Menu
:: Strona główna
:: Recenzje CD
:: Recenzje (inne)
:: Biografie
:: Dyskografie
:: Wywiady
:: Artykuły
:: Teksty piosenek
:: Archiwum
Dodatki
:: FORUM dyskusyjne
:: Księga gości
:: Koncerty
:: Linki
:: Downloads
:: Reklamy i ogłoszenia
O nas
:: Redakcja i kontakt
:: Informacje o stronie
:: FAQ
:: Muzeum HRS
:: Strona startowa
 
*** Ciemna strona ***

Ta historia jest troszkę zabawna, a troszkę smutna. Zdarzyła się już jakiś czas temu, ale jakoś do tej chwili nie miałem zbytniej ochoty jej opisywać. Tyle muzyki dookoła, tyle książek do przeczytania, po co tracić czas na jakiś żałosny paszkwil? A jednak, doszedłem do wniosku, że może warto chociaż zasygnalizować istnienie pewnego paranoicznego serwisu, który zapewne będziecie mieli ochotę zobaczyć (chociaż zrobicie to tylko raz- gwarantuję!).

Podczas moich wojaży po Internecie, natknąłem się pewnego dnia na serwis mieniący się "katolickim" - co ciekawsze miała to być encyklopedia!. Z ciekawością zauważyłem dział poświęcony mojej pasji - muzyce rockowej. Gdy spróbowałem się na nią dostać, moje nie zaprawione w boju o dusze ludzkie oczy, ujrzały monit: "Strona zawiera materiały ostre" i prośbę o podanie odpowiedzi na pytanie o "najbardziej pożądany artykuł PRL-u". No cóż, musicie sami pogłówkować nad odpowiedzią, ja w każdym razie trafiłem za drugim podejściem.

Materiały ostre? "Serwis Katolicki"? Oj, coś tu źle pachnie... Moim oczom ukazała się całkiem zgrabna strona podzielona na kilka sekcji. Tematem tej strony, był - jak zapewne się domyśliliście - rock, a raczej jego "ciemną stroną" - dział miał "informować" o zagrożeniu, jakie niesie ze sobą ten rodzaj muzyki i jemu pokrewne. Pełen obaw o moje zdrowie psychiczne (nie potrafię nic na to poradzić- takie rzeczy zawsze bardzo psują mi humor i wyprowadzają z równowagi), przeczytałem wstęp i uczepiłem się ostatniej nadziei, że "OKIEM" zawierać będzie obiektywną i rzetelną informację o tej "ciemnej stronie rocka" . Zobaczyłem bowiem następujący napis:

Strona ta skierowana jest do ludzi, którzy szukają różnych sposobów patrzenia na dane problemy, a także osób o określonych katolickich poglądach. Na uwadze mamy przede wszystkim osoby słabe, dla który muzyka młodzieżowa mogłaby okazać się zagrożeniem. Można to przedstawić analogię z górami, pięknymi, wspaniałymi ale jednak kryjącymi pewne niebezpieczeństwo. Nikt nie mówi nie idź tam, każdy rozsądny jednak mówi idź tam ostrożnie, bądź przygotowany na zagrożenie, bądź rozważny. Było przecież wielu którzy w górach doświadczyli cudownych przeżyć, było jednak wielu którzy już stamtąd nie wrócili.

Niestety, rzeczywistość okazała się nie odpowiadać deklaracjom. Stronę podzielono na kilka działów. Wybrałem przypadkowy i zobaczyłem "Przykłady kilku najbardziej "gustownych" tytułów piosenek i nazw zespołów rockowych, świadczące o tym że tematyka zepsucia jest stale obecna w tej subkulturze". Najwięcej miejsca zajmowały tu kawałki Rolling Stones, z nieśmiertelnym Sympathy For The Devil na czele. Utwór ten został oczywiście źle przetłumaczony jako "Sympatia dla diabła"- mało tego, autorzy zamieścili również błędne (!!!) wytłumaczenie, że słowo to w połączeniu z "for" oznacza naprawdę sympatię, a nie "litość", "ubolewanie", co jest nieprawdą. Inne kwiatki miałem jednakże przed sobą: Dead Flowers przetłumaczono - wbrew jakimkolwiek zasadom logiki i języka angielskiego - jako "Śmiertelne kwiaty"". Naprawdę, nie widzę nic zdrożnego w metaforze o "martwych kwiatach", bo tak powinno brzmieć tłumaczenie tego tytułu... Tytuł Let It Bleed przetłumaczony jako "Niech krwawi" to z kolei sprytne wykorzystanie faktu, że w języku polskim nie sposób odróżnić czasownika w rodzaju nijakim od czasownika w rodzaju męskim, przez co tytuł wydaje się odnosić do osobnika rodzaju męskiego- człowieka. Tymczasem tytuł tłumaczony winien być jako "niech to krwawi" - każdemu słuchaczowi rock'n rolla jest wiadomo, że to parafraza tytułu ostatniej płyty konkurencyjnej kapeli, The Beatles o nazwie Let It Be - "Niech tak będzie". Było to nawiązanie do złej sytuacji pomiędzy poszczególnymi członkami "Fab Four", w której dalsza współpraca przypominała powolne "wykrwawianie się". Mimo pełni dobrej (choć powinienem raczej napisać "złej" woli!), nie znalazłem nic złego w smutnym tytule "Na dnie", czy w deklaracji "Chcę się z tobą kochać". Posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że gdyby nie to pragnienie, gatunek ludzki wymarł by już dawno.

