Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Recenzje ***

AC/DC - Back In Black [1980]
Wydawca: Albert / Atlantic Records / WEA / ATCO / Epic / Sony Music / Sony BMG /
Phantom Sound & Vision

  1. Hells Bells
  2. Shoot To Thrill
  3. What Do You Do For Money Honey
  4. Given The Dog A Bone
  5. Let Me Put My Love Into You
  6. Back In Black
  7. You Shook Me All Night Long
  8. Have A Drink On Me
  9. Shake A Leg
  10. Rock And Roll Ain't Noise Pollution
Back In Black

Skład: Brian Johnson - śpiew; Angus Young - gitara prowadząca; Malcolm Young - gitara rytmiczna, chórki; Cliff Williams - gitara basowa, chórki; Phil Rudd - perkusja i instrumenty perkusyjne

Produkcja: Robert John "Mutt" Lange

W tym roku mija 30 rocznica śmierci Bona Scotta, kultowego wokalisty AC/DC, z którym grupa nagrywała w latach '70 ubiegłego wieku. Bon obok Angusa był tym członkiem zespołu, który najbardziej przyczynił się do sukcesu AC/DC i mimo że największe sukcesy komercyjne przyszły dopiero po śmierci Scotta, wielu uważa, że to właśnie płyty z jego udziałem są najlepsze i najbardziej szczere. Ja tam nie wiem. O ile rzeczywiście wokalnie bardziej odpowiada mi Scott, o tyle sam repertuar to powiedzmy fifty fifty. Za czasów Johnsona powstała przecież tak killerska płyta jak For Those About To Rock. Ale zanim pojawił się ten album, AC/DC wydali Back In Black, najlepiej sprzedającą się po dziś dzień płytę rockową.

Fenomen? Ironia losu? Czarna okładka tego krążka oraz dźwięk dzwonu na początku Hells Bells to ukłon w stronę byłego frontmana AC/DC. Hells Bells - mocny riff, nieco monumentalny (jak na AC/DC) utwór. Ciary po plecach, coś niesamowitego. Buty spadają i szczena opada do samej ziemi. Ten kawałek jak na owe czasy brzmiał bardzo metalowo, a myślę, że dzisiaj można go śmiało uznać za protoplastę wielu hard rockowych kawałków, jakie nagrywano w latach '80. Może i ten utwór uznałbym za najlepszy na albumie, gdyby nie kompozycja z pozycji numer 3. Ten refren prześladował mnie latami i nie dawał spokoju. What Do You Do For Money Honey ma klimat totalnej balangi i pamiętam, że był dość często puszczany na jednym zlocie AC/DC, w którym uczestniczyłem. Po prostu AC/DC w najlepszej formie. I te dwa numery jak dla mnie weszłyby do dziesiątki moich ulubionych utworów formacji. Po miedzy nimi jest taki sobie Shoot To Thrill, w sumie uszedłby, gdyby go w sztuczny sposób nie wydłużano. Mnie on jakoś zwyczajnie nudzi. Givin' The Dog A Bone oraz Let Me Put My Love Into You to dwa seksistowskie kawałki, które oczywiście choćby z tego względu powinny cieszyć wszystkich zboczuchów. Tytuł drugiego zresztą jest kapitalny. O ile pierwszy z nich mnie jakoś nie rusza pod względem samej muzyki, o tyle drugi dzięki swojej metalowej stylistyce może kojarzyć się z późniejszymi dokonaniami Def Leppard (a i Hells Bells ma ten klimat). Nie ma w tym absolutnie nic dziwnego, producentem Back In Black był przecież Mutt Lange, czyli ten sam, który pomógł Leppsom. Chciałem tutaj dodać jeszcze jedną rzecz. Wokale na tym krążku jak na AC/DC są dosyć osobliwe. To znaczy w porównaniu z poprzednimi płytami nie ma tutaj bluesowych zaśpiewów, jest po prostu metalowa stylistyka, a Brian ciekawie modeluje linie wokalne. Inaczej niż na płycie For Those About To Rock, gdzie drze się cały czas tak samo. No i przyszedł czas na kompozycję tytułową. Kawał mocnego hard rocka, który ociera się gdzieś o to, co grupa zaprezentowała na Highway To Hell. Czyli jak najbardziej na plus. Pomijam już fakt, że to jeden z popularniejszych utworów AC/DC w całej ich karierze. A po nim... po nim całkiem nieznany You Shook Me All Night Long. Nie no, właściwie nie powinienem pisać o tym nagraniu. Dość, że królował na listach przebojów jeszcze w 1986 roku (co pewnie było spowodowane wideoklipem, który z opóźnieniem - aczkolwiek przy okazji składanki - nakręcono do niego), to w dodatku całkowicie mi zbrzydł przez notoryczne prezentowanie go na każdym kroku, kiedy tylko mowa była o AC/DC. Nie będę o nim pisał, bo byłaby to obraza dla czytelnika, mającego już dawno wyrobione zdanie na temat tej kompozycji. Jednak każdy bardziej znany zespół ma przynajmniej jeden taki kawałek i u Angusa and Co. jest właśnie ten. Have A Drink On Me, krzyczy Scott z otchłani. You wanted you got it. No i w sumie kawałek jest na nutę bluesową, chociaż oczywiście brzmi mocniej niż te wczesne utwory AC/DC. Metalowy blues. Właśnie tak. Bardzo dobra rzecz. Shake A Leg to też jakby stara szkoła w zmetalizowanym wydaniu. Podoba mi się ten wężowaty riff i mocarne wokalizy Briana. Dają chłopaki ognia. Nic dziwnego, że znaleźli tylu naśladowców. W 1980 roku nie zdradzając rock and rollowych ideałów potrafili przygrzać, nie zostając w tyle za niezwykle wówczas poparnymi zespołami spod znaku New Wave Of British Heavy Metal. Solówka w tym numerze to niesamowite wymiatanie i zupełnie nie w stylu Angusa. To po prostu metal (pojawia się nawet tapping). Na koniec trochę uspokojenia w postaci kawałka Rock And Roll Ain't Noise Pollution. Jak dla mnie filler, zresztą z takim zamiarem został nagrany. Zdobył pewne uznanie, chociaż to już takie afterparty i granie na kacu ;).

Back In Black to mega sukces komercyjny. 49 milionów sprzedanych płyt i drugie miejsce na liście bestsellerów wszechczasów (za Thrillerem Michaela Jacksona) robi wrażenie. Moim ulubionym albumem AC/DC nie jest, ale nie da się ukryć, że mamy tutaj do czynienia z zespołem w szczytowej, artystycznej formie. Śmierć Scotta nie okazała się końcem AC/DC, właściwie był to nowy początek. Początek oszałamiających sukcesów, ale też niestety coraz większego kanibalizowania swojej twórczości. Dało to w rezultacie taki efekt, że nowe kawałki grupy nie są już dzisiaj w stanie przebić klasyków, choćby z tego krążka. Czy szkoda? Niektórym się podobają, innym pozostaje Back In Black i inne kultowe płyty zespołu.

Oficjalna strona zespołu: www.ac-dc.net

LSDisease
styczeń 2010