku po prostu nikt by się nie spodziewał, druga solowka odegrana na klawiszach jest już bardziej typowa, podobnie jak trzecia gitarowa. Początek Twilight At Dawn przypomina symfoniczne klawiszowe momenty z Cradle Of Filth, oczywiście kiedy "kredki" nie robią pospolitej rzeźni, sam numer mocny, co też potęgują wplecione tu i ówdzie growle. Znowu muszę dodać, że mnie to odpowiada, ale fani melodyjnego rocka mogą być tym faktem zniesmaczeni. Krążek zamyka power metalowa kompozycja Getsu Senshi i pewne porównania z Rhapsody wydają się być nieuniknione. Nie mam nic przeciwko takiemu graniu, problem w tym, że jest to strasznie oklepane, słyszałem takich kawałków tysiące i szczerze mówiąc moja zdolność do ich rozróżniania pomału zanika. Ale to tylko jeden taki jednostajnie "patatajowany" utwór na płycie i to w dodatku ostatni w zestawie, więc jakoś to zniosę.

Miłośnicy symfonicznego prog metalu w zasadzie mogą kupić Archangels In Black w ciemno, zwłaszcza jeśli lubują się w Beyond Twilight, Symphony X i tym podobnej stylistyce, a do tego nie mają nic przeciwko muzycznym wycieczkom w rejony death/black metalu i melodyjnym liniom wokalnym. Coś dla siebie znajdą też fani Pink Cream 69 i ostatniego wcielenia Jaded Heart, ale powinni byc uprzedzeni, że Adagio gra ciężej. Arcydzieło to może nie jest, ale jak dla mnie i jak na razie jest to jedna z płyt roku 2009. Polecam.

Oficjalna strona zespołu: www.adagio-online.com

Guitarrizer
marzec 2009