|
Skład: Mark Tornillo - śpiew; Wolf Hoffmann - gitara; Herman Frank - gitara; Peter Baltes - gitara basowa; Stefan Schwarzmann - perkusja
Produkcja: Andy Sneap
Po dwóch zapowiedziach w postaci singlowych The Abyss i Teutonic Terror można wreszcie posłuchać całego albumu. Albumu starannie skrywanego przed opinią publiczną, która musiała zadowolić się tylko i wyłącznie wyżej wymienionymi kawałkami. No więc już jest i trzeba powiedzieć jedno - nowy, odświeżony zespół, wrócił z nową, atrakcyjną formą prezentowania materiału. Czy to jeszcze jest Accept? Na to pytanie odpowiem Wam za chwil kilka. Póki co - grupa po prostu morduje.
Można było obawiać sie powrotu tej załogi, to zrozumiałe, zwłaszcza, że dostaliśmy do rąk dwa różne kawałki na zachętę.Z tej dwójki teutoński terror wydawał się najlepszy i wielu na pewno szykowało się to stwierdzenia, że jest to "taki tam sobie Accept jak zwykle". Nic bardziej błędnego. Takie powroty bywają i niebezpieczne i ryzykowne. Ten udał się znakomicie. Teraz po kolei. Beat The Bastards to tylko jest przedsmak tego, co czeka słuchacza na tym krążku. Tego albo trzeba posłuchać i dać się zabić, albo od razu paść trupem. Innej możliwości nie ma. Otwieracz po prostu bardzo dobry. Zespół umiejętnie i co tu dużo gadać, sprytnie nie wytacza od razu wszystkich dział od razu i stopniuje napięcie aż do końca płyty. A jeśli ten pierwszy utwór jest bardzo dobry, to Teutonic Terror jest po prostu wyśmienity. Tego nie zauważy tylko głuchy. Tak się gra tradycyjny heavy metal na poziomie ekstraligi. Znane wcześniej The Abyss, choć dobre i tytułowy Blood Of The Nations są przydługie i jednak nieco przekombinowane. No, ale potem mamy przekillera w postaci Shades Of Death. Wspaniały, klimatyczny początek, kapitalny riff, niepokojący, duszny klimat i Tornillo na pierwszym planie rozrywający ofiary na strzępy, cały w ich krwi. Tak to widzę. I ten refren! Shades of Death... I te wokalne mruczando. Może sie wygłupię, ale to bodaj najlepszy refren w tym roku. Wolno, majestatycznie i walcowato, rozrywani na strzępy przez Tornillo, który spokojnie goni kaprala do kąta. Z kolei Locked And Loaded to Ekspres transsyberyski, albo nawet TJV. Pędzący na złamanie karku. Niemiecki, ale jakże brytyjski w swej elegancji wykonania. Kill The Pain... cudowny, po prostu cudowny. Napiszę jedno - Mark WIELKIM wokalistą jest i basta. Smutek, rezygnacja, litr wódki i niewesoła historia w tle. A po nocy przychodzi dzień... Przy okazji mam tu takie skojarzenie z MEZARKABUL - tam bylo "Give me something to kill the pain". Lekarstwa jako takiego nie było. Tu jest odwrotnie. Tornillo robi niesamowite rzeczy ze swoim głosem i to nie tylko w Kill The Pain. Smucić się jednak za dużo nie można i zaraz potem mamy pędzący niczym bajkowy struś "beep beep" Rolling Thunder. Klasyczne heavy w doskonałej oprawie. Okna w dół, gaz w podłogę i jazda. Dalej mamy równie dobry Pandemic, a potem popis Tornillo w New World Comin'. Bardzo rockowe, z dużą dawką AC/DC, ale Mark to młodsza wersja Johnsona i musiało tego rocka trochę być. No, zniszczył po prostu. Te westchnięcie po prostu niszczące. Nie każdy wokalista może pozwolić sobie na takie rzeczy. No Shelter to jest mistrzostwo. Tak sie gra heavy. Każdy, kto powie złe słowo o tym kawałku, już nie żyje. Co za swoboda w operowaniu prostymi rozwiązaniami. No i bas. W No Shelter włóczy po ziemi. Baltes ma ogromne wyczucie. No, fantastyczny i tym razem wyeksponowany jak należy. Nie spodziewałem się, że Accept może nagrać taki album. I nic chyba w tym dziwnego. Przecież ten zespół od dawna nie był w formie. Tym bardziej cieszy klasa po 14 latach. Wydawnictwo kończy niszczący Buckett Full Of Hate. Młot na pozerów. A potem wszystko może zaczynać się od początku. Taką mam myśl: ta płyta jest strasznie wojenna, no nie mogę się opędzić od tego uczucia. Te zimne chórki, twarde gitary i napierdalająca sekcja jednak robią swoje. Jest twarde, teutońskie granie. Bez kwadratowości, ale z ogromna dawką przebojowości i świeżego spojrzenia.