Moja wiedza na temat muzyki rockowej została wystawiona na dalszą próbę, oto bowiem odkryłem kolejny gorszący tytuł w postaci (ortografia i gramatyka jak w oryginale!!!) "Dewil's Whites Album", grupy The Beatles! W innej części strony odkryłem informację, że tak nazywała się podwójna płyta The Beatles. Potem nazwę w mowie potocznej (!) skrócono na "Biały Album". Nie muszę chyba mówić, że takiej płyty nie ma w katalogu zespołu- oficjalna nazwa płyty to wcale nie "Dewil's Whites Album", ani nawet "Devil's White Album", tylko The Beatles. Nazwa potoczna, z racji wyglądu okładki, to "Biały Album". Wymieniono też nieistniejący album grupy Queen (Killers), oraz Another One Bites The Dust, tym razem zgrabnie przetłumaczone jako "Kolejny wyciągnął nogę". Rozbawił mnie szczególnie fakt przytoczenia tego drugiego tytułu (pierwszy z oczywistych powodów, raczej zadziwił). To jakże typowy przykład oceniania książki po okładce. Gdyby autorzy zadali sobie trud przeanalizowania tekstu tej piosenki (nawiasem mówiąc, zawsze miałem żal do Deacona o ten kawałek soulu), odkryliby z pewnością, że utwór daleki jest od nawoływania do przemocy.

Cały tekst dostępny jest w dziale "translacje". Jak widać, sam utwór nie namawia do przenoszenia innych "na tamten świat", a wręcz przeciwnie- piętnuje przemoc i zdziczenie:

"Tak wiele jest sposobów, by pognębić człowieka
I by zmieszać go z błotem
Można go zranić i oszukać
I zostawić zupełnie samego"

Ale najłatwiej jest z okładką, prawda?

Muszę się przyznać, że zupełnie nie znam grupy Drugstore - ale to nieważne - oto bowiem autorzy strony przetłumaczyli jej nazwę jako "aptekę, ale również "sklep z narkotykami". Nie chce mi się już roztrząsać tego od strony językowej- polecam pierwszy, lepszy słownik, nie będę pisał o tym że "drug" od wieków oznacza lekarstwo, a w późniejszych latach w slangu "narkotyk". Nieważne. Ważne jest tu coś zupełnie innego- byliście kiedyś w sklepie z narkotykami? Bo ja nie. "Dzień dobry, proszę wziąć koszyczek, tu po lewej mamy Ecstasy, w lodówce LSD z 20% rabatem" !!!

Dostało się też Ozzy'emu - Suicide Solution to jednakże nie "Samobójstwo jako rozwiązanie", ale "Samobójcze rozwiązanie", w tym przypadku "suicide" MUSI przyjmować rolę epitetu - zasad gramatyki angielskiej pan nie zmienisz... Sama piosenka to przestroga przed zanurzeniem się w alkoholu, z którym wokalista jak wiadomo miał (i ma) problemy. Casus okładki i książki, znowu.

Oprócz konkretnych przykładów, znajdujemy tu też bardziej ogólne w swym charakterze informacje "demaskujące" rocka.
"Dwóch nastolatków słuchało w 1989 płyty Judas Priest (brytyjska grupa heavy metal). Po wysłuchaniu i wzięciu narkotyków poszli [GRAMATYKA ORYGINALNA] się zastrzelić na dziedzińcu kościoła. Jeden przeżył i zeznał później, ze podczas słuchania tej płyty w pewnym momencie poczuli nakaz, przymus samobójstwa. W trakcie procesu na płycie stwierdzono zakodowane słowa "Do it" - (zrób to) oraz zaklęcia satanistyczne" - czytamy w innej sekcji strony. Tragedia, jaka spotkała ojca rodziny niewątpliwie pozostawiła w nim poczucie, że ktoś powinien zostać ukarany - zawsze szukamy winnych. Tym razem była to muzyka. Ale trzeba naprawdę dużego zaślepienia, by nie zastanowić się nad faktem, że tylko jedna osoba usłyszała ten "nakaz", który popchnął ją do tego czynu.

