|
Skład: Brian Johnson - śpiew; Angus Young - gitary; Malcolm Young - gitary; Cliff Williams - gitara basowa; Simon Wright - perkusja
Produkcja: Harry Vanda i George Young
Po Fly On The Wall bracia Young postanowili fanom zaserwować nieco lżejszy krążek, zdecydowanie bardziej nawiązujący do lat największej chwały zespołu (Back In Black). Ich starania jednak nie przyniosły zamierzonego rezultatu. Piętno końca lat '80 i tendencje, jakie wówaczas panowaływ hard rocku, wymogły na zespole pewne ustępstwa. Oczywiście nie można zakładać że AC/DC uciekło tak bardzo od wypracowanego przez siebie przed laty szablonu, ale to co otrzymujemy na Blow Up Your Video jest pewnym kompromisem.
Początek płyty mocny. Heatseeker okazał się zresztą dość dużym przebojem i zdecydowanie najbardziej rozpoznawalną kompozycją na albumie. Tutaj zespół pokazuje, że można zagrać z niezłym pazurem w miarę nowocześnie (w oparciu o ówczesne standardy). That's The Way I Wanna Rock And Roll to też popularny kawałek. Zwraca uwagę beztroskie zatapianie zębów w najpospolitszych schematach rockowych, bez przekonania,
bez jakiejkolwiek chęci, żeby skopać słuchaczowi tyłek. W sumie przypomina to trochę falstart z Rock And Roll Damnation 10 lat wcześniej. Ja wiem, że dla wielu ten numer ma w jakimś tam stopniu status kultowy, ale to nie jest usprawiedliwienie. Meastreak jest niestety jeszcze gorszy, zupełnie wymęczone partie przyprawiają mnie o ziewanie, co przy muzyce AC/DC jest niewybaczalne. Agnus mówił w wywiadach, że nieźle bawił się podczas nagrywania tego albumu. Albo bawił się za dobrze, albo po prostu reszta zespołu była nieco uśpiona. Tak czy owak słuchamy dalej. Go Zone jest już o wiele lepszy, zespół jakby rozkręca się i gra z większym nerwem. Rwane riffy i prosty rytm perkusji. To już najprawdziwsze AC/DC. Myślę, że Bon Scott by się nie powstydził. Co prawda nie ma w tym takiej siły jak na For Those About To Rock albo
Flick Of The Switch, ale powiedzmy sobie szczerze, kiedy braciszkowie przywalili jeszcze mocniej na Fly On The Wall też nie było się z czego cieszyć (wolę jak grają lżej i bardziej na luzie). Wypełniony nadzieją że reszta krążka będzie na miarę poprzedniego kawałka, słucham Kissin' Dynamite i wydaje mi się, że tym razem AC/DC postanowili pokombinować. Nietypowy dla zespołu zakręcony riff wprowadza klimaty, jakich dotychczas w muzyce zespołu nie było. Nie jest taki wesoły, ale zagrany lekko. Rozumiem, że to wymóg czasu, intryguje jednak, muszę przyznać. To czego chłopaki bali się zrobić przez lata, w końcu wychodzi. Nick Of Time sprawia, że widzę przed oczyma typową załogę hair metalową
bawiącą się w powrót do korzeni. Nie jest to akurat zarzut, wydaje mi się wręcz, że AC/DC wyrzucili z siebie parę mniej old schoolowych pomysłów i opakowali w znane już od lat puzderko. Co z tego, że nie ma tego ognia co Highway To Hell. Po prostu rock and roll nawet w wykonaniu AC/DC może czasem zaskoczyć. Nie zaskakuje natomiast Some Sin For Nuthin'. Mocno wybrzmiewające akordy i skrzek Briana (muszę przyznać że produkcja wokali tym razem wzorowa), siła napędowa AC/DC. Oczywiście, jeśli ktoś będzie się upierał, że słyszał to już
wszystko wcześniej, nie zaprzeczę. Co ciekawe w pewnym momencie pojawia się riff jakby z zupełnie innej bajki (a napewno nie bajki AC/DC), po chwili jednak wszystko wraca do normy. Ruff Stuff to ukłon w stronę Bona Scotta. Niestety jak dla mnie wymęczony ukłon i bolące plecy. Może nie jest to jakaś porażka, ale nie ma się wcale czym podniecąć. Za to Two's Up to chyba najbardziej nietypowa kompozycja AC/DC w całej karierze. Zupełnie nie w ich stylu. To nie są riffy AC/DC. Skąd nagle taka przemiana? Może nie riffy AC/DC, ale nie ma co narzekać, bo otrzymujemy bardzo przebojowy hair metalowy numer. Bardzo mocny fragment albumu. Zabrakło power chords, nie zabrakło na szczęście fajnego pomysłu. W sumie jedyne co przypomina, że wciąż gra AC/DC to wokal Briana (cały czas śpiewa tak samo). Kiedy słucham solówki do tego kawałka, nie mogę uwierzyć wprost. Angus zagrał hammeringiem. Po raz pierwszy na płycie AC/DC taki zabieg. Dodam jeszcze tylko, że Two's Up to nieco mroczny numer. Na koniec trochę dynamiczniej. Bardzo szybki This Means War może miałby w sobie czad, gdyby produkcja płyty była inna, bardziej zorientowana na metal. Inna sprawa, że kawałek brzmi jak jakaś słaba kompozycja Accept i nie zwraca specjalnie mojej uwagi. Końcowa ocena albumu jest jednak bardziej skomplikowana, niż może się to wydawać. W pewnym sensie ta lekka produkcja jest tutaj atutem (bez zbędnych udziwnień jak na poprzednim krążku), z drugiej strony brakuje trochę tego hard rockowego pazura.
Na pytanie czy album jest lepszy niż poprzedni odpowiadam: Tak, jest lepszy choćby z tego względu, że po prostu więcej tutaj mimo wszystko typowego
rock and rollowego AC/DC, mniej niepotrzebnego huku. Za to jeśli ktoś zapyta mnie, czy panowie mieli lepsze krążki w dyskografii, bez wahania odpowiem, że takich jest wiele. Blow Up Your Video nie zawojowało list przebojów wbrew oczekiwaniom, ale jest też świadectwem pewnego dojrzewania. Co z tego ostatecznie wynikło, mamy czytelnie nakreślone w kompozycjach z następnego mega popularnego The Razor's Edge.
Oficjalna strona zespołu: www.ac-dc.net
LSDisease kwiecień 2007
|