|
Skład: Brian Johnson - śpiew; Angus Young - gitary; Malcolm Young - gitary; Cliff Williams - gitara basowa; Simon Wright - perkusja
Produkcja: Angus Young i Malcolm Young
Fly On The Wall to dosyć kontrowersyjna płyta w dorobku Australijczyków. Powstawała w czasie, kiedy była raczej tendencja do łagodzenia rockowego brzmienia syntezatorami, a tymczasem zespół nie tylko nie złagodził brzmienia, a jeszcze je wzmocnił i niestety mam wrażenie, że za bardzo. I nie dlatego, żebym uważał, że ciężkie brzmienie jest złe, ale ileż można. Przy tak jednostajnej dawce hałasu trudno nawet koncentrować się na wyłapywaniu tych charakterystycznych dla zespołu zagrywek.
Przesada? Może, ale nie znowu aż taka wielka. To najcięższa płyta AC/DC i jakby trochę pozbawiona rock and rollowego luzu, który zawsze cechował nagrania zespołu. Oczywiście ten typowy styl całkowicie zatracony nie został, ba jest tutaj obecny w każdym kawałku, z tym że jeśli dudniąca gra sekcji rytmicznej wychodzi na pierwszy plan, to chyba coś tu jest nie tak. Zresztą nie tylko sekcji, bo jeśli dotąd gra Malcolma kojarzyła się z rasowym rock and rollem, tutaj zwyczajnie wgniata w podłogę. Danger - fajne zagrywki, dosyć jednostajny łomot, niewątpliwie jeden z bardziej udanych kawałków. W Sink The Pink i Shake Your Foundations robi się bardzo przebojowo, to chyba najlepsze momenty tego krążka. Brian Johnson natomiast doskonale wpasowuje się w heavy metalową stylistykę i jego przenikliwy wrzask pasuje tutaj wyśmienicie. Momentami mam też wrażenie, że muzyka zjeżdża gdzieś poza obraną tonację (Playing With Girls, First Blood), tak to jest kiedy się nie zna umiaru. Generalnie można założyć, że zwyczajnie chłopaki chcieli zaszaleć. Kto widział teledysk do Shake Your Foundations, wie o czym mówię. Opiszę tylko w skrócie, że zespół gra tam w jakiejś knajpie, która w końcu zawala się pod wpływem hałasu. Nic dodać nić ująć. Oczywiście myślę, że ci, którzy nie znają wcześniejszych płyt zespołu, mogą przyjąć ten album bardziej życzliwie niż ci, dla których czystą rozkoszą jest słuchanie Let There Be Rock. Fly On The Wall to zero finezji, ale power, jaki się wydobywa z głośników po zarzuceniu płytki, z całą pewnością jest dobry na przebudzenie i wtedy bym polecał słuchać tego albumu.
I cóż mogę dodać? Może najważniejsze jest to, że mimo wszystko nadal słychać, że gra AC/DC, a to jest największy plus tej płyty i wydaje mi się też, że jak się załapie te klimaty, to spokojnie można przymknąć oczy na pewne produkcyjne wybryki. A więc komu polecić Fly On The Wall? Nie fanom Scotta, a tak poważniej to wszystkim którzy chcą przeczyścić głośniki :) .
Oficjalna strona zespołu: www.ac-dc.net
LSDisease lipiec 2004
|