A wiec, czy to jest jeszcze Accept, czy też zespół pod tym szyldem jako marka znana i lubiana? Bo mam pewne wątpliwości. Raczej została tylko formuła Accept. To już nie jest ten sam zespół. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to LP bardzo dobry. Są słabsze momenty, ale w ogólnym rozrachunku niewiele obniżają notę końcową. A ta po prostu musi być wysoka, co najmniej 9/10. Polecam.
Oficjalna strona zespołu: www.acceptworldwide.com
Vincent sierpień 2010
No i proszę. Nowy Accept. W recenzjach tej płyty, jakie zdarzyło mi się ujrzeć piszą ciągle "część skreśliła Accept na początku, bo to płyta bez Udo", czy też "słychać głosy zewsząd, iż Accept bez Udo to nie to samo"... Szczerze powiedziawszy, osobiście nie słyszałem takich opinii, jakie według tego powinny być słyszane, natomiast głosy zachwytu a i owszem! No cóż, może nie jestem tak dobrze zorientowany, jak mi się wydaje, że nie usłyszałem nic takiego, aczkolwiek... No cóż... Wiecie sami, nie?
No dobra, nie wiecie, ale mniejsza o to. Przejdźmy do rzeczy. Przyłączam się do głosów zachwytu. Płyta jest naprawdę czadowa, świetna, odjazdowa, zajebista. Kandydat jak dla mnie na najlepszą metalową płytę Anno Domini 2010. Poważny kandydat. Może wcześnie wydaję werdykt, rok wszak jeszcze długi, ale przy składaniu prywatnego rankingu najlepszych tegorocznych płyt "Krew Narodów" na pewno się zostanie w nim ujęta. A teraz jeszcze konkretniej. Piosenki! Pisałem kiedyś, jak to nie lubię opisywania po kolei piosenek na płycie?... Nie? Cóż... Aczkolwiek jest to, uważam, mój recenzencki obowiązek, którego się teraz podejmę, także doceńcie moje czyny! Otwierający płytę riff z Beat The Bastards to naprawdę mocne uderzenie. Jest ciężko, szybko, a nade wszystko - metalowo. Świetne solówki na gitarach, świetne harmonie, a wokalnie Mark Tornillo godzien jest zastępowania Udo w tej kapeli. Dalej mamy Teutonic Terror. To prawdziwy metalowy hymn. Taaaaaak... Cudowna rzecz. Zwłaszcza chórki, współtworzące z riffami ten podniosły, bitewny nastrój. The Abyss to już inna bajka. Wejście mocne, zwrotka przy czystej gitarze, potem wchodzi przesterowana i tak zagrany refren. Potem znów spokojniej, Tornillo śpiewa "will it ever be the same again", po czym znów mocne gitary i dalszy ciąg jazdy, której kontynuacja następuje w utworze tytułowym. Mocna rzecz, kolejna epicka kompozycja. Na początku jest powoli, później przed refrenem następuje przyspieszenie. Kończy się Blood Of Nations, rozpoczyna się Shades Of Death. Delikatne wejście, z czasem coraz ciężej i ciężej, w tle orkiestra, po czym wchodzi typowo metalowy riff i tak owa pieśń robi się mocarna. Później mamy chwilę wytchnienia - ballada. Kill The Pain. Dość melancholijny utwór, niesamowicie zaśpiewany, ze świetną solówką i po raz kolejny urozmaicony orkiestrą. Napięcie rośnie do solówki, kulminacja następuje na samym końcu. Żeby nie było za spokojnie, następujący po tym Rolling Thunder to kawałek dynamiczny, ciężki, z wykopem i przyjemny. Gitary miażdżą słuchacza riffami, niczym tiry miażdżą polskie szosy kołami. Późniejszy Pandemic to mój osobisty faworyt do spółki z 2 pierwszymi utworami. Mi to przywodzi na myśl AC/DC. "It’s a pandemic - It’s a metal disease!" - aż chce się zakrzyknąć słuchając refrenu. O to właśnie chodzi w metalu, gdyby ktoś was pytał. Dokładnie o to! New World Coming zaś to ponownie pieśń w tempie marszowym. Ciężka, wpadająca w ucho, lecz powolna, co kontrastuje z The Shelter, który z kolei jest najszybszym kawałkiem na płycie. Wydawnictwo kończy Bucket Full Of Hate, który wręcz tryska testosteronem.
No, to pora na skrótowe ujęcie całości. W zasadzie nie wiem, po co się wyżej rozpisywałem, skoro recenzję można by było ograniczyć do tego właśnie akapitu, ale lubię się rozgadywać. Płyta jest WYPASIONA, bez marudzenia. Accept pokazuje, jak się gra heavy metal i że to nie jest zabawa dla zniewieściałych chłopców. I że bez Udo (z całym oczywiście należnym mu szacunkiem) też świetnie dają sobie radę. Warto jeszcze na samiutki koniec dodać, iż na wydaniu limitowanym w digipacku dodany jest całkiem klimatyczny kawałek Time Machine. Skoro wszystko to przeczytaliście i lubicie soczysty heavy metal, to czemu jeszcze nie macie tej plyty?! Pedem do sklepu!!! 9,5/10
Texas Mike Październik 2010
|