"W 1987 r. aresztowano Garego Hednika, zabójcę dokonującego okultystycznych morderstw połączonych z kanibalizmem. Tygodnik "Time" pisał, że z jego domu, gdzie popełniał on zbrodnie, dniem i nocą dochodziła muzyka heavy metalowa". Brutalne morderstwa dokonywane były zawsze i wszędzie, pod wpływem przeróżnych bodźców. Nie można podawać jako przykład na negatywne działanie muzyki, tego, że jakiś cholerny świr, który akurat słuchał rocka - zabił iluś tam ludzi. Zabójca Johna Lennona czytał namiętnie "Buszującego w zbożu"- czy to świadczy o negatywnym działaniu dzieła Salingera na psychikę?

W tej samej sekcji mamy też informacje o paru koncertach, na których wydarzyły się jakieś tragedie i o ofiarach śmiertelnych i rannych będących ich efektem. Stanowić to oczywiście ma kolejny dowód na to, że muzyka rockowa jest domeną szatana i nasieniem zła. Idąc tym tropem postuluję rozwiązanie piłkarskiej ligi polskiej, ponieważ pod koniec lat osiemdziesiątych na Heysel załamała się trybuna, a para łysych pseudokibiców zakatowała w tym roku przechodnia. To oczywiście wina piłkarzy tak samo, jak winą muzyków jest to, że ktoś z organizatorów nie wypełnił wszystkich warunków bezpieczeństwa...

Powraca też mit "backward masking"- nagrywania "od tyłu" określonych wiadomości, które wpływać miałyby jakoby na psychikę młodego człowieka. Odkrycia tego dokonała grupa Baptystów z Południa, a jako przykłady wskazała szumy i trzaski nagrań ELO, Led Zeppelin i - jeśli mnie pamięć nie myli - Styx. Jako komentarz niech posłuży fakt, że satanistyczne treści znajdowały się też według tej szacownej organizacji również w muzyce do "Konia, który mówi". Czasem nawet fakt wystarczy za komentarz.

Natężenie bzdur w tym serwisie jest wręcz niebywałe - jako człowiek raczej nerwowy, kiepsko wytrzymuję takie próby i nie przebrnąłem przez cały materiał. Opowiadam tę historię nie dla samego opowiadania, ale by wskazać na dwa aspekty tej sprawy:)

Kreowanie się na obiektywne źródło informacji, sprawia, że ktoś pozbawiony krytycyzmu, może przyjąć te informacje za pewnik. Wizja świata prezentowana przez serwis jest groteskowa, ale przy braku wiedzy i doświadczenia, może zostać uznana za prawdziwą. Jednostronność artykułów przeraża i stoi w jasnej sprzeczności z deklaracją z początku.

Zaliczanie w ciemno całej muzyki rockowej do wora z napisem "Szatan, ciemne moce itp.", obniża wiarygodność strony do zera, jednocześnie sprawiając, że istniejące zagadnienie zostaje rozmyte. Skoro serwis stosuje tak jawne nadużycia i naginanie rzeczywistości, ktoś - szczególnie fanatyczny zwolennik rocka - może uznać cały problem za nieistniejący.

Tymczasem twierdzenie "muzyka rockowa wolna jest od destruktywnych treści" jest tak samo błędne jak twierdzenie przeciwstawne" Nie ulega bowiem wątpliwości, że rock i gatunki jemu pochodne to o wiele zbyt wielkie zjawisko, by dało je się poddać tak daleko idącym generalizacjom i jego MARGINALNĄ częścią są zespoły odwołujące się JAWNIE (np. poprzez rzężenie w kółko "Satan, Satan" w refrenie, a nie używanie jakiś - z punktu widzenia takich ludzi, nielogicznych- wysublimowanych metod maskowania) do satanizmu, czy też nawołujące do przemocy ( przykładem skandaliczne wydanie nagrań seryjnego mordercy Charlesa Mansona).

