Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

AC/DC - Dirty Deeds Done Dirt Cheap [1976]
Wydawca: Atlantic / WEA / EMI

  1. Dirty Deeds Done Dirt Cheap
  2. Love At First Feel
  3. Big Balls
  4. Rocker
  5. Problem Child
  6. There's Gonna Be Some Rockin'
  7. Ain't No Fun (Waiting 'Round To Be A Millionaire)
  8. Ride On
  9. Squealer
Dirty Deeds Done Dirt Cheap

Skład: Bon Scott - śpiew; Angus Young - gitara prowadząca; Malcolm Young - gitara rytmiczna, chórki; Mark Evans - gitara basowa, chórki; Phil Rudd - perkusja

Produkcja: Harry Vanda i George Young

Na początek trochę wyjaśnień i historii. Płyta Dirty Deeds Done Dirt Cheap została wydana w wersji australijskiej oraz międzynarodowej w 1976 roku. Wydawnictwo międzynarodowe nie obejmowało jakimś trafem Stanów Zjednoczonych i album ten został tam wydany dopiero w 1981 roku po ogromnym sukcesie płyty Back In Black. Opiszę wersję międzynarodową, wspomnę jednak też o dwóch kawałkach z wersji australijskiej, które tu się nie znalazły.

Album otwiera utwór tytułowy i jest to dobrze znany hicior z bardzo charakterystycznym riffem. Pamiętam cover tego kawałka zrobiony przez grupę Exodus. Jest zaaranżowany identycznie, tyle że brzmi potężniej. Tak mi się wydaje, że gdyby AC/DC chcieli nagrać ten numer jakieś 5 lat później, wyszedłby z tego niezły dynamit. Ale i tak jest do czego potupać nogą. Utwór ciut skrócono w porównaniu z wersją australijską, ale te 20 sekund nikogo nie zbawi (zwłaszcza że nie jest to żadne wyciszenie, tylko wycięcie fragmentu nagrania). Love At First Feel nie pojawiło się na wydaniu australijskim (wydane za to jako singiel w Australii w styczniu 1977 roku), za to cieszy nasze uszy na wydaniu międzynarodowym, a kompozycja to bardzo dobra ,zwłaszcza solówka zagrana w pewnym momencie tappingiem (!). Dla ścisłości dodam, że nagranie sporo zawdzięcza bluesowi jak wiele numerów Angusa & Co., chociaż też należy dodać, że jego motoryka kojarzy się z tym, co grał zespół Deep Purple (solidny hard rock). Big Balls to taki utworek zrobiony chyba dla żartu, Bon Scott przesadnie zmanierowanym głosem oznajmia "mam wielkie jaja, wielkie brudne jaja". Nie drze się tutaj w swojej histerycznej manierze, muzyka też jakaś stonowna. Ale mimo że to jaja (jak w tytule), podoba mi się ta ścieżka. Z kolei Rocker zupełnie mnie nie rusza i nie wiem, po co został wciśnięty na międzynarodową wersję. Numer pochodzi z australijskiej płyty TNT i jest po prostu staroświeckim rock and rollem doprawionym wariactwem AC/DC. Tylko że wiecie, w 1976 roku banda braci Young nie dawała jeszcze takiego ognia jak na For Those About To Rock, więc generalnie ten kawałek to strata czasu. Zupełnie inaczej ma się sprawa z Problem Child, utworem który trafił także na album Let There Be Rock (w nieco skróconej wersji). To już agresywniejsze AC/DC, czyli to co tygryski lubią najbardziej. Nie będę oszukiwał, że to nie jest mój ulubiony fragment tego albumu, bo by mnie... There's Gonna Be Some Rockin' to staroświeckie bluesisko. Takie kawałki grywali już pionierzy pokroju Roberta Johnsona, chociaż ten patent był prezentowany przez niemal wszystkie ekipy rockowe w latach '60. Bo wtedy by grać z jajem, trzeba było kopiować bluesmanów. Może młodsi fani muzyki rockowej tego nie wiedzą, ale tego klasycznego bluesa w latach '60 czy to w USA, a przede wszystkim w UK, po prostu nie wypadało słuchać i nie był on w mainstreamie. Zmieniło się to dopiero pod koniec dekady, a w 1976 roku było czymś wręcz archaicznym. Nie wiem, jak dla mnie nudne to powtarzanie tytułu w tym nagraniu i naturalnie mnie nie kręci. Ale wielu numer się spodoba, pewnie tym którzy lubią małe zadymione knajpki i najtańszą whisky (ale to już nie w Europie i to biorąc pod uwagę obie kwestie;)). Ain't No Fun (Waiting Round To Be A Millionaire) najdłuższy utwór na płycie, chociaż wyedytowany z wersji australijskiej do 7 minut. To mieszanka bluesa i rock and rolla. Riff napędowy owego numeru jest niczym innym jak zrzynką z Bang A Gong (czy jak kto woli Get It On) przeboju T-Rex. Najbardziej podoba mi się tutaj wyodrębnianie dźwięków gitary, co jest czymś akurat stosunkowo świeżym na tle starodawnej reszty. Ale utwór uważam za udany, choć może ciut za długi. Ride On to mała ciekawostka w katalogu AC/DC i ma to coś wspólnego z balladą. Jest to spokojny kawałek bluesowy o samotności. Bon śpiewa tu w manierze Janis Joplin, co mnie urzeka. Uważam w ogóle, że takie piosenki stały u podstaw późniejszych sleaze rockowych ballad. Squealer zaaranżowany jest w taki sposób, że instrumentarium do pewnego momentu ograniczono do minimum. Później grupa się rozkręca. Z tego wzorca musieli czerpać i Judas Priest i Accept, ale AC/DC wzięli pomysł zapewne od ZZ Top. Po Problem Child moje ulubione nagranie na płycie (bo ma coś wspólnego z metalem, a w tamtym okresie najlepiej było grać właśnie w taki sposób). Wersja Australijska zamiast Love At First Feel i kawałka Rocker ma numery R.I.P. (Rock in Peace) i Jailbreak. Jeśli o ten drugi, sztandarowy utwór AC/DC chodzi, pojawił się on na EP-ce '74 Jailbreak wydanej w 1984 roku, kiedy AC/DC byli już mega gwiazdami.

Tytułem podsumowania, Dirty Deeds Done Dirt Cheap zamyka pewien okres w twórczości AC/DC, bowiem po tym wydawnictwie grupa postanowiła pójść do przodu i zaostrzyć brzmienie, zmieniły się też proporcje bluesa i rock and rolla na rzecz tego drugiego, jednak i ten album to klasyka w katalogu australijskiej grupy i kanon takiego rodzaju grania. Wielu wspaniałych muzyków dorastało słuchając tego dzieła, a ja muszę dodać, że mimo drobnych wpadek płyta podoba mi się bardziej niż wiele późniejszych krążków, w tym też ostatnia płyta AC/DC, która jak dla mnie jest jedynie cieniem takich jak ta produkcji. Polecam Dirty Deeds Done Dirt Cheap wszystkim świntuchom i innym zakochanym w rock and rollu porąbańcom. Napisałem tę recenzję dokładnie w dniu 31 rocznicy śmierci Bona Scotta. Cześć jego pamięci.

Oficjalna strona zespołu: www.ac-dc.net

LSDisease
luty 2011