|
Skład: Brian Johnson - śpiew; Angus Young - gitary; Malcolm Young - gitary; Cliff Williams - gitara basowa; Phil Rudd - perkusja
Produkcja: Robert John "Mutt" Lange
AC/DC to chyba jedyny zespół na świecie, który nie zmienił nic w swojej muzyce w przeciągu 30 lat. Zawsze był to ten klasyczny do bólu rock and roll zagrany z metalową dynamiką. Ten album pochodzi z najlepszego okresu zespołu, który rozpoczął się wydaniem w 1977 roku przełomowej płyty Let There Be Rock, a zakończył krążkiem Flick Of The Switch wydanym w 1983 roku. Na For Those About To Rock słyszymy, że Brian Johnson jeszcze bardziej się "zmetalizował" i próbuje bez większej finezji pokazać, na co go stać.
Album rozpoczyna się od utworu tytułowego. Mocny heavy metalowy początek. To naprawdę dawka solidnego grania. Czuje się tę ciężkość i to nie tylko w gitarach. Pod koniec kawałka ta lokomotywa rozpędza się i zespół brzmi już bardziej heavy niż wówczas Judas Priest czy Iron Maiden. Ten numer jest zresztą po dzień dzisiejszy grany na koncertach i zawsze na finał. Po tym emocjonującym momencie mamy Put The Finger On You. Zespół nie spuszcza z tonu grając dynamicznie i z polotem. Let's Get It Up pokazuje skąd inspiracje do swoich utworów czerpało Def Leppard. Zresztą nie mogę oprzeć się wrażeniu, że producent tego albumu (a przecież producent także płyt Def Leppard) John "Mutt" Lange wtrącił do tej kompozycji swoje trzy grosze (czytaj miał decydujący głos, jeśli chodzi o aranżację). W każdym razie Let's Get It Up to kawał przebojowego hard rockowego grania, które potrafi porwać. Ten numer był też pierwszym singlem z tej płyty. W Inject The Venom Brian próbuje śpiewać "pod" Scotta. Jednak wychodzi mu to nienajlepiej, a w Snowballed jego wokal staje się już męczący. Na szczęście w Evil Walks wszystko jest już dobrze. To kolejny mocny punkt tego albumu. Podobnie zresztą jak C.O.D, które jeszcze nieco nawiązuje do ery Scotta, choć zagrane jest ostrzej. Breaking The Rules - może być, aczkolwiek nie jest tutaj jakimś specjalnie porywającym momentem. Inaczej sprawa ma się z następnym Night Of The Long Knives. To już prawdziwe hard rockowe arcydzieło. Dynamiczna kompozycja i co za tytuł. Płytę kończy Spellbound. Spokojny jak na AC/DC numer wprowadza nieco bluesowe klimaty. Naprawdę udany kawałek.
A cała płyta? Myślę że gdyby zaśpiewał Bon Scott mógłby to być najlepszy album zespołu. Brian choć bardzo się stara nie ma jednak klasy Bona, śpiewa dobrze, ale brakuje mu tej zadziorności w głosie, jaką posiadał Scott. W muzyce AC/DC zawsze był nerw i że pozwolę sobie na porównanie - to jakby podejść do trupa i powiedzieć mu: wstawaj! Równie dobrze można puścić mu płytę AC/DC.
Oficjalna strona zespołu: www.ac-dc.net
LSDisease listopad 2003
|