Wynika to oczywiście z ogromu zjawiska - analogicznie, fakt, że jakiś kapłan wykorzystywał seksualnie dziecko nie może oznaczać, że cały kościół godny jest potępienia, podobnie - to, że jakiś film jest gloryfikacją przemocy i przez 90% czasu jego trwania widzimy flaki rozbryzgujące się na ekranie, nie oznacza, że negacji powinna zostać poddana cała kinematografia i wiele cennych i mądrych obrazów, ale również tych niegroźnych, służących tylko i wyłącznie rozrywce.

Niestety, dochodzimy tu do definicji "odwołania się"- dla redaktorów Encyklopedii, każda wzmianka o negatywnej stronie życia jest już sama w sobie naganna- autorzy najwyraźniej nie zadali sobie trudu przeczytania tekstu np. do Black Sabbath, który jest przerażającą, antysatanistyczną i okultystyczną w swej wymowie wizją. To nieważne- pojawiły się tu słowa klucze ("szatan", śmierć"), które sprawiają, że zespół ulega potępieniu w czambuł.

Filozofia głosząca, że jeśli przestanie się mówić o źle, to ono zniknie, jest infantylna i prowadzi do prowadzi do umniejszenia się wrażliwości społecznej, w której to rozwój wielu muzyków rockowych miało wielki wkład (przykładem Bob Dylan, Neil Young, John Lennon).

Wydaje się też, że samo mówienie o źle, jest w opinii twórców strony godne potępienia - sama wzmianka o ciemnej stronie życia, choćby w najbardziej oczywisty sposób napiętnowana, jest w oczach autorów jego gloryfikacją, czego nie potrafię pojąć. W Piśmie Świętym słowo "Szatan" pojawia się niezliczoną ilość razy, natknąć się możemy na morderców, złodziei, czy prostytutkę - czy to jednakże oznacza, że wszystkie te postawy są przez Biblię gloryfikowane?!!

Wielka szkoda, że w tabeli "negatywnych treści muzyki rockowej" znalazł się Bob Dylan, na którego teksty powoływał się podczas jednego z kazań papież Jan Paweł II, który wspólnie pojawił się z Bobem na scenie, podczas specjalnego koncertu. Jaka szkoda, że nie ma na tej stronie wzmianki o Live Aid - gigantycznych koncertach charytatywnych, czy "USA for Africa", które pomogło wykarmić milion głodujących ludzi w Afryce.

Przedziwne, że we wspomnianej tabeli jednym z zarzutów jest Nihilizm, ucieczka od życia, surrealizm, kreacja nierzeczywistych stanów świadomości!. W tym momencie, negacji zostaje poddana większa część dziedzictwa kulturowego świata - Voltaire, Rabelais, Carroll, Bułhakow, Tolkien - wszyscy oni tworzyli alternatywne rzeczywistości! Wielka szkoda, że autorzy piszący słowa Prawdziwy problem to jednak nie twórcy ale sama zasada muzyki rockowej wg której teksty, muzyka, atmosfera - wszystko musi łamać kanon piękna, delikatności, czułości i prawdy (sic!) nigdy nawet nie posłuchali przestrzennych, kontemplacyjnych suit Yes, poezji Younga, romantycznych ballad Waitsa, czy wzruszających, lirycznych pieśni Cata Stevensa.

Przeczytałem swój artykuł raz jeszcze i zastanowiłem się, czy to dobrze, że go napisałem - przecież lwiej części zarzutów z omawianej strony jest śmieszne samo w sobie, a samo ich wysuwanie świadczy o nieznajomości tematu zarówno przez autorów, jak i co gorsza przez źródła, na jakie się powołują. Powstaje więc pytanie, czy jest sens podejmowanie z nimi dyskusji. Boję się, że niepotrzebnie wszedłem w dyskusję z ludźmi, z którymi - chyba niestety - nie sposób dyskutować. Bo argumenty, na jakie tu cierpliwie odpisywałem nabierają charakteru czysto abstrakcyjnego.

Nie znaczy to oczywiście, że autorzy byli pełni złej woli, tworząc tę stronę. Nie wątpię, że zostali wprowadzeni w błąd zbyt jednostronnym przedstawieniem zjawiska (jak mówił Lem - "tam gdzie są ludzie, nie ma faktów, są tylko interpretacje", tak więc o to nie trudno). Tworzyli w dobrej wierze dzieło, które miało - w ich przekonaniu - uratować ludzi od "zgubnego wpływu rocka". Niestety, nie potrafili (lub nie mieli okazji) dostrzec całości zjawiska.

I mimo wszystko, moje wątpliwości powoli znikają - wyślę Im kopię tego artykułu. Kto wie, może to coś da?

Adam Dąbrowski
31.08.2003
artykuł zaczerpnięty z www.classicrock.of